Z racji, że w poprzednim tekście unikałem spoilerów, to tym razem będzie ich dużo. Jeżeli nie chcesz zepsuć sobie wrażeń, zrezygnuj z dalszego czytania.
Zatem nie przedłużając. Nie wiem, jak bardzo ta historia jest wierna faktom, ale zakładam że najważniejsze elementy miały miejsce (w tej, czy innej formie - czasami trzeba zmienić chronologię wydarzeń lub inne rzeczy, bo np. nie pasują do serialowej narracji lub trudno je w satysfakcjonujący sposób przenieść na język filmu), np. śmierci istotnych postaci lub ich pomysły. Bardzo podobał mi się szwindel głównego Bossa mafii z Neapolu. Doskonale pokazał, jak wygląda jedno ze standardowych zagrożeń, na jakie są narażeni starsi ludzie. Wyglądało to tak autentycznie, że mimo iż samrozpatrywałem taki scenariusz (po tym jak trafił do więzienia), to uwierzyłem w to, że naprawdę zachorował! Ba, nawet gdy go ratowano, to początkowo myślałem, że to Ciro chciał się go pozbyć, sugerowała to scena, w której młody gangster powiedział, że Big Boss już nic nie znaczy. Nie wzruszyła go nawet informacja o śmierci jego żony, wow! Tak samo jestem zachwycony wątkiem tego drugiego pana. Jego postać jest wyjątkowo wielowymiarowa, od dawna nie zastanawiałem się tyle czasu nad jedną postacią i jej niejednoznacznością. Chyba ze 4 razy zmieniałem moje zdanie na jego temat - najpierw uważałem go za solidnego, wiernego żołnierza Pietro Savastano, potem za sprytnego szczura uciekającego z tonącego okrętu, następnie za czyste zło, które nie ma w sobie żadnych emocji (jak go mądrze i trafnie podsumowała Immacolata, my mężczyźni tak nie potrafimy, a przynajmniej większość z nas), obecnie jestem na etapie, że to cyniczny oportunista. Mądry, sprytny, nieco zachłanny, ale potrafiący się utrzymać na fali przez długi czas, jak doświadczony polityk lub surfer. Coś jak Littlefinger z "Gra o Tron". Podobnie jak w przypadku Pietro, ten aktor doskonale wcielił się w swoją rolę, co w zasadzie mogę powiedzieć o wszystkich ważnych bohaterach w tym serialu. Widząc tego pana, nie widziałem Marco D'Amore, tylko pierdolonego zdrajcę, egoistę i gangstera, który dopuści się każdej podłości, byleby tylko zrealizować swój cel. Można gardzić takimi osobami, jak to robiła żona Pietro, ale warto też zwrócić uwagę (a nawet podziwiać) na jego inteligencję, umiejętności adaptacyjne do nowych warunków, czy dążeniem do osiągnięcia obranego celu.
A skoro niej mowa, to tak jak napisałem w poprzednim tekście - urzekła mnie jej postać. Parafrazując powiedzenie znane z moich okolic - na czas pobytu swojego męża w więzieniu, musiała odrzucić sukienkę i ubrać spodnie, jak mężczyzna. Przejęła jego obowiązki, tymczasowo ustabilizowała sytuację w Neapolu, zrobiła ze swojego rozpieszczonego syna mężczyznę. Naprawdę ją polubiłem i było mi smutno, gdy została zamordowana przez Ciro, ale było to do przewidzenia. Z całym szacunkiem, ale kobiety rzadziej pasują na stanowisko bossa mafii (jak napisałem w recenzji anime "Kingdom", trudniej jest znaleźć kobietę spełniającą niezbędne do tego kryteria). Zanim to wyjaśnię, to krótkie wyjaśnienie bym nie wyszedł na hipokrytę. Owszem, kilkukrotnie napisałem że kobiety potrafią być bardziej bezwzględne od mężczyzn, często są również lepiej zorganizowane (i z tego powodu lepiej się nadają do prac, które wymagają dokładności), ale niestety ich emocje oraz umiejętność radzenia sobie z nimi, stanowią w tym przypadku ich słabość. Już pomijam fakt, że zlitowała się nad poszkodowaną rodziną i pozbyła się lichwiarza, bo popełniła znacznie gorszy błąd. Immacolata postawiła dobrą diagnozę, jeśli chodzi o zagrożenie dla jej rodziny, ale wybrała zły sposób rozwiązania tego problemu. Za bardzo myślała nad rozwiązaniem, a za mało działała - takie zagrożenia należy bezwzględnie eliminować, a nie puszczać wolno - groźby nie robią wrażenia na takich ludziach, przemawia do nich jedynie ołów załadowany do głowy. Mimo, że przygotowała plan B, to Ciro był kilka kroków przed nią i zrobił to, co powinna zrobić Imma. Mimo to, spodobała mi się jej sukowata twarz, podejście do zarządzania "rodzinnym interesem", wykorzystywanie ludzi (co prawda w złym celu, ale z drugiej strony dając im pracę), czy ważnej dla Włochów wiary katolickiej, ale zabrakło jej doświadczenia + przejawiała za dużo dobroci. Swoją drogą, jestem zdziwiony że tak skrytykowała podwładnego swojego męża, a nie dostrzegła tego samego (lub nawet czegoś jeszcze gorszego) u swojego męża.
