Niedawno temu wrzuciłem na bloga tekst dotyczący najważniejszych anime w całym moim życiu. Jednym z tych tytułów była "Nana", komiks przeznaczony teoretycznie dla kobiet, ale praktycznie każdy z problemami miłosnymi powinien go obejrzeć. Zwłaszcza jak jest młodym. Albo jak to powiedział mój przyjaciel Filip - "każdy cuck i simp powinien to przeczytać". Dziś dowiedziałem się, że komiks od czerwca będzie wydawany w Polsce. Można zamówić komiks w twardej oprawie! Co też uczyniłem.
Czemu warto to zrobić, tj. obejrzeć lub przeczytać "Nanę"? Odkładając na bok fakt, że to co najmniej dobra opowieść (a moim zdaniem, będąca na styku bdb/świetne, musiałbym je odświeżyć by podjąć decyzję) o przyjaźni dwóch kobiet, to jest to przede wszystkim bardzo prawdziwe spice of life. Takie totalne zaprzeczenie "głupiej chińskiej bajki jak dragon buls lub kumalski narudo". Mamy tu seks, jeden z bohaterów jest męską prostytutką, autorka nie krytykuje nadmiernie facetów, nie przejawia też objawów "solidarności jajników", udając że kobiety są lepszą płcią, jak to robią niektóre feministki (lub na odwrót, redpill robiący to dla męskiego ego). Nie, jesteśmy tacy sami - tzn. nie tacy sami, nie jesteśmy równi, kobiety mają swoje problemy, faceci swoje, kobiety są w pewnych aspektach lepsze, mężczyźni w innych. Trzeci powód to muzyka. Nie znam szczegółów w tej materii, ale moja koleżanka ze studiów w swojej pracy licencjackiej, poświęciła jeden rozdział kampanii promocyjnej "Nany" i MadHouse wraz ze sponsorami, wyłożyli naprawdę dobre pieniądze na voice-aktorki "metalowej Nany", wokalistkę z zespołu Trapnest oraz samą reklamę, "Nana była reklamowana wszędzie".
Jedyne co może Wam przeszkadzać, to trochę "pokemoniasta kreska", ale można się do niej przyzwyczaić, a fabuła to w pełni rekompensuje. Jeżeli szukacie dobrej historii o miłości, ludziach i relacjach międzyludzkich, to "Nana" jest chyba najlepszą pozycją, jaką znam, która skupia się na tych aspektach.