Pierwotnie to miała być recenzja tylko pierwszego sezonu, ale tak się rozkręciłem, że postanowiłem przy okazji zająć się 2 i 3 sezonem. Przepraszam za lekki chaos.
[Wstęp]
11 września w 2001 roku, dwie wieże WTC, symbol NY, zostały zniszczone przez terrorystów. Tak głosi oficjalna wersja, w którą wątpię. Teraz nie pamiętam szczegółów większości teorii spiskowych, poza kilkoma kwestiami, ale nawet gdybym pamiętał, to łatwo byłoby obalić większość moich uwag. Nie posługuję się biegle angielskim, żaden ze mnie fizyk, chemik, matematyk, ekspert od czegokolwiek związanego z budownictwem, na inżyniera też jestem zbyt głupi. Dlatego nie będę się upierał, czy to prawda, czy nie, bo nie ma to żadnego znaczenia. Wynika to z jednego, prostego powodu - NAWET jeżeli miałbym rację (osobną kwestią jest to, jaką teorię weźmiemy pod uwagę - czy taką, że Amerykanie "dali wolną rękę" terrorystom, czy sami zrealizowali zamach, wierzę w 1 wersję lub jakąś jej zmodyfikowaną wersję), to co z tego wynika? Nic. Tak jak w wielu sprawach, gdzie mogę co najwyżej podetrzeć tą "prawdą" po wizycie w kiblu, ale tam przynajmniej mogę połechtać swoją próżność, mówiąc "mam rację!", czy coś w tym stylu. Tutaj nie - większość ludzi by mnie wyśmiała, a nawet gdyby udałoby mi się to udowodnić dużej grupie ludzi (powiedzmy, 15-20% obywateli) oraz jakimś cudem przekonać ich do tego, że należy tę sprawę rozwiązać, to co z tego? Powiem to na przykładzie polityki - dostatecznie wielu ludzi łyka bajkę, że demokraci i republikanie lub ich odpowiedniki z Węgier, Polski etc. różnią się. To są w większości podstawieni ludzie, narzędzia służące do realizacji celów, koledzy którzy piją tą samą wódkę i pieprzą te same prostytutki, udając konflikt w mediach, by lemingi miały swoją walkę gladiatorów, emocje i wierzyli w istnienie sztucznie wykreowanego sporu. Ci ludzie realizują czyjeś interesy i rozkazy, zaś to co widzicie w telewizji i innych mediach, to tylko teatr. Jeżeli te interesy zostaną naruszone, to mocodawcy poruszą odpowiednimi nićmi, przypomną politykom o ich problemach, które są nieznane opinii publicznej i nic nie obroni człowieka, któremu zależy na prawdzie. Oczywiście, zwykłemu randomowi nic nie zrobią, ale to działa tak samo, jak w przypadku kontroli składników do tworzenia narkotyków - odpowiedni ludzie pilnują kluczowych obszarów, bo tam bardzo, bardzo, bardzo rzadko kiedy są przypadkowe osoby. Taki człowiek zawsze wie, czego szuka lub przynajmniej jest to dla niego ważne. I jak ktoś tam wkroczy lub po prostu wie za dużo, to straci życie. Bo po co marnować zasoby na obserwowanie mniej istotnych składników, jeżeli są one bezużyteczne bez najważniejszych elementów?