Jeśli chodzi o ogólną opinię, to mimo że S2 nie odstaje od pierwszego pod względem ilości treści (mógłbym wręcz powiedzieć, że jest jej jeszcze więcej), to mniej mi się podobał. Nie wiem z czego to wynika, w trakcie seansu podałem kilka powodów (gdy komentowałem te wydarzenia na głos), ale jak zacząłem pisać notatki do tego tekstu, to nie byłem do nich przekonany. Albo inaczej, każdy z nich w jakimś stopniu jest prawdziwy, ale nie mogę żadnego uznać za decydujący czynnik. Jest mniej doświadczonych aktorów, akcja skupia się głównie na najważniejszych postaciach lub tych mało, czy średnio znaczących. Przez co, ci pierwsi są dla mnie delikatnie nudni, a ci drudzy nie mają zbyt dużo umiejętności, bo po co inwestować budżet na utalentowanych aktorów epizodycznych lub (w najlepszym dla nich razie) trzecio-planowych? Akcji i treści jest co prawda nawet więcej (zwłaszcza niektóre sceny, np. pościg samochodowy - jak obejrzycie, to zrozumiecie o czym mówię, jest wykurwiście dobry!), ale przez to, że serial pokazuje wszystko dość skrupulatnie, bez przesadnych skrótów, to dominują sceny o mniejszej skali. A przynajmniej tak mi się wydaje, nie robiłem szczegółowej analizy, więc mogę się nieco mylić w kwestii jakości wykonania. W przypadku "mocy" poszczególnych wydarzeń, to 1 sezon częściej wywoływał we mnie efekt "WOW! Ale to było dobre!". Nie jest to duży spadek jakości, być może to moja wina, bo oglądam go zbyt często (codziennie po 1 odcinku do kolacji), ale delikatnie mi to przeszkadzało. Jest też kilka innych powodów, ale większość z nich została naprawiona lub poprawiono je na przestrzeni tego sezonu, więc nie uważam że warto je podawać.
Na pewno mogę bardzo pochwalić oba sezony za to, że dobrze pokazują dwa istotne wątki. W 1 był to motyw przemiany Gennaro oraz brak uczuć u Ciro (zmieniony w 2), zaś w 2 rozwinięcie tego wątku - lider sojuszu nie jest aż takim bydlakiem, jak to zostało pokazane w S1 (Ciro powiedział wprost, że nie jest jak Pietro i duchy jego ofiar nie dają mu spać w nocy, co potwierdza jego zachowanie. Widać, że nie manipuluje, nie kłamie oraz nie jest dwulicowy, a każda z tych cech nie jest dla niego czymś nieznanym) oraz pokazanie różnicy między demokratycznym i autorytarnym podejściem do zarządzania mafią. Mimo, że Ciro miał szczytny cel, to jak słusznie zauważył jego dawny Don, bardzo trudno jest prowadzić taką organizację w demokratyczny sposób. Trzeba być bezwzględnym skurwielem, który przestrzega swoich reguł (lub przynajmniej posiada dostatecznie dużą siłę do kontroli swoich żołnierzy, a reszta będzie się go bardziej obawiać niż ludzie Ciro). Pietro słusznie zauważył, że psy za bardzo atakują inne psy, walcząc o drobne rzeczy. W ten sposób osłabiają swoją wartość względem innych gangów oraz wewnętrzną spójność, a jak Don (po raz kolejny) mądrze zauważył, wspólny kierunek jest bardzo ważny. Nie tylko w kontekście szybszego osiągania celów zawartych w strategii, ale też z innych powodów. Po prostu demokracja, w której każdy ma równy głos, często gorzej się sprawdza niż taka, gdzie waga głosu zależy od cenzusów (w przypadku polityki i wyborów - np. wiedzy, wykształcenia, wkładu w społeczeństwo, w przypadku mafii - np. realnych wpływów, znajomości lub faktycznej siły). Ciro wykazał się naiwnością i niewiedzą, no ale jest młody, więc to zrozumiałe.
