Nie jestem historykiem, zaś moje doświadczenie w tematyce Urbexu praktycznie nie istnieje, więc proszę traktować mój wpis jak relację zwykłego człowieka. Na końcu umieściłem bardziej profesjonalne materiały. Podczas zimy, postanowiłem wprowadzić do swojego życia nowy nawyk. A mianowicie, zamiast siedzieć w domu lub spacerować po moim mieście, zdecydowałem się poświęcenie jednego dnia w tygodniu na zwiedzanie ładnych miejsc w moim województwie. Jest tyle pięknych miejsc, że nie ma sensu gnić na łóżku i oglądać Netflixa lub seriale z innych streamingów. Jak się uzbiera ich za dużo, to można nadrobić zaległości podczas zimy. Postanowiłem rozpocząć wycieczki w momencie, gdy pogoda i temperatura się ustabilizują. Nie wiem, jak u Was, ale w moich okolicach było wyjątkowo chłodno na początku wiosny (nawet parę razy zmroziło mi szyby przed wyjazdem) + spadło dużo deszczu, więc musiałem poczekać aż błoto wyschnie i będzie można chodzić po leśnych drogach.
Na swoją pierwszą wycieczkę wybrałem bunkry w Wilkocinie. Chciałem tam zabrać Asię już pod koniec marca, ale była wyjątkowo niska temperatura, a uczucie chłodu było potęgowane przez ostry, przenikliwy wiatr. Nie wspominając o deszczu, który złośliwym zbiegiem okoliczności, padał zazwyczaj od piątku do niedzieli, przy relatywnie suchych pozostałych dniach. Było to szczególnie wkurzające, bo okres między zimą, a wiosną był u mnie wyjątkowo ciepły - w niektóre dni można było wręcz wyjść w samym t-shircie! No ale tak bywa, pogoda jest równie kapryśna i zmienna, co emocje kobiety. Przeczekałem kwiecień, pogoda ciągle bez zmian. Bałem się, że tak samo będzie wyglądał maj, ale dłuższy weekend na szczęście rozpoczął ciepły okres, który trwa do dziś. Wstaliśmy koło 9.00, wypiliśmy kawę, sprawdziłem plecak czy na pewno spakowałem wodę, nóż, rękawiczki i kilka przydatnych akcesoriów i wyjechaliśmy. Droga nie była długa, około 15 km wg aplikacji Google'a. Gdyby nie fakt, że droga do bunkrów jest pełna zakrętów, trzeba przejechać przez 3 wsie + część drogi to kostka brukowa, po której ciężko się szybko jeździ, to można byłoby się tam szybko dostać. Zatrzymaliśmy się na prowizorycznym parkingu, tym samym, co około 20 lat temu, gdy chodziłem do szkoły podstawowej i nasza mała przygoda się rozpoczęła.
Byłem w tym miejscu z 5 albo 6 razy, na różnych etapach swojego życia i praktycznie nic się tutaj nie zmieniło. Wszystko zostało mniej więcej w takim samym stanie, co kilkadziesiąt, kilkanaście, czy kilka lat temu. Nim jednak się o tym przekonałem, to przeszliśmy około 4 kilometrów. Z mojej winy, bo wolałem iść bezpieczną trasą niż skręcać w różne strony na skrzyżowaniu dróg. No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - trzeba było spalić kalorie po słodkim leniuchowaniu. Poza tym mogłem pokazać Asi pozostałości po niemieckich autostradach i drogach szybkiego ruchu. Teraz jest ich coraz mniej, ale pamiętam z okresu dzieciństwa duży kawałek autostrady A4, który był pozostałością po nazistowskich Niemcach albo fragmenty dróg, które widziałem w różnych miejscach, jak z ojcem zwiedzałem dolny śląsk. Generalnie można je było ujrzeć w wielu miejscach zachodniej części Polski. Jest to chyba jedyna duża zmiana, jaką dostrzegłem - gdy byłem nastolatkiem i byłem na wycieczce z ojcem i młodszym bratem, to widzieliśmy więcej betonowych bloków. Podczas tej wizyty, większość z nich była już przykryta piachem lub czymś innym i mogliśmy zobaczyć w całości tylko kilka bloczków. Gdy w końcu doszliśmy do bunkrów od tyłu, idąc pod górę po piaszczystych wydmach, to zaczęliśmy odwiedzać każdą norę. Niektóre były przysypane lub wejście było utrudnione, tych unikaliśmy by się nie pobrudzić lub nie zrobić sobie krzywdy. Urbex czasami wiąże się z ryzykiem, a że nie mam doświadczenia w tej materii + telefony miały zasięg tylko na ograniczonym obszarze, to postanowiliśmy nie ryzykować.
