Można nie być fanem blockbusterów, filmów z gatunku Kaiju etc. ale nie sposób zignorować takie wydarzenie dla kinematografii. Takiego show jeszcze po prostu nie było. Owszem, były dwie części "Pacific Rim", "Godzilla: King of the Monsters", stare filmy z Godzillą, Kongiem oraz inne produkcje, jak np. "Robot Jox", ale jeszcze nigdy nie było crossoveru na tak gigantyczną skalę. Nie wiem, jak jest z obecną młodzieżą, ale kiedy ja kończyłem wiek dziecięcy i stawałem się nastolatkiem, to obie te istoty były popularne wśród moich rówieśników - czy to z mojego małego miasta, czy innych miast z Polski. Czasem wynikało to z miłości przekazanej przez rodziców, czasem z tego że za dzieciaka zobaczyli w telewizji człowieka ubranego w gumowy kostium jaszczura lub małpy i im się to spodobało. Ja należałem do tego grona osób, które nigdy nie lubiło obu potworów. Owszem, w przeciwieństwie do "Rambo", "Piątku XIII", "Die Hard" lub Westernów, próbowałem zrozumieć ten fenomen, ale za każdym razem się nudziłem i przełączałem na inny kanał. Potem był film Emmericha na którym byłem w kinie z ojcem i podobał mi się (aczkolwiek dzisiaj prawdopodobnie bardzo bym na niego narzekał), "Kong" Petera Jacksona, którego nie zobaczyłem do dzisiaj. Jeszcze później dostaliśmy "Skull Island", pierwszą część "Godzilli" i jej sequel. Jedynkę oceniłem w mieszany sposób - część rzeczy mi się podobało, przede wszystkim pomysł reżysera, ale... Chciałem zobaczyć bardziej epicką walkę oraz więcej potworów się na ekranie. Sequel z kolei miał mnóstwo pięknych scen, ale poza nimi był nadmiar niepotrzebnych ludzkich wątków, które można byłoby lekką ręką odciąć tasakiem i to jedynie by jemu pomogło. Film o wielkiej małpie zrecenzowałem niedawno temu, więc nie będę przypominał. Jak się sprawa ma z pojedynkiem dwóch Tytanów Alfa?
Tl; dr - wątki ludzi były lepsze w solowym epizodzie o Kongu, zaś sceny walki w omawianym tutaj filmie. Jeden z moich czytelników zwrócił mi uwagę, że moje mini-recenzje mają odrobinę za dużo tekstu jak na "mini" w tytule, więc postaram się ją zrobić w krótszej wersji (pozdrawiam Cię, Pandæmonium). No to scenariusz jest prosty - Godzilla w poprzednim filmie, grzecznie spuścił koncertowy wpierdol, wszystkim potworom które ustawiły się w kolejce do zostania Chadem Ultimate na planecie Ziemia. Został mu jeden, który jeszcze nie złożył mu pokłonu. Godzilla go szuka, a ludzie próbują ukryć małpkę przed spragnionym krwi Chadem. No i w pewnym momencie dochodzi do starcia między nimi... Międzyczasie pojawia się Mechagodzilla i dwójka naszych tytułowych bohaterów łączy siły, jak Goku i Vegeta w filmie z Metal Coolerem, tymczasowo zawieszając wojnę o wpływy na Ziemi i idą skopać jego blaszano-stalowe dupsko. Są też jakieś wątki dotyczące ludzi, ale na całe szczęście, zostały one skrócone do minimum (w kilku momentach miałem wrażenie, że aż za bardzo zostały przycięte) i już nie nudzą, a nawet mają ciekawe fragmenty! Niestety tylko fragmenty, ale i tak jest to gigantyczny krok do przodu względem poprzednich części. Może kiedyś dorównają "Skull Island".
