Gdy "Full Metal Panic" zostało po raz 1 wyemitowane w Japońskiej telewizji, to byłem 12-letnim dzieciakiem. Nie wiem, czy już wtedy wiedziałem, że anime to kreskówki pochodzące z Japonii (w tamtym czasie żartowano, że to "Chińskie bajki"), ale nawet jeśli nie, to niedługo miało się to zmienić za sprawą serialu telewizyjnego "Hellsing", a później "Neon Genesis Evangelion". Przed tymi dwoma seriami, myślałem że anime to kreskówki podobne do "G.I Joe" albo "Transformers", tyle że koprodukcji francusko-włosko-japońskiej. Nie wiem, czemu tak myślałem, zapewne wynikało to z faktu, że anime, które były emitowane w telewizji, były z francuskim dubbingiem ("Mysterious Cities of Gold", "Captain Tsubasa", "Daimos", "Mahō-tsukai Sari", "Kaiketsu Zorro", "Yatterman", "The Jungle Book" etc.) + w podobnym czasie byłem we Francji i Włoszech z rodziną, gdzie miałem pierwszą poważną styczność z "Neon Genesis Evangelion", "Gundamem", "City Hunterem" i kilkoma innymi. Pierwszą poważną, bo wcześniej znałem te tytuły z openingów, które pojawiały się na różnych płytach CD - czy to czasopism komputerowych, niezwiązanych z M&A, czy polskiego okna na mangowy świat - Kawaii. Mój mózg jakoś sobie połączył francuski dubbing, olbrzymie bannery reklamowe, czy reklamy telewizyjne, które widziałem w w/w krajach. Parę lat później, gdy moja wiedza była nieco większa, to pisałem na kilku forach zanim Facebook zamordował większość z nich. Wówczas "Full Metal Panic" cieszył się dość dużą popularnością. Nie widziałem go wtedy, bo moja znajomość angielskiego była słaba + za anime stoi studio Gonzo, które wówczas nie cieszyło się dobrą estymą. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale to chyba wynikało z tego, że ich anime są słabe pod względem technicznym + mają za dużo elementów ecchi - tj. eksponuje się cycki, czy nagi kawałek ich ciała. A przynajmniej tak były postrzegane. Ile w tym prawdy, nie wiem, ja sam nie zamierzam tego badać, bo nie ma to w sumie większego znaczenia. I wiecie co? Bardzo się cieszę, że ominął mnie ten tytuł i poznałem go dopiero teraz.
Czemu? Głównie dlatego, że nie będę tak cierpiał przez brak zakończenia (anime ciągle nie zaadaptowało całego komiksu) + jestem na tyle dojrzały i wyedukowany, że mogę je w pełni docenić. A jest za co! FMP to tytuł, który mogę zaklasyfikować do gatunku real mecha (pomijając jeden element, który mógłbym obronić swoją argumentacją, przynajmniej tak mi się wydaje), co w połączeniu z klimatem anime wojennego daje mi mnóstwo frajdy! Atmosfera nie jest tak gęsta jak w LotGH-u lub "Gundam the Origin" i mogę to samo powiedzieć o stopniu realizmu. Czy raczej realistycznemu oddaniu rzeczywistości, bo trudno mówić o tym pierwszym, jak w naszym świecie nie mamy jeszcze takich mechów, ale nie traktuję tego jako wadę. Byłoby to głupie z mojej strony, bo pomijając elementy mające rozładować emocje, czy postać Gaurona, to nie znalazłem niczego, przez co nie mógłbym zaklasyfikować tego anime do takiego gatunku. Co najwyżej porównałbym to do "Lupin III", czy "Detective Conan" - widać, że autor zna temat (przynajmniej tak, jak Sapkowski, który dobrze i dostatecznie szczegółowo opisał elementy, które wplótł w świat "Wiedźmina", tj. wątki ekonomiczne, opis działania różnych maszyn etc.), ale z uwagi na specyfikę tego typu sztuki i dobro historii, pozwolił sobie na dodanie kilku luźniejszych elementów.
