Witam. Ostatnio coraz częściej korzystam z blendera, by robić sobie różne rodzaje smoothie. Tzn. czysto owocowe, z dodatkiem jogurtów, ciastek, wafelków, będące mieszanką w/w. Czasem wyjdzie mi coś dobrego, czasem bardzo dobrego. Ostatnio dla testu schowałem część smoothie do zamrażalnika w celu zrobienia testu. Test miał za zadanie sprawdzić, czy smoothie będzie równie smaczne w swojej zamrożonej wersji. Jak pewnie wiecie, a jak nie to zaraz się dowiecie, czasami jedzenie traci smak przy mrożeniu. Udał się, więc dzisiaj z okazji dnia wolnego i promocji w moim lokalnym markecie na ananasy (cena spadła o niemalże 60%!), postanowiłem przygotować lody na większą skalę. Robi się coraz cieplej, więc ich cena będzie coraz niższa, a że do zwykłych lodów dodaje się dużo chemii, cukru i innych tuczących i szkodliwych składników, to postanowiłem zrobić coś zdrowszego.
Czego będziecie potrzebowali? Świeżych owoców, blendera i dodatków, które możecie wybrać sami. Tak jak owoce zresztą, pełna dowolność, jak przy robieniu bigosu. Ja zdecydowałem się wybrać 2 ananasy, 3 banany, jeden jogurt, dwa wafelki czekoladowe i opakowanie ciastek Oreo. No i oczywiście jakiś plastikowy pojemnik, w którym będziecie mogli je przygotować. Banany obieramy ze skórki, ucinamy oba końce (ich jedzenie jest niezdrowe) i kroimy na kawałki. To samo robimy z ananasem, ucinam górę, dół, a następnie pozbywam się reszty "pancerza", odcinając go wraz z fragmentem miąższu. Jeśli nie macie doświadczenia, to za pierwszym razem pewnie odetniecie za dużo, ale spokojnie - trening czyni mistrza. Zawsze możecie odgryźć jadalną część, co Wam nie zaszkodzi - ananas ma bardzo dużo zdrowych wartości. Pamiętajcie, że środek tego owocu jest niejadalny (albo inaczej, jak się uprzecie, to można go zjeść, ale nie polecam), więc jak już będziecie mieli oskórowanego ananasa, to odcinacie jego kawałki aż zostanie tylko jego twardsza część. Kroimy na średniej wielkości kawałki, wszystko wrzucamy do plastikowej miski.
Jeśli chodzi o słodycze, to znalazłem jeden fajny pomysł na jakieś stronie internetowej z przepisami kucharskimi. Autor tego wpisu wziął worek, wsadził do niego słodycze i stłukł je młotkiem na malutkie kawałki. Ja postanowiłem go trochę zmodyfikować - robią to w ich oryginalnych opakowaniach, delikatnie przytrzymując końcówki, by kawałki czekolady, wafli etc. nie wyskoczyły. Zamiast młotka wykorzystałem tłuczek do mięsa, starłem słodycze na proch i wrzuciłem do miski. Potem polałem to jogurtem i wymieszałem by słodki proch nie pobrudził mi twarzy lub fragmentu kuchni. Potem wszystko mieszamy, by uzyskało w miarę jednolity kolor i smak. Gdy wszystko się złączy w jedną masę, to przelewam wszystko do mniejszych pudełek i wsadzam do zamrażarki na kilka godzin.
Wersję z samymi owocami robimy tak samo. Teraz po spróbowaniu tych lodów powiem tak... Znajomy z Hive (pozdrawiam Arka Noego) zrobił lepszy przepis i do pewnego stopnia zainspirował mnie do poprawy mojej receptury, by lody wyglądały i smakowały bardziej jak lody. Te moje nie wyszły źle, ale daleko im było do słodkości, które można kupić w cukierni - były zbyt twarde i można je było łatwo zjeść tylko, gdy zeskrobałem ich górne warstwy (oczywiście po godzinie czekania aż się rozmrożą - akurat minął jeden odcinek serialu na Netflixie). Jak ciąłem je na mniejsze bloczki, to było ciężko je nabrać łyżeczką. Niemniej, gdybym poczekał 1.5 godziny, pokroił je na małe bloczki, dał do większych miseczek, posypał je czekoladą lub dodał bitej śmietany, to już byłyby dużo łatwiejsze w konsumpcji. Było kilka problemów, ale mi smakowało, Joannie również. Mimo to polecam samemu spróbować, bo mają takie same walory, co zwykłe lody, tyko z racji technicznych ograniczeń, nie są tak ładne pod wzgledem estetycznym. Jak już przetestuję nowe przepisy, a moje nowe lody będą bardziej przypominały te kremowe aniżeli sorbet, to na pewno się nim podzielę.