Jeśli chodzi o walki, to ponownie powrócę do mojego nawiązania z DBZ. Nie traktujcie tego jednak zbyt dosłownie, bo tyczy się to tylko kilku aspektów. Vegeta jest jak Kong, a Godzilla to taki Broly w formie Ssj1. Kong stawia bardziej na techniczne ataki, ciągle myśli i stara się uderzać w punkty witalne lub tak by zadać jak największe obrażenia. Godzilla z kolei ma w chuj dużo energii, siły i żeby skutecznie powalić go na ziemię, to trzeba go srogo pobić. Zgodnie z moimi przewidywaniami, wielka małpa generalnie nie miała szans przeciwko jaszczurowi, ale w kilku momentach udało mu się stawić tymczasowy opór lub krótkotrwale zdobyć przewagę. Przepięknie się to oglądało w każdym pojedynku - czułem siłę każdego uderzenia, moc atomowego oddechu Godzilli, ich masę oraz gabaryty. Zostało to spotęgowane kilkoma scenami, w których potwory albo rozmawiały ze sobą albo reagowały w hmm... Ludzki sposób. Moim ulubionym momentem była rozmowa między nimi po walce. Gdyby przetłumaczyć ją, to wyszłoby coś w stylu: "Jeszcze ci mało?!" TAK! "Mam napierdalać dalej?" TAK! "A, pieprzyć cię, jesteś teraz tak słaby, że pokonanie takiej miernoty jak ty nie przyniosłoby mi chwały". Albo złowieszczy uśmiech jaszczura, gdy trafił swoją kamehameha w bark małpy - gdyby dodano do niego napisy mające przetłumaczyć myśli przerośniętego gada, to byłoby to coś w stylu "haha! Dobrze ci tak, chuju." Bardzo mnie cieszy, że ugruntowano charakter Godzilli, który w tej inkarnacji jest finałową wersją Chada, który pokonał wszystkich godnych siebie przeciwników na naszej planecie i jest jej niekwestionowanym królem. To samo zrobiono z Kongiem, z tą różnicą że małpka dostała dużo więcej okazji na pokazanie ludzkich emocji, jak również swojej inteligencji. Gdyby nie fakt, że mówię tutaj o olbrzymiej małpie, to powiedziałbym że wygląda bardzo sympatycznie. Mimika, emocje, naturalna więź między nim, a głuchoniemą dziewczynką, wszystko to wypadło uroczo i bardzo dobrze pod względem efektów specjalnych. Wyszło to równie naturalnie, co w jego wcześniejszym filmie. Cieszy mnie to, że wg plotek (o ile te okażą się być prawdziwe), studio chce w kolejnej części skupić się na Kongu, dając przerwę Godzilli. Co prawda w końcu polubiłem tego potwora, ale jego włochaty kolega ma ciekawszy potencjał do dalszego rozwoju, a jego charakter jest ciekawszy.
Reasumując - "Godzilla vs Kong" podobał mi się, ale jeśli mam być szczery, to "Skull Island" zrobił na mnie większe wrażenie jako całokształt. Nie znaczy to, że GvK to słaby film, wprost przeciwnie. Jest to dobrze napisany i wyreżyserowany blockbuster. Tak jak w przypadku poprzednich filmów z "Godzillą" (mówię w odniesieniu do tego uniwersum, nie pozostałych produkcji) widziałem wiele elementów, które mógłbym poprawić, tak tutaj nie widzę takowych. Nie mówię, że takich nie ma, po prostu nie rzuciły mi się w oczy i być może dostrzegę je przy drugim seansie. To co miało być dobrze wykonane, to takie było, pozostałe elementy za bardzo nie nudziły, bo nawet jak były mniej udane (a nie było ich za dużo, w większości mi się podobały, zwłaszcza relacja między małą dziewczynką, a Kongiem), to szybko się kończyły, a my dostawaliśmy to, co najbardziej lubimy oglądać przy takich filmach - czyli wielkie monstra i ich interakcje z pozostałymi Tytanami. Dostaliśmy po prostu dobre show, które świetnie by się oglądało w kinie, szczególnie ujęcia z pewnego miejsca, w którym ludzie chcieli ukryć małpę lub finałowy pojedynek w mieście. Przepiękne neony, sceny destrukcji, różne kolory... No wyglądało to po prostu zjawiskowo i prześlicznie, jak w nowym "Blade Runnerze" lub filmowym "Ghost in the Shell". Kapitalne zdjęcia, na których widać dokładnie każdy cios oraz jego skutki w postaci rozwalonych statków lub zdewastowanego fragmentu miasta. Mam nadzieję, że kolejne części pójdą tą drogą, a nie powrócą do zbyt mrocznych scen z "King of the Monsters". Tak jak przy MK byłem rozczarowany, tak ten film z przyjemnością obejrzałbym jeszcze raz w kinie, bo jest na co popatrzeć!
Moja ocena to +7/10. Btw. czy tylko mi się wydaje, że scena z Kongiem na środku oceanu była nawiązaniem do "Neon Genesis Evangelion" i walki Asuki w podobnym otoczeniu? Ta scena ze skakaniem po statkach chyba została żywcem wzięta z tego anime.