Nie wiem, czy o tym wspominałem, ale od kilkunastu lat nie jestem już fanem pełnometrażowych animacji Disneya. Przestałem nim być z tego samego powodu, co w przypadku filmów Marvela - wyrosłem z nich. Nie dlatego, że są słabe, czy nie lubię animacji CGI lub są zbyt podobne do siebie (w przeciwieństwie do filmów MCU). Owszem, kilka z nich uważam za kiepskie, ale moja ocena wynika z tego, że nie przypadły mi do gustu. Kilkanaście lat temu nie umiałem tego nazwać i pewnie używałem głupich argumentów, które dziś bym wyśmiał lub przynajmniej obudowałbym wokół tego solidną argumentację. Obecnie traktuję bajki Disneya głównie jako rozrywkę, którą puszczam dla dzieciaków z mojej rodziny (lub dzieci moich przyjaciół, którymi czasami się opiekuję... Aczkolwiek od pewnego czasu wolą zabawę z PS4, co mnie absolutnie nie dziwi) lub oglądam wraz z dziewczyną. Asia jak to dziewczyny lub kobiety, darzy większą sympatią bajki Myszki Miki od statystycznego faceta. Jeśli chodzi o moją skrótową ocenę, to uwielbiam bajki ze złotej ery Disneya, czy jak się ją nazywa. Mam tu na myśli "Alladyna", "Króla Lwa" etc. Chodziłem na nie do kina, potem dostawałem od ojca kasetę VHS, a następnie płytę DVD. Tak samo było z kontynuacjami, które trafiały bezpośrednio na czytniki domowe - mimo, że prezentowały słabszy poziom, czasami wręcz obrzydliwie kopiując poprzednie części (zwłaszcza "Król Lew 2", który miał duży potencjał na coś dobrego), to nie przejmowałem się tym, tylko oglądałem z olbrzymią przyjemnością. Później przestałem je oglądać, a jeśli już musiałem, to robiłem to tylko z dziećmi, którymi się opiekowałem. Teraz prawdopodobnie się to zmieni, ale może nie będę się tak nudził jak przy aktorskiej "Mulan". "Soul" osiągnęło sukces + zdobyło uznanie krytyków i recenzentów, więc mam nadzieję, że duet Disney-Pixar częściej będzie nam serwowało te lepsze produkcje. Do jakiej kategorii należy "Raya and the Last Dragon"?
Cóż, nie był to poziom "Soul", ale daleko mi do bycia zawiedzionym. Generalnie było dobrze, pod kilkoma względami nawet bardzo dobrze (muzyka, bohaterki, zazwyczaj animacja i grafika), chyba pod żadnym względem nie było przeciętnie. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana ani oryginalna, na pewno już to gdzieś widzieliście, co najwyżej w nieco zmienionej wersji. W formie serialu animowanego, książki, anime, gry, innej pełnometrażowej animacji dla dzieci lub młodych nastolatków. Dawno temu znikąd pojawiła się tajemnicza mgła, która zamieniała wszystko, co żyje w kamień. Raz udało się ją powstrzymać, ale zło powróciło. Raya, córka władcy krainy Kumandra, musi odnaleźć ostatniego smoka, by pokonać tajemniczą i złowrogą mgłę. W trakcie drogi odnajduje różnych przyjaciół, którzy pomogą jej zrealizować ten cel. Jak sami widzicie, jest to standard, do którego przyzwyczaił nas Disney lub inne wytwórnie filmowe. Oglądało się to jednak całkiem przyjemnie.
Będąc zupełnie szczerym, mimo że widziałem film niedawno temu + chwalę główne bohaterki, to niewiele o nich pamiętam. Pomijając smoczycę, którą dość dobrze zapamiętałem, to niewiele mogę powiedzieć o protagonistce i antagonistce. Pamiętam natomiast moje pozytywne wrażenia i to, że mogę je zdecydowanie przypisać do tych lepszych aniżeli gorszych kreacji. Nie są to wybitne lub wyróżniające się na tle innych person, które zapamiętam na wiele lat, ale byłbym obrzydliwym kłamcą, gdybym je skrytykował. Zazwyczaj krytykuję sytuacje lub postacie, które są bezczelną kopią wcześniejszych projektów, ale w tym przypadku muszę powiedzieć coś kompletnie innego - jest to przykład pozytywnie wykonanych kopii. Nie rzuca się to za bardzo w oczy, dziewczyny mają swoją własną osobowość, bad-assowe momenty (ta scena, jak wkurwiona Raya idzie przez pałac... Oh, to było cudowne <3!). Nie są sztucznie podciągane do poziomu mężczyzn w kwestii walk oraz sprawności fizycznej, jak również nie są oni osłabieni dla potrzeb scenariusza, by dziewczyny miały łatwiej. Wygrywają dzięki sile (w przypadku przeciwniczki), sprytowi, inteligencji, umiejętnościom wykorzystania otoczenia (obie panie), większej giętkości ciała i zdolnościom do akrobacji (protagonistka, choć Namaari również jest sprawna na tym polu, o co w sumie nie trudno, bo kobiety w tym górują nad mężczyznami). Co do smoka, to było miłe oglądać tak nieporadną bohaterkę (zanim się zlecą feministki, to samo bym powiedział, gdyby to był facet). Takiego uroczego przegrywa, tyle że w żeńskim wydaniu. Takim z którym można się łatwo utożsamiać i od początku czuje się względem niej sympatię. Nie wiem, jak bardzo wyróżnia się w tej kwestii względem pozostałych żeńskich bohaterek Disneya, ale oceniając ją z mojej perspektywy, powiem że jest oryginalna. W "Alladynie", "Królu Lwie", "Beauty and the Beast", "Pocahontas", obu częściach "Toy Story" i paru innych filmach, nie widziałem takiej bohaterki. Z tego, co pamiętam, to mało które główne bohaterki (lub takie najważniejszych z 2 planu) były takie niezdarne i wycofane. Mimo, że Sisu ma swój charakter, to łatwo można ją że tak powiem zgasić, czemu nie pomaga brak pewności siebie oraz niepewność w swoje umiejętności. Generalnie mam pozytywne zdanie o najważniejszych postaciach, co do reszty... Nawet jak wkurzają, to albo nie mają dużo czasu antenowego albo nie przeszkadzają.
