Mimo, że nadal cenię Jacka Bartosiaka, to zmieniłem sposób patrzenia na niego w ostatnim czasie. Częściowo dzięki Michałowi, ale przede wszystkim Karolowi, który kontestuje część jego pomysłów lub opinii. O ile niektóre udaje mi się obronić (głównie te, o których mam jakiekolwiek pojęcie i coś na ich temat czytałem lub dowiedziałem od ekspertów, czy hobbystów), o tyle w kwestiach naukowych, wojskowych (w tym przypadku nieco mniej), technologii i ich możliwości, nie mam prawa się odzywać. Mówiąc wprost - gówno o tym wiem w porównaniu do niego. Być może Bartosiak zdołałby jakoś obronić część swoich opinii, przedstawić jakieś argumenty, które by uwiarygodniłyby jego kontrowersyjne, by nie powiedzieć fałszywe zdania, ale ja nie jestem w stanie tego zrobić. Mimo że chcę, bo widzę w jak wielu sprawach, mogę uznać jego zdanie przynajmniej za częściowo słuszne. A na pewno pomocne - zarówno dla specjalistów, jak i dla edukacji zwykłych ludzi, nie tylko w sprawach wojskowych, ale również przybliżaniu tego, jak duże znaczenie mają dla nas polityka, wojny, kryzysy polityczne etc. Fakt, nie są to rzeczy szczególnie odkrywcze, które wymagają specjalistycznej wiedzy i podejrzewam że gdybym zapytał o to zwykłych, ale nie głupich ludzi mających 30-45 lat, to każdy z nich wyjaśniłby mi to lepiej lub gorzej (mniej lub bardziej wyczerpując temat). Jednakże mimo, że sam umiarkowanie interesuje się tym tematem, to nadal jestem zaskakiwany niektórymi informacjami. Dlatego uważam, że warto edukować innych takimi publikacjami. Zakładam jednak, powracając do Bartosiaka, że jest to powszechna choroba dotykająca ludzi, którzy mają całkiem niezłą wiedzę na jakiś temat - wydaje im się, że skoro w jednej dziedzinie są dobrzy, to mogą równie swobodnie wypowiadać się na inne tematy. Niestety, często nie mają przy tym podstawowej wiedzy lub jest ona nie uszeregowana, przez co wywalają się na prostych rzeczach, które są na podstawowym poziomie dla np. zwykłych hobbystów. Mimo, że dzięki kilku kolegom, patrzę na osobę Jacka Bartosiaka już z zauważalnie mniejszym podziwem (+ coraz częściej weryfikuję jego słowa na własną rękę), to nadal uważam, że nie powinno się go totalnie krytykować. Facet w wielu kwestiach ma rację, zakładam więc że to zbyt częste wypowiadanie się na tematy, w których nie ma się czegoś sensownego do powiedzenia lub ograniczonej percepcji. Albo jednego i drugiego.
Sam się wkurzam, gdy jako politolog czytam bzdury na temat liberalizmu, demokracji (tak, pamiętam jak ją krytykowałem, ale zmieniłem zdanie na jej temat i teraz wiem, że można ją jedynie poprawiać, bo pozostałe rozwiązania są jeszcze gorsze), czy kapitalizmu, sugerujące że to złe systemy polityczne i pomysł na gospodarkę. Nie są idealne, bo żaden system nie może taki być, ale jeśli zrobi się je jak trzeba, zabezpieczy się kraj i jego obywateli, to nie ma póki co niczego lepszego. Dlatego w pełni rozumiem postawę Karola - zwłaszcza, że sam dostrzegam pewne błędne założenia (których jednak nie mogę równie dobrze uzasadnić, co moi koledzy, o których napisałem na początku) w koncepcji Jacka Bartosiaka pt. "Armia Nowego Wzoru". Wg niej, Polska musi mieć małą armię (a przynajmniej mniejszą niż obecnie), ale powinniśmy postawić na specjalistów. Zapewne w niejednym kraju to zadziała, ale nie w przypadku Polski - w razie ewentualnego konfliktu (nie ważne, czy ze wschodem, czy zachodem, nie wspominając o konfliktach po obu frontach na raz), będziemy mieli zbyt długie linie frontu, więc będziemy potrzebowali dużo żołnierzy. Nie neguję tego, że powinniśmy rozbudować jednostki specjalne, o których mówi, ale jak to powiedział Karol, gdy rozmawiałem z nim o tej koncepcji - "Żeby to był jedyny problem założeń ich projektu". Na szczęście dr Bartosiak nie jest arogancki i od początku mówi, że on i jego zespół, traktują to tylko i wyłącznie jako zalążek dyskusji, a nie jedynie słuszną koncepcję. A to jest ważne, bo wielu Polaków przespało te 30 lat wolności i zrobiliśmy zdecydowanie za mało w czasie pokoju. Za mało wymagaliśmy od siebie oraz naszych polityków. Naszych dowódców nie winię (poza tymi, którzy ewidentnie działali na naszą szkodę), bo ci zależą od polityków i tego, co oni ustalą. Zakładam, że zrobili co mogli, a przynajmniej niektórzy z nich. Problemem są politycy, nie dowódcy.