Dowody? Epstein jest najlepszym dowodem, za każdym razem jak wątpie (przez propagandę i postawę lewicy) w teorie spiskowe, to sobie przypominam, ilu ludzi zginęło, by prawda nie wyszła na jaw. O drobnych lokalnych przekrętach nie będę mówił, więc powiem o temacie bardziej uniwersalnym - hazard. Około dekadę temu, w Polsce był (nadal jest) dość duży rynek, który "tymczasowo stracił właściciela". Jeden z posłów chciał to sprawdzić i skończyło się tak, że z dnia na dzień zniknął w dziwnych okolicznościach, podczas niecodziennego wypadku samochodowego i poseł Robert Winnicki (żenujący narodowiec, klaun, który od lewicy różni się tylko stosunkiem do Pana Boga, aczkolwiek za kilka rzeczy ma u mnie minimalny szacunek, a ta jest jedną z nich) wraz z Pawłem Kukizem, byli dosłownie zesrani ze strachu. Widać było po ich reakcji podczas briefingu, że mówią między palcami: "Zrobiliśmy wszystko, co się dało. Problem jest zbyt gruby, by go dotknąć". Podobnie było w przypadku największej polskiej firmy KGHM, która też ma kilka brudnych i krwawych tajemnic - brat posła zajmował się tym i został powieszony, bo dotknął tematu, którego nie powinien dotknąć. Inny przykład, o którym przypomniałem sobie podczas poprawiania tej recenzji - powstanie autostrady A4 w Polsce. Najpierw będę adwokatem diabła - Matka Teresa, kobieta o wielkim sercu, nie zawsze czerpała pieniądze z legalnego źródła. To nie było cywilizowane (w naszym rozumieniu tego słowa) państwo, które sprawnie działało i można było zorganizować szybką pomoc, a jak pewnie wiecie, przy ratowaniu ludzi często liczy się tu i teraz, a nie to co będzie jutro. Nie jest to dobre, niesie za sobą pewne ryzyko, ale jest konieczne dla dobra potrzebujących. Jeśli chodzi o autostradę w Polsce, to wtedy byliśmy Meksykiem Europy i musieliśmy stworzyć drogę do szybkiego transportu, która będzie spełniała przynajmniej teoretycznie, minimalne wymagania Europy zachodniej. Polska nie była w stanie zbudować jej 100% legalnie, więc trzeba było sięgnąć po nielegalnie pozyskane zasoby finansowe. Podpisano wtedy umowę, której do dziś nie może tknąć (nie wierzycie, poczytajcie, jak już te informacje wypłyną za kilkanaście lat, to znowu z dumą powiem - "a nie mówiłem?"). Wiecie, kto był zaangażowany w tę sprawę? Rodzina Kulczyków, a Jan Kulczyk był jednym z najbogatszych, postkomunistycznych oligarchów w Polsce. Ta umowa do dzisiaj nie została odtajniona, wiem bo niedawno temu, ten temat ponownie wypłynął na powierzchnię i równie szybko znikł. Jan Kulczyk rzekomo zmarł w 2015, ale wokół tego zgonu było kilka aspektów, które dawały realne powody, aby w to wątpić. Jego córka bawiła się tak, jakby była najszczęśliwszą osobą na świecie, parę razy powiedziała o kilka słów za dużo w czasie jego pogrzebu, było też kilka innych pytań. Oczywiście, to nie musi nic znaczyć, ale z drugiej strony, tego jest IMO za dużo, by nie zadawać tych pytań.