Wracając do przemiany Gennaro - czułem, że dojdzie do tego, bo alternatywą była jego śmierć (a ta jak łatwo można się domyśleć, była wykluczona). Polubiłem tego chłopca i jego luźne podejście do życia, ale nie ma co ukrywać - nie pasuje ono do świata przestępców. Na początku nadawał się do tego jeszcze mniej niż jego mama, która od lat widziała, że jest zbyt słaby i głupi na to stanowisko. Jego świat kręcił się wokół imprez, łatwych dziewczyn i imponowania kolegom pozycją swojego ojca, jego żołnierzami oraz zasobami. Jak pokazała nieudana próba rozdziewiczenia jego męskości, bez mocnej terapii szokowej nie byłby on zdolny do zarządzania mafijnym imperium swojego ojca. Po wydarzeniach w Ameryce Południowej, został zmuszony do zredefiniowania swojego dotychczasowego życia, tj. porzucenia lub ograniczenia swoich wad, litości i słabych punktów, przy jednoczesnym wzmocnieniumocnych stron. Początkowo opierał się wyłącznie na swojej sile, ale na szczęście dla widzów, z czasem zaczął używać mózgu i nabrał ogłady. Co prawda nie jest ona zbyt duża, ale wraz z każdym odcinkiem,zdobywa coraz więcej mojej sympatii. Gdy go oglądam na ekranie, to czuję się jakbym widział jednego ze swoich kolegów z ulicy, na której dorastałem (oczywiście pomijając przy tym wszystkie złe cechy Gennaro) - nawet jak przekonuje kogoś do zrobienia czegoś złego, to robi to z taką lekkością w głowie sympatycznym uśmiechem na twarzy, że nie sposób go lubić.
Reasumując, tak jak mówiłem, mimo że w 2 sezonie dzieje się więcej + wydaje mi się, że ma wyższy budżet, to ogólnie jestem nim odrobinę rozczarowany. Druga połowa jest co prawda ciekawsza, ale tak jak po S1 byłem autentycznie zainteresowany, co będzie dalej (zwłaszcza po takim finale, strzelanina między Gennaro, a Ciro była cudowna!), tak drugi za bardzo mnie nasycił. Nawet scena śmierci Pietro nie zrobiła na mnie wrażenia, ale to zapewne wynika z tego, że zasłużył sobie na to + było to do przewidzenia. Gdy ten wchodził na cmentarz i poprosił ochroniarzy, by ci zostali w samochodzie, to wiedziałem że zaraz zabije go Ciro. Chciałem w tym momencie przerwać i obejrzeć w końcu nowy sezon "Baki" na Netflixie (by choćby na tydzień odpocząć od "Gomorry"), ale obejrzałem z rozpędu S3E1 i uznałem, że zrobię to jednak po trzecim. Działo się w nim zbyt dużo rzeczy, o których mogę zapomnieć, więc aby nie zmarnować godziny, to już obejrzę ten. Mogło być lepiej, ale mimo wszystko, jest całkiem nieźle - zwłaszcza na tle rozczarowujących seriali Netflixa oraz 2 sezonu "Euphoria" (i jeśli jego poziom nie podniesie się, to raczej zakończę moją przygodę z produkcją HBO). Jeżeli 3, 4 i 5 będą trzymały mniej-więcej ten sam poziom (a 3 jest póki co obiecujący), to z pewnością obejrzę całość. Ale pewnie będę musiał zrobić kolejną przerwę po S4. Moja ocena S2, to mocne +6/10.