Co do animacji, to tak jak mówiłem, nie mam zastrzeżeń do większości filmu. Jest ładnie, kolorowo, natura wygląda ślicznie, świat jest bogaty w szczegóły. Dzięki temu płynie się przez ten film. Może to moja prywatna opinia, ale oglądało mi się go równie gładko, co "Without Remorse" - nie nudziłem się, nie zaglądałem do zegarka i byłem autentycznie ciekaw, co wymyślili jego twórcy. Może nie byłem zachwycony, ale gdybym powiedział że nie obchodziły mnie losy głównej bohaterki, to skłamałbym. Walki wyglądały dobrze. Ich choreografia co prawda nie zrobiła na mnie wrażenia, ale techniczne wykonanie już tak. Ruchy były płynne, czułem siłę i szybkość ciosów. Trochę lepiej niż poprawnie, nic złego nie rzuciło mi się w oczy podczas seansu, więc jak na film dla dzieci, jest lepiej jak akceptowalnie.
Jeśli chodzi o stylistykę, to Disney wywiązał się ze swoich obietnic i zapowiedzi. W "Raya and..." mamy mnóstwo elementów, które można kojarzyć z niektórych filmów azjatyckich lub np. anime (jak "Naruto", czy "Demon Slayer"). Nie dotyczy to tylko Japonii, czy Chin (dwa jedne najważniejszych krajów tamtego rejonu, jak i świata), tylko również innych, słabszych oraz mniejszych krajów i rynków. Nie ma co udawać, Japończycy i Chińczycy dostali najwięcej fan-serwisu z racji swojej potęgi oraz wpływów. Niemniej, jeśli jesteś sprawnym znawcą kultur Azjatyckich, to na pewno dostrzeżesz dużo dobra z pozostałych krajów, którymi inspirowali się animatorzy Disneya. Ja znam ją głównie z anime, częściowo z gier i materiałów na temat obu tych krajów (z historii oraz podań ludzi, którzy tam żyli) i mogę powiedzieć, że tutaj odrobiono lepiej lekcje niż w przypadku aktorskiej "Mulan", gdzie totalnie spieprzono robotę. Oczywiście pomijając intrygę oraz postacie, które musiały zostać pewnemu uproszczeniu na rzecz uniwersalności. Jakby co, nie krytykuję tego, gdyż morał i przekaz Disneya zazwyczaj taki był, jest i taki pozostanie. Także ten, pod względem animacji, grafiki i stylistyki nie mam do czego się przyczepić, poza kilkoma niedopracowanymi scenami (albo to może wynikało tylko z tego, że mi się wydawało dziwne?), w których np. postacie miały dziwne twarze. Co do muzyki, bardzo przyjemnie się jej słuchało w trakcie seansu. Zwłaszcza utwór, który mogliśmy usłyszeć po raz pierwszy w trailerze - jego dłuższa wersja jest chyba nawet jeszcze lepsza! Równie przyjemnie mi się pisze przy niej recenzje. Mamy dobre melancholijne utwory, jak również te dynamiczniejsze. Jedyny zarzut, jaki mi przeszkadzał, to zbyt mało piosenek wziętych lub przynajmniej stylizowanych na tamtych kulturach. Nie wybija to z rytmu podczas seansu, ale gdybym usłyszał więcej utworów odrobinę przypominających OSTy z podobnych anime, to poczucie immersji raczej zostałoby wzmocnione. Tym niemniej, ogólnie w tej kwestii +8/10 ode mnie za te kilka epickich utworów, zwłaszcza piosenka zatytułowana Prologue.
Reasumując, gdybym miał się zakładać, czy ten film będzie kultowy, jak "Alladyn", "Beauty and the Beast", czy "Król Lew" za kilka lat, to być może bym to zrobił, ale na pewno nie za pieniądze. Jednakże jak już mówię od jakiegoś czasu, nie ma to większego znaczenia. "Raya and the Last Dragon" jest dobrym filmem na ten moment i raczej nie zestarzeje się zbyt szybko. Nie jest to bajka jak "Soul", która zmotywuje Was do zastanowienia się nad pewnymi rzeczami, ale produkcja Disneya nie miała takich ambicji. I dobrze, bo zapewnia dobrą rozrywkę i mimo, że od seansu minęło już trochę czasu, to mam zdecydowanie pozytywne skojarzenia. Oceniam ten film animowany na 8/10. Niedługo film pojawi się za darmo na Disney+, więc pewnie więcej osób go zobaczy.