Wracając do mojego pytania z pierwszego akapitu - nic. Bo opinia publiczna o tych sprawach nie może wiedzieć. Nie mogą wiedzieć, że istnieje ktoś niezależny od rządu, bo to by skompromitowało USA na każdej płaszczyźnie - straciliby zaufanie wyborców, kraje przestałyby się ich bać w kwestii gospodarki, czy aspektów militarnych. Jeżeli to deep-state, to... wszystko w porządku. Każde państwo musi mieć taką elitę, która działa niezależnie od wyników demokratycznych wyborów, by zawsze dbać o interes państwa (na podobnej zasadzie, jak instaluje się podstawowy system operacyjny typu MS-DOS + pozostawia wejścia na dyskietki na każdej ważnej, wojskowej maszynie - bo jeżeli wszystko zawiedzie, to musi być wariant Z, który zapewni przynajmniej minimalną możliwość kontroli. Pewne sprzęty po prostu muszą działać 24/7, a ewentualne niezbędne przerwy, nie mogą być niezaplanowane.), dlatego Polska jest w takim, a nie innym miejscu. Jest to jeden z kilkunastu powodów, dla których stan naszego państwa jest tak marny. Gorzej gdy są to ludzie, dla których Bill Gates jest randomem i znajdują się wyżej w hierarchii od niego. Ewentualnie tacy, którzy posiadają duże możliwości, bo niekoniecznie musi się to wiązać z gigantycznym majątkiem. Ludziom którym zależy na ciszy i nie chcą być znani na cały świat. Co moim zdaniem stało się 9 września? Nie wiem, nie mam na ten temat wyrobionego zdania, ale w kwestiach ogólnych, nie wierzę ani w oficjalne wyjaśnienie ani najbardziej ekstremalne teorie spiskowe. Jeżeli o takich rzeczach wie zbyt wielu ludzi, to ryzyko wypłynięcia prawdy drastycznie rośnie. Wierzę w działalność konspiracyjną, podobną do tego, co pokazano w tym serialu. Uważam że twórcy tego serialu myślą podobnie, co ja i moi koledzy, którzy również wątpią w oficjalną wersję. Było zbyt dużo subtelnych nawiązań, dobitnie pokazujących, że "oni wiedzą", czego IMO po prostu nie można zignorować
Wybaczcie za ten długi wstęp, ale trudno mi sobie wyobrazić inny, bardziej pasujący. Chciałem Wam pokazać dlaczego jestem sceptykiem, jednocześnie odcinając się od tych niedouczonych ludzi, którzy twierdzą że Ziemia jest płaska lub chemtrails to prawda. "Designated Survivor" z oczywistych względów nie mógł być zbyt prawdziwy, bo takimi rzeczami nie powinno się chwalić. Raczej nie zostaną zastrzeleni shotgunem w swoim domu, jak kilku ludzi związanych ze sprawą Epsteina, którzy byli "zbyt mali" i wiedzieli zbyt dużo, by dostać 100% ochronę, ale są inne sposoby na zepsucie komuś życia. Grzebanie w życiorysie, by znaleźć jakiś powód (zakładam, że większość z nas popełniła jakieś rzeczy, które chcieliby wyrzucić ze swojej pamięci), podrzucenie materiałów pedofilskich (co dało się zrobić w Polsce, gdy byłem jeszcze nastolatkiem, a podobno Izraelski system Pegasus ma jeszcze większe możliwości), można też znaleźć kobietę, która oskarży nas o molestowanie, a jej mocodawcy tak wszystko przygotują, że się nie obronimy w sądzie. I jeżeli myślicie, że takie rzeczy robi się tylko w krajach autorytarnych, jak Rosja, czy nadmiernie zależnych od innych, jak Polska, to jesteście w grubym błędzie. W USA i na Zachodzie Europy, robi się dokładnie to samo, ale w tzw. "białych rękawiczkach". Twórcy DS musieli zatem wykazać się sprytem, pokazując wydarzenia, o których nie chcą wprost powiedzieć.
