Wczoraj dostałem nowe zadanie w pracy - ogarnąć 4 worki z plastikowymi butelkami 0,5L. Nie mówię o tych workach, które kupuje się do liści (wyjaśnię, bo nie każdy ma dom lub firmą z podwórkiem i drzewami - idzie się do specjalnego budynku urzędasów, dajemy niezbędne dane, płacimy i dostajemy bardzo duże i wyjątkowo solidne worki, które zmieszczą więcej), tylko o zwykłych z Castoramy, czy innego Leroy-Merling. Worki był pełne, ale nie napęczniałe - by łatwiej się nosiło.
Miałem szczęście, bo przede mną był starszy pan, który właśnie kończył i pani z jednym, średniej wielkości reklamówką. Nie pamiętam ile mi to zajęło. Poszłoby szybciej, gdyby nie problemy - niektóre butelki musiałęm wkładać po parę razy, nie wiem czemu. O dziwo te najbardziej zgniecione lub bez korka przechodziły bez problemu. To jednak pikuś, bo trzeba skalibrować maszynę (na zachodzie długo się z tym męczyli, kasy samoobsługowe w UK, zanim tam zamieszkałem, też sprawiały podobne problemy, jak wprowadzono takie same kasy w Polsce. Większym problemem jest to, że Lidl kontynuuje swoje tradycje wprowadzania lewych promocji.
Pisałem o tym kilka razy na blogu - wykorzystują mechanizm, że miażdżąca większość ludzi, nawet biednych, nie będzie walczyć o 1, 2 zł. Może 5, bo za to kupi się już piwo albo coś słodkiego. Niemniej każdego DNIA mogą trzaskać MILIONY ZŁOTYCH na takich promkach. Ludzie narzekają na to w całej Polsce, tylko większość ludzi to olewa. Nie liczyłem, ile razy dostałem 10gr za butelkę z kodem (czyli powinienem dostać 50gr). Inni również zwrócili na to uwagę. Czy te oszusta na butelkach to kontynuacja procederu z lewymi promocjami? Nie wiem, aczkolwiek widziałem screen (i link prowadzący do niej) z oficjalnej umowy. Nie łapcie mnie za słówka, bo nie pamiętam dokładniej treści umowy (a nie mogę jej znaleźć, mimo że wpisuję różne hasła do Google), ale Lidl widniał w niej jako jedna z głównych stron. Hajs jak zwykle leci prosto do Niemieckiej Macierzy, tak jak to robi Biedronka w przypadku Portugalii.
Czy popieram tę ideę? Tak, tylko... Szkoda, że jak wiele rzeczy w Polsce, zrobiono to byle jak. Przede wszystkim, te miękkie butelki nie nadają się do tarcia chrzanu i generalnie to taka sama ekologia, jak mówienie o ochronie planety i kupowaniu telefonu co rok, dwa lata. Powinni to zrobić jak w Niemczech, gdzie ustandaryzowano plastikowe butelki. Starałem się znaleźć zdjęcie w google (nawet wpisałem niemiecką nazwę oraz po angielsku) i nic nie znalazłem. Ale mogę opisać. Butelki są grubsze, by faktycznie nadawały się do wielokrotnego użytku. Są też myte. Chcę sobie wyobrazić to samo z moim Bystry Zdrój :D.
Co prawda w Polsce dostajemy nieco więcej za butelki (sprawdzaliśmy ze znajomymi kalkulatorem, gościu z kanału zero też to chyba potwierdził), no ale zrobili to u nas po łebkach. Plus jest taki, że faktycznie jest czyściej. Minus, że trzeba się z tym pierdzielić. No ale nie widzę problemu, jeśli to powiedzmy 1 sytuacja na tydzień. 10 minut postoimy i mamy - dzięki temu środowisko będzie miało lepiej niż gorzej. Marnujemy tyle czasu na bzdury, to korona nam z dupy nie spadnie. Większym problemem jest to, że tych butelkomatów jest tak mało. Bo to faktycznie może wkurzać, gdy stoi się przez tyle minut. No ale to z czasem będzie mniejszym problemem. No i zawsze można zaangażować młode latorośle - nauczą się, że pieniądz ma wartość, że trzeba poświęcić na niego czas i w ogóle.
A że wzrastają ceny za wywóz śmieci? Cóż, będę okrutny, ale znowu Polacy Polakom zgotowali ten los. Zwalamy na złą UE, na Żydów (obrzydliwi mordercy cywilów, brzydzę się na myśl o Bibim Nataniahu), a prawda jest taka, że to Polacy sami sobie skonstruowali taką ustawę. Wytyczne UE są bardzo liberalne i dają BARDZO dużą swobodę wyboru. To nasi "reprezętąnci" odwalają jak zwykle szajs. Jak Rafał Otoka Frąckiewicz mówił o tym jako jedyny lata temu, to wszyscy od lewa do prawa nazywali go szurem. :)