Fabuła początkowo nie wygląda na zbyt skomplikowaną. Otóż jest organizacja Mithril, która działa jak taki globalny policjant - angażują się w niektóre konflikty zbrojne, ratują lub pilnują ważnych postaci. Ich główną bazą, jest olbrzymia łódź podwodna o napędzie atomowym, posiadająca wyjątkową zawartość - oddział najbardziej zaawansowanych technologicznie mechów w ich świecie. W skład Mithrilu wchodzą jedni z najlepszych żołnierzy z różnych miejsc świata - są np. Japończycy, Europejczycy. Jednym z ich zadań jest ochrona Kaname Chidori. Zwykłej dziewczyny, która jest jednocześnie takim super zaawansowanym dyskiem HDD, w którym jest mnóstwo bardzo ważnych informacji. Do tego zadania został przydzielony Sousuke Sagara. Sierżant, który jest takim wojskowym McGyverem, ale z racji tego, że od dziecka jest nierozerwalnie związany z armią, to jest nadmiernie poważny, traktując wszystko na serio. Aż do poziomu komizmu, co jest dodatkowo podkreślane przez fakt, że nie ma on jakiejkolwiek wiedzy na temat relacji międzyludzkich, niuansów komunikacji, nie wspominając o jego perspektywie w postrzeganiu świata. Jakikolwiek przegryw, który siedzi 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu w swoim domu, jest przy nim duszą towarzystwa i mistrzem kontaktu z resztą ludzi.
Skoro zacząłem o postaciach, to parę słów o nich. Zacznę od mojego ulubieńca, a jest nim Gauron. Usłyszałem o nim po raz pierwszy kilkanaście lat temu, gdy mój znajomy zachwycał się tym tytułem. Opis jego autorstwa (mimo że znakomicie oddał jego podejście do życia i osobowość) nie zrobił na mnie wrażenia. Nie pamiętam, jak to dokładnie szło, ale było to mniej więcej tak - "pierdolony socjopata i psychopata, który ma w dupie, czy umrze czy przeżyje". Przez lata widziałem wiele różnych tytułów, w których były intrygujące postacie tego typu. Konkurencja jest duża, a na jej szczycieaktualnie stoi Sato z "Ajin". Gauron mimo tylu lat oraz wielu tytułów, które lepiej lub gorzej przedstawiały tego typu charaktery, nadal robi fenomenalne wrażenie. Początkowe odcinki nie są może zbyt zaskakujące, ot kolejny umięśniony krzykacz, który jest pozornie głupcem. To się jednak zmienia wraz z kolejnymi epizodami. Nie jest tytanem intelektu jak wyżej wymieniony Sato, nie jest też mistrzem planowania i intryg, ale w każdym z tych aspektów przejawia odpowiednio wysoki poziom. Co jednak dodaje mu uroku i nie jest zbyt często widziane (przynajmniej w tytułach, które ja widziałem), to jego zuchwałość i obstawianie wysokiej nagrody przy jeszcze większym ryzyku porażki. Wiele lat temu, jak zobaczyłem 3 sezon "Vikings", to usłyszałem ciekawe zdanie w kontekście postaci Ragnara Lothbroka - natura lub Bóg (w zależności od tego, czy jesteście ateistami czy wierzącymi) lubi wynagradzać ludzi 100% wierzących w swój sukces. Takich, którzy nie boją się postawić na szali swojego zwycięstwa, ludzi wybitnie zuchwałych. Takim właśnie typem jest Gauron. Zwłaszcza ostatnie odcinki pierwszego sezonu zrobiły na mnie wrażenie, ale nie będę Wam psuł niespodzianki.
