Wczoraj przez Polskę (oraz z tego co słyszałem od kolegów z zagranicy - Niemcy i Anglię - w tym drugim kraju nawet zamknięto co najmniej jeden port, ten w Liverpoolu), przeszły silne wiatry. Były one tak mocne, że musiałem uważać przy jeździe autem, bo jak silnie zawiało, to spychało mnie kilkanaście centymetrów na bok. Dojeżdżam do pracy autem i w ciągu ostatnich kilku lat nie było aż tak silnego wiatru. Owszem, czasami auto trudno się kontrolowało, ale nigdy nie było aż tak ciężko. Jak siedziałem w pracy, to naliczyłem jadącą straż pożarną ponad 10 razy (w trakcie jazdy 2, a będąc na spacerze z psem 3), co również się nie przydarzyło... A przynajmniej nie przypominam sobie takiej sytuacji. Pogoda o dziwo była bardzo ładna - w moim mieście praktycznie nie było chmur na niebie, a podczas jazdy do domu przejeżdżałem przez miejsca, gdzie było nieco gorzej ale pogoda mimo wszystko była ok. Dwa tygodnie temu były lekkie przymrozki i dwa razy musiałem czyścić szyby w aucie z lodu, ale od poniedziałku jest tak ciepło, że mogę chodzić w cienkiej bluzie. Przypadkiem dowiedziałem się, że były problemy z prądem w wielu miejscach w zachodniej Polsce. Nie powinno mnie to zdziwić, w końcu słabsze wiatry niszczyły linie dostarczające prąd. Jak już wróciłem do domu, to nie było żadnych problemów, poza zamkniętym basenem, przez co musiałem ćwiczyć w domu.
Wykorzystałem tę okazję i poszedłem z Taco na dłuższy spacer, obserwując jakie spustoszenie wywołał w moim parku. Spodziewałem się, że będzie więcej powalonych drzew (bo dwa razy w Legnicy, gdzie pracuję, było wiele połamanych drzew i równie dużo uszkodzonych samochodów), ale nie było w sumie aż tak źle - większość przypadków to połamane gałęzie słabszych, wysuszonych drzew. Z drugiej strony, gdy doszedłem do drugiej części parku, to zobaczyłem kilka drzew, które zostały dosłownie wyrwane z korzeniami. Nie wszystkie były imponujących rozmiarów (w sensie, były dość solidne, dojrzałe, ale nie robiły aż tak dużego wrażenia), ale dwa z nich były już naprawdę duże i padły na ziemię jak małe gałęzie. Dobrze, że nikt nie szedł koło nich, bo mógłby stracić życie lub zostać dożywotnim kaleką. Taco się tym nie przejmował, szalał na spacerze tak, jakby była wiosna - miał mnóstwo energii, biegał jak królik mojej dziewczyny i gdybym go spuścił ze smyczy, to trudno byłoby mi go złapać. Zresztą, możecie zobaczyć, jaki ma uśmiech na pysku. Swoją drogą, nie wiem czy u Was jest podobnie, ale zauważyłem jadąc do domu, że dwóch mieszkańców wsi wyjechało z przyczepą i zaczęli zbierać opadłe kawałki drzew. Super robota - oni mają darmowe drewno do kominka lub piecyka, a służby porządkowe mniej roboty.
Uważajcie na siebie, nie parkujcie samochodów pod drzewami i patrzcie dokładnie na drogę jadąc w ten weekend do pracy lub gdziekolwiek - drzewa potrafią nagle spaść i zatarasować drogę (w najlepszym razie, a w najgorszym - uszkodzić auto lub je zmiażdżyć). Już raz miałem taką sytuację pod koniec tegorocznego mundialu i musiałem z 3 chłopów, ściągnąć całe drzewo z drogi, gdy wracałem od swojej dziewczyny. Na szczęście nikt nie ucierpiał, ale gdyby ktoś jechał zbyt szybko i nie zauważył przeszkody na drodze, to mogłoby być słabo.
Yesterday through Poland (and from what I heard from colleagues from abroad - Germany and England - in the latter country at least one port was closed, the one in Liverpool), strong winds passed. They were so strong that I had to be careful when driving the car, because when it was blowing hard, it pushed me a dozen centimeters to the side. I commute to work by car and there hasn't been such a strong wind in the last few years. Yes, sometimes the car is difficult to control, but it has never been so hard. When I was sitting at work, I counted the driving fire brigade more than 10 times (2 while driving and 3 while walking with the dog), which also did not happen ... Or at least I do not remember such a situation. Surprisingly, the weather was very nice - in my city there were practically no clouds in the sky, and while driving home I passed places where it was a bit worse but the weather was ok. Two weeks ago there were light frosts and I had to clean the windows twice in It's made of ice, but it's so warm on Monday that I can walk around in a thin sweatshirt. I found out by accident that there were problems with electricity in many places in western Poland. This should not surprise me, after all, weaker winds were destroying the power lines. Once I got home there were no problems except for the closed pool which made me have to exercise at home.
I took the opportunity to go for a long walk with Taco, watching the havoc he had wreaked on my park. I expected there would be more fallen trees (because twice in Legnica, where I work, there were many broken trees and just as many damaged cars), but it was not that bad - most cases are broken branches of weaker, dried trees. On the other hand, when I got to the other side of the park, I saw some trees that had literally been uprooted. Not all of them were of impressive size (in the sense, they were quite solid, mature, but not that impressive), but two of them were already really big and fell to the ground like little branches. It's good that no one walked by them, because he could lose his life or become a lifelong cripple. Taco didn't care, he went crazy walking like it was spring - he had a lot of energy, he ran like my girlfriend's rabbit and if I let him off the leash it would be hard for me to catch him. Anyway, you can see what a smile is on his face. By the way, I don't know if it's the same for you, but I noticed while driving home that two villagers left with a trailer and they started collecting fallen pieces of trees. Great job - they have free wood for the fireplace or stove, and the security services have less work.
Be careful, don't park your cars under the trees and look carefully at the road when driving to work or anywhere this weekend - trees can suddenly fall and block the road (at best, and at worst - damage or crush the car). I had such a situation once at the end of this year's World Cup and I had to pull the whole tree out of the way with 3 peasants, when I was returning from my girlfriend. Fortunately, no one was hurt, but if someone was driving too fast and did not notice an obstacle on the road, it could be bad.