No, to skoro już ponarzekałem na Bartosiaka, to teraz go trochę pochwalę. Mimo, że często zgadzam się z krytyką mojego kumpla Karola i częściej to on wygrywa w dyskusji 1vs1 między nami, to wydaje mi się, że czasami jest zbyt sceptyczny i zdaje się ignorować czyjeś zalety lub słuszne uwagi, gdy ktoś popełnił zbyt wiele błędów. Sam przejawiam taką postawę, ale staram się ją zmienić, bo nie wszystko jest czarne lub białe. Fakt, mamy w Polsce mnóstwo beznadziejnych "ekspertów", którzy cieszą się estymą lub pełnią rolę nieadekwatną do swoich osiągnięć, czy umiejętności. Jednakże Bartosiak do nich nie należy - gdyby było inaczej, to Amerykanie nie inwestowaliby w niego swoich pieniędzy ani nie zapraszali na różne eventy. Byłby również częściej krytykowany, podczas gdy aż tak źle z nim nie jest (pomijam tu krytykę koncepcji Armii Nowego Wzoru, chodzi o jego wcześniejszą działalność lub krytykę jego publikacji). Widać też, że orientuje się w tych aspektach - przynajmniej jak pisze o rzeczach, na których się naprawdę zna. Choć daleko mi do eksperta, to z racji swojego wykształcenia, przeczytania kilku książek + mojej własnej wiedzy, którą nabyłem i w kilku miejscach zweryfikowałem, po prostu widzę, w jak wielu aspektach mówi prawdę. Nie tylko w kwestiach politycznych, ale i militarnych (choć w tej kwestii jestem gorzej doedukowany, więc tu zdaję się na Michała i Karola). Odstawiając na bok kontrowersyjne wątki, to Bartosiak jest szczery i profesjonalny w swoich wypowiedziach - jak lekarz który tłumaczy choremu jego stan zdrowia lub prawnik odpowiadający na pytania interesanta. Nie ocenia, nie daje się ponieść emocjom, po prostu opowiada to, co dostrzega dzięki swoim kwalifikacjom.
Jest on jedną z osób, które starają się obudzić Polaków ze snu w kwestii wolności, zmian w geopolityce, polityce, wojskowości, czy w temacie wojen. Dzisiaj wielu ludzi, w tym ja, zapomnieli jak to kiedyś było. Rozkoszujemy się naszą wolnością, generalnie poprawiającym się poziomem życia (mimo, że nie jest to prosta droga i nie zawsze rozwijamy się w szybkim tempie, czasem wprost przeciwnie), korzystamy z możliwości, których nie mieli nasi przodkowie i myślimy, że wojny to przeszłość. Albo że nas one nie dotyczą. Niestety, obie te odpowiedzi są mylne - jak pisze Bartosiak w swojej nowej książce, wojna jest nierozerwalnie zespolona z człowiekiem. Ludzie przez swoje ograniczenia, egoizm, krótkowzroczność, czy konflikty interesów, zawsze tacy będą. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w codziennych konfliktach (w sensie, tymi między ludźmi), stoi nad nami pewien arbitraż, którego nie ma w przypadku konfliktów między silnymi państwami (które niekoniecznie muszą się stosować do międzynarodowych sądów). O czym pisze również autor "Legend of the Galactic Heroes", twórca świetnej książki o wojnach w kosmosie - polecam wersję anime, doskonały serial dla fanów "Star Wars". Prędzej czy później, bezpośrednio lub nie, ten temat nas nie ominie. Widać to bardzo dobrze na przykładzie Polski - uwierzyliśmy (podobnie jak wielu innych ludzi) w bajkę o końcu historii, czyli braku dużych konfliktów, skupianiu się na rozwoju ludzkości, demokratyzacji społeczeństw. Niestety, zbyt wielu naszych obywateli daje sobie wmawiać to, że nasz interes się nie liczy, że Polacy są "murzynem Europy" i powinniśmy ich słuchać. Doszło do tego, że niektórzy wręcz wspierają zagraniczną propagandę. Jeden z naszych publicystów, Rafał Ziemkiewicz, słusznie zauważył, że gdyby dzisiaj doszło do operacji "False flag", jak 31 sierpnia w 1939 roku, to niektórzy stanęliby po stronie faktycznych winowajców. Powiecie, że to niemożliwe? Cóż, ja też tak kiedyś myślałem, ale po 3.5 latach, gdy mieszkałem w Anglii, to zobaczyłem na własne oczy, że inne narody nie wyciągają (a przynajmniej nie tak chętnie) swoich brudów poza granice swojego kraju i mają w dupie czyjeś oskarżenia. Te problemy rozwiązuje się jak w rodzinach, we własnym zakresie, nie angażując przy tym osób postronnych. Jasne, mamy swoje cechy - zarówno te dobre, jak i złe, dzięki którym w niektórych sprawach radzimy sobie lepiej, a w innych gorzej. Nie mamy wielu powodów do wstydu, nie jest z nami tak źle i wbrew pozorom, ludzie mieszkający w krajach na zachodzie nie są lepsi. Ba, w niektórych sprawach są gorsi. Co nie zmienia faktu, że powinniśmy dążyć do poprawy naszych wad.