Jeśli chodzi o resztę bohaterów, to polubiłem panią kapitan Teletha Testarossa, Kurz Webera, Kaname Chidori i Sousuke Sagara. Teletha jest słodką, a zarazem sprytną i inteligentną dziewczyną, która umie wykorzystać to, jak jest postrzegana. W pierwszym sezonie nie było jakiegoś momentu, w którym zrobiłaby na mnie mocne wrażenie, ale generalnie moje odczucia są pozytywne. Początkowo obawiałem się, że FMP będzie kolejnym anime, w którym urocza dziewczynka o głupkowatym uosobieniu (zamieniając się w wyjątkowo inteligentną, gdy wymaga tego powaga sytuacji) zajmuje wysoką pozycję, bo tak, ale na szczęście dość szybko okazało się że jest inaczej. Widziałem lepsze postacie tego typu, jednak nie jestem w stanie teraz przywołać jakiegoś przykładu. Jeśli chodzi o Chidori, to mam w sumie podobne wnioski. Również początkowo wydawało mi się, że to będzie kolejna dama w potrzebie, którą Sousuke będzie musiał często ratować, ale okazało się, że Kaname jest odważna i umie sobie poradzić z problemami. A przynajmniej z takimi, które jej ewidentnie nie przerastają. Najbardziej podoba mi się fakt, że nie jest to kolejna niezdecydowana, nadmiernie nieśmiała bohaterka (jak Hinata z "Naruto" lub Orihime z "Bleacha"), która zauroczyła się w protagoniście i nie jest w stanie powiedzieć mu o swoich uczuciach lub przynajmniej o nich poinformować. Przez to przyjemnie obserwuje się jej relacje z Sagarą i mam nadzieję, że w kolejnych sezonach wejdą na kolejny etap. Aczkolwiek mam w tej kwestii pewne obawy, nie ze względu na nią, a na Sagarę, który z wcześniej wymienionych powodów, nie ma żadnego pojęcia w kwestii relacji damsko-męskich. Nim przejdę do niego, to napiszę krótko o Weberze. Polubiłem go, aczkolwiek nie miał zbyt wiele sytuacji, które mi się spodobały. Jasne, polubiłem go za jego lekkie podejście do życia, przy jednoczesnym zachowaniu powagi (jak Saeba Ryo z "City Hunter"), ale poza tym wg mnie niewiele pokazał. Na pewno jest skutecznym snajperem, co kilkukrotnie pokazał unieszkodliwiając mechy przeciwników. Sousuke już opisałem, więc wspomnę tylko o tym, że miło się oglądało żołnierza, który faktycznie zachowuje się jak żołnierz. Nie odsłania swoich pleców, nie chodzi w bezmyślny sposób, jak niektórzy bohaterowie z kilku podobnych anime, polegając przy tym bardziej na szczęściu, plot-armorze niż faktycznych umiejętnościach. Wykonuje też rozkazy tak, jak powinien - czyli nie realizuje ich w głupi sposób, umie zaprotestować, gdy dowódcy pokazują swoją ignorancję.
Jeśli chodzi o grafikę i CGI, to widać że FMP wyszło już kilkanaście lat temu, ale nie jest to brzydkie anime. Dobrze przechodzi próbę czasu, co widać po efektach komputerowych, animacji i kresce. Ludziom, którym zależy na dobrej grafice może przeszkadzać wiek tego anime, ale przez 24 odcinki nie znalazłem niczego, do czego mógłbym się przyczepić. Ścieżka dźwiękowa, jest dobra - trudno mi wyróżnić jeden, charakterystyczny, a jednocześnie dobry utwór, ale poza tym nie mam jakichkolwiek zastrzeżeń. FMP pod tym względem prezentuje solidny, dobry poziom. Muzyka jest dobrze dopasowana do wydarzeń, które obserwujemy na ekranie i odpowiednio podkreśla stosowny klimat.
Anime nie jest przeznaczone dla młodszych odbiorców, więc twórcy mogli sobie pozwolić na kilka krwawych scen. Mamy więcej krwi, kilka brutalnych śmierci lub scen. Co prawda niektóre wyglądają na ugrzecznione i ocenzurowane, jednak nie jest ich zbyt dużo. Podoba mi się również fakt, że w FMP widzimy również walki między czołgami, mechami i innymi maszynami, np. helikopterami. Wcześniej widziałem to tylko w "Gasaraki", którego nie polecam - anime ma świetny początek, ale im dalej, tym więcej w nim elementów mistycznych, które moim zdaniem jedynie popsuły to anime. Nie jestem ekspertem w podgatunku real mecha, więc nie będę się wymądrzał. Z oczywistych powodów, mechy mają większe możliwości bojowe niż czołgi i wszystkie inne znane mi maszyny bojowe, ale to nie znaczy że są nieśmiertelne i nie da się ich zniszczyć za ich pomocą. Co prawda w 1 sezonie nie widziałem zbyt wielu przykładów na to (o ile jakiekolwiek były), ale zostało to odpowiednio zarysowane. Jak ktoś jest ciekaw wyniku tego typu starcia, to polecam "Gasaraki", które w moim mniemaniu lepiej przedstawiło porównanie możliwości bojowych w/w maszyn. Podsumowując, jest to bardzo dobry tytuł, który nie powiela schematów z pozostałych anime z wielkimi robotami lub mechami. Przyjemnie się je ogląda, a fabuła potrafi zaskoczyć nawet, gdy ma się wysokie oczekiwania. Grafika może nie powala, ale zdecydowanie daleko jej do określeń typu "słaba", "brzydka" etc. Oceniam je na +8/10. Gdy tylko skończę 4 sezon "Castlevanii", to na pewno obejrzę kontynuację.
Dziękują za korektę i ekspertyzę Karolowi.