Na szczęście cała reszta była w relatywnie dobrym stanie. Jasne, było kilka śmieci, a w niektórych miejscach nawet rozbite szkło, ale pomijając te obszary, chodziło się bezpiecznie. Solidna, niemiecka robota - ściany nie pękały, schody świetnie się zachowały, nic nie spadało z sufitów. Mało tego, świetnie zadbali o cyrkulację powietrza. Dotychczas nie miałem okazji ani motywacji, by to sprawdzić, ale pamiętam z wycieczki z udziałem pana przewodnika, że Niemcy zrobili mnóstwo dziur, szpar oraz ukrytych przejść, by nigdy nie było problemów ze świeżym tlenem. W końcu ten bunkier miał im zapewnić przetrwanie przez wiele dni w czasie ataku przeciwnika. Ten naród ma swoje wady, jak każdy inny, ale w kwestii budownictwa i technologii są świetni, o czym świadczy chociażby ten bunkier, który przetrwał tyle lat w dobrym stanie. Zwiedzaliśmy różne korytarze, łaźnie, toalety, punkty zaopatrzeniowe, wszystko co miało jakąkolwiek wartość zostało rozkradzione. A przynajmniej w miejscach, w których byliśmy. Mimo, że można było wejść schodami na niższe piętra, to Asia wolała tam nie wchodzić. Na szczęście pozostałe widoki były dostatecznie satysfakcjonujące - garaże, hale które prawdopodobnie służyły do wysłuchiwania apeli lub czegoś w tym stylu. Gdy już zwiedziliśmy wszystkie korytarze i pomieszczenia, które nie wymagały od nas wejścia kilka metrów w dół, to pochodziliśmy nad bunkrami lub w tych zabudowaniach, które znajdowały się na powierzchni i wróciliśmy do domu. Tym razem już dużo krótszą drogą, bo okazało się, że wystarczyło skręcić w jednym miejscu, przejść kilka minut spokojnym tempem i widzieliśmy wszystko.
Nie umiem kończyć takich tekstów, to powiem tak. Gdy wyszliśmy z jednego bunkra, to zobaczyliśmy jednego pana, który oprowadzał 3, może 4 dzieci. Miły widok, nie tylko dlatego, że pan pokazywał im historię od praktycznej, a nie teoretycznej strony, ale również dlatego, że uczył dzieci szacunku względem takich miejsc. Nie pozwalał im na niszczenie lub pozostawianie śmieci, krytykował ludzi którzy tak robią. To już moja druga przygoda tego typu i drugi raz trafiam na ojca z dziećmi, który przekazuje swoim dzieciom tego typu wartości. Sam tak robię, nie tylko dlatego że tak mówi jedna z najważniejszych zasad Urbexu, tj. zostawiaj miejsce w takim stanie, jakim je zastałeś, bez niepotrzebnej ingerencji, ale przede wszystkim dlatego, że jak sami o to nie zadbamy, to zmniejszymy kolejnym grupom ludzi przyjemność z przebywania w tym miejscu.
Dodatkowe fotki
https://imageupload.io/g/tV7rvAUoTc
https://imageupload.io/g/bRuVQMvfye
Materiały dodatkowe:
https://legnica.naszemiasto.pl/te-dolnoslaskie-bunkry-mialy-uchronic-przed-atakiem/ar/c1-8004515