Autor pisze o wielu aspektach, o których zapomnieliśmy lub nigdy o nich nie wiedzieliśmy, bo nie mieliśmy z nimi bezpośredniej styczności. Np. Czemu tak ważna jest dobra lokalizacja w obserwowaniu kosmosu, czy miejsca, z którego startują rakiety lub inne pojazdy (wyższy wydatek energetyczny, trzeba zabrać mniej towaru ze sobą, bo ilość paliwa jest ograniczona), czym jest drabina eskalacyjna, konflikt asymetryczny, jak wiele znaczy informacja, propaganda, rozpoznanie terenu, dlaczego w niektórych sprawach nie powinno być pośredników i warto rozwijać własne technologie, narzędzia lub struktury, zamiast się opierać na kimś i wiele innych rzeczy, których nie zanotowałem podczas czytania. Te ostatnie sprawy tłumaczy na przykładzie Francji, która nie dołączyła do amerykańsko-angielskiej koalicji do walki z terrorystami. Wynika to z tego, że ci mają swój system rozpoznania satelitarnego i wiedzieli, że Amerykanie kłamią ws. posiadania przez Saddama broni nuklearnej. Pozostałe aspekty tłumaczy na konkretnych przykładach (acz w skróconej formie - w sensie, nie tłumaczy tego od A do Z, tylko częściowo je definiuje, a następnie opisuje na historycznych przykładach). Np. jak przez wieki rozwijało się wojsko, nowe typy uzbrojenia, sposób zarządzania wojskiem, polem bitwy etc. Są to informacje dotyczące możliwości dzisiejszego uzbrojenia oraz tego, co jest lub będzie testowane w niedalekiej przyszłości, możliwościach unieszkodliwiania satelitów (najczęściej na przykładzie USA, Chin i Rosji).
Dowiadujemy się również, w jaki sposób ekonomia zespala się z przemysłem, polityką, wojskiem oraz jak wpływa na społeczeństwo. Słusznie zauważa, że zysk lub władza (albo 1 i 2 jednocześnie), motywuje ludzi do walki i rozwoju. Nie jest to nic nowego, znamy to od wieków, ale niektórzy ludzie mimo wszystko nadal mówią, że władza i pieniądze nie są tak istotne. Cóż, jeśli ktoś tak serio myśli, to jest w błędzie - one zawsze były i będą ważne, choćby dlatego, że dzięki nim można poprawić jakość życia w każdy możliwy sposób. W przypadku władzy, można wykorzystać innych ludzi lub poprawić swoją sytuację poprzez działania. No i mimo wszystko, lepiej jest płakać w nowym Porshe niż starym modelu np. Fiata. Warto jednak tutaj napisać, że Jacek Bartosiak podchodzi zbyt optymistycznie do możliwości prywatnych firm - te jeszcze przez lata nie będą w stanie zbliżyć się do państwowych agencji kosmicznych. Jak mówi Karol, robią mało istotne rzeczy względem nich. A konkretniej - Virgin wciąż wysyła samoloty na niską orbitę, Musk jest finansowany przez NASA (oraz zaśmieca orbitę swoimi wynalazkami), a Besos jest na etapie programu Apollo. Bartosiak pokazuje nam też, jak bardzo technologia popchnęła nasze codzienne życie do przodu - zarówno cywili, jak i żołnierzy. Podobnie jak amerykańscy żołnierze, za bardzo uzależniliśmy się od satelit, które pokazują nam drogę. Niektórzy kierowcy zapomnieli o mapach, czasami mniej myślą, będąc ślepo zapatrzonym w smartfona, który pokazuje im jak jechać, zamiast patrzeć np. na znaki drogowe i samemu wyciągać wnioski. Dużo większy problem jest z wojskiem, żołnierze oraz dowódcy za bardzo przyzwyczaili się do dzisiejszych możliwości i mogą mieć problem z powrotem do dawnych nawyków. Nie bez znaczenia jest również ich poziom życia - słabo zarabiający żołnierz ma większą motywację do ryzyka, jego strata jest też mniej odczuwalna dla państwa, które musiało poświęcić więcej czasu i zasobów na jego wyszkolenie. A to może być niezbędne, bo w potencjalnym konflikcie z Chinami, ci być może zechcą ich oślepić i ogłuszyć, neutralizując ich satelity. Rosjanie i Chińczycy już testowali takie scenariusze. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale wg Bartosiaka, jeżeli doszłoby do zniszczenia satelit i reszty sprzętu, to cofnęłoby nas to do lat '50 (z niewielkimi odstępstwami w przypadku niektórych broni). Co prawda Amerykanie zapewne znajdą rozwiązanie tego problemu, ale mogą stracić zbyt dużo pieniędzy, żołnierzy i sprzętu do tego czasu - zakładając, że nie wymyślą go do rozpoczęcia się wojny między nimi.
Nie są to rzeczy wybitnie odkrywcze, o niektórych z nich czytałem już dawno temu, ale warto sobie odświeżać takie rzeczy - nie ważne, czy jesteśmy zwykłym człowiekiem, ekspertem, cywilem czy dowódcą. Choćby dlatego żeby wiedzieć, np. z perspektywy cywila, taka wiedza może okazać się przydatna. Nie ocali to naszego życia w razie wojny, ale może się przydać w biznesie, czy interakcjach z innymi ludźmi. Jak słusznie zauważył autor tej książki, relacje między państwami niespecjalnie się różnią od relacji międzyludzkich (pomijając rzecz jasna ich możliwości i ciężar decyzji), więc można z tego wyciągnąć odpowiednią lekcję w celu poprawy naszego życia. Jak już mówiłem, Karol częściowo mi wytłumaczył dlaczego niektóre pomysły i opinie Bartosiaka są głupie lub nie mają sensu, więc nie będę komentował naukowej i technologicznej części książki. Byłoby to zarówno marnowanie mojego czasu, bo i tak zrobiłbym to źle, jak i Waszego, bo musieli byście czytać te bzdury. Wy czytalibyście o bzdurach, a później ja czytałbym komentarze, które masakrują ten tekst.
Czy warto kupić tę książkę? Jeśli jesteś zwykłym czytelnikiem, który nie słucha lub słuchał jego wykładów - tak, warto. Z zastrzeżeniem, że możesz się dowiedzieć kilku (lub kilkunastu albo nawet kilkudziesięciu) fałszywych informacji. W idealnym świecie nie byłoby to problemem, ale że jesteśmy niedoskonali i często powtarzamy słowa, które usłyszeliśmy po raz pierwszy, tym samym powielając fałszywe informacje, to... No cóż, jest to problemem, tym większym, że trudno to później wyrwać z korzeniami z mózgu i zastąpić nową, prawdziwą informacją. Zwłaszcza gdy mówi to osoba mająca predyspozycje do bycia autorytetem. Jeśli słuchasz, to nie poszerzysz swoich horyzontów (co nie oznacza, że nie pogłębia swoich wywodów - przeczytałem w tej książce kilka nowych rzeczy, o których nie usłyszałem, jak również rozwinął wcześniej opublikowane tezy). Jeśli znasz się na technologii w kontekście kosmosu i boli Ciebie ignorancja, to lepiej będzie dla Ciebie, jak tego nie przeczytasz. Generalnie czytało mi się ją przyjemnie - widać, że Bartosiak poprawił swój warsztat pisarski, ale zbyt wiele razy dostałem krytyczną odpowiedź od Karola, gdy weryfikowałem jakieś informacje dotyczące eksploracji kosmosu, poruszania się po nim, wydobywania metali, surowców, chwalenia prywatnych przedsiębiorstw, których przydatność jest delikatnie mówiąc mierna, wobec tego, co robi NASA (albo państwa, które nie są w stanie stworzyć porównywalnie zaawansowanych projektów do tych, które tworzą państwowe agencje kosmiczne - żeby nie szukać daleko, teleskop Webba), by w pełni uczciwie polecić tę książkę. Dlatego też wybór pozostawiam Tobie, czytelniku.
Linki od Karola i Michała. Korzystając z okazji, dziękuję Wam obu za pomoc i ekspertyzę.