[Fabuła & Odniesienia do prawdziwego świata]
Zacznę od samego tytułu, termin "Designated Survivor" jest prawdziwy (a przynajmniej był, kiedyś jak czytałem o polityce USA, to natrafiłem na informacje o nim) - chodzi o łańcuch dowodzenia. Jeżeli Prezydent jest nieświadomy (np. jest podczas operacji lub nie ma nawet teoretycznej możliwości podejmowania decyzji z innych powodów), to zostaje zastępowany przez osobę pełniącą wówczas funkcję Prezydenta. Tak samo jest w Polsce, tłumacząc na przykładzie USA - Prezydent, V-ce Prezydent, Marszałek Izby Reprezentantów, Przewodniczący Senatu, Sekretarz Stanu, pozostali Sekretarze / Ministrowie w zależności od stopnia ważności piastowanego przez nich urzędu. DS jest na samym dnie, Demokraci i Republikanie wyznaczają po jednym reprezentancie. Fabuła serialu opowiada o przedstawicielu Demokratów, który miał szczęście nie uczestniczyć w obradach kongresu, gdzie zorganizowano zamach, a wszyscy ludzie, którzy w nim byli, umarli. Tom Kirkman tego samego dnia został wyrzucony ze swojej pracy, bo zrobił swoje, czyli pomógł im wygrać wybory. Jest to dość powszechna praktyka, eliminuje się ludzi, którzy nie mają za sobą realnej siły, często dając im na otarcie łez, jakieś mało znaczące stanowisko. Ta decyzja nie została oficjalnie zatwierdzona, więc Kirkman dostał propozycję objęcia pozycji Prezydenta. Jak łatwo się domyślić, nie jest on traktowany jako człowiek, który zapracował sobie na to stanowisko podczas kampanii wyborczej. A że Amerykanie mają trochę inne podejście od naszego (bardziej zwracają uwagę na takie rzeczy, więcej też wymagają od swojej Głowy Państwa), to wszyscy dają mu to do zrozumienia. Od obywateli, poprzez dziennikarzy i jego własnych pracowników, kończąc na politycznych rywalach oraz przedstawicielach innego państwa. Zresztą, to nie muszę być tylko rywale - mniej znaczące państwa, działają tak samo, jak u nas - przez to, że Amerykanie są zaangażowani w wojnę na Ukrainie, to inne kraje korzystają z okazji do realizacji swoich interesów. Przykład - konflikt Armenia vs Azerbejdżan. W przypadku serialu, jeden z krajów Arabskich wykorzystał tymczasową słabość USA. Zatem Kirkman musi "wywalić jaja na stół", a jak ktoś się sprzeciwi, to dokona demonstracji swojej siły - wszakże nie ważne, czy to prawdziwy Prezydent, czy jego następca, ten urząd daje duże możliwości. Bycie miękkim na takim stanowisku, a nawet zawahanie, to przejaw słabości, o czym dość szybko się przekonuje.
Wraz z każdym kolejnym odcinkiem, widzimy że twórcy porządnie zajęli się scenariuszem. Widać to po licznych nawiązaniach do wydarzeń 9/11 (niektóre są wręcz dosłowne, np. wizyta Prezydenta na miejscu zamachu, gdzie były te same ujęcia, jak w przypadku takiej samej sceny z Georgem Bushem na tle ruin symbolu NY, czy innych odniesień do teorii spiskowych - np. że musiał być ktoś, kto będzie miał możliwość dobicia ewentualnych ludzi, którzy przeżyli, a co za tym idzie, grupa Amerykanów, która być może zorganizowała ten zamach, miała nieskrępowany dostęp do różnych rzeczy, co jest widoczne dopiero wtedy, gdy ma się dostęp do różnych danych lub przynajmniej trafi się na mocny trop - tak jak w przypadku osobistej agentki Prezydenta, czy tego bezczelnego, non-mainstreamowego dziennikarza) lub pokazania pracy Prezydenta, czy procedur działania podczas określonych sytuacji. Np. jak był zamach na niego, to agenci Secret Service osłaniało go zgodnie ze wszystkimi procedurami - wiem o tym, bo kiedyś widziałem program dokumentalny, gdzie dosłownie tak to pokazali. Albo wysłanie co najmniej dwóch samolotów podczas wizyty Prezydenta i innych ważnych osób (chodzi o ryzyko zamachu, do ostatniej chwili nie wiadomo, a czasem do momentu lądowania, z którego pojazdu wyjdzie VIP). Albo to, że w razie ryzykownej sytuacji, szef SS przejmuje kontrolę nad Prezydentem i na czas kryzysowej sytuacji, jest on podległy swojemu ochroniarzowi o najwyższej randze. Dokładnie tak samo, jak w przypadku Kapitana Statku, który ma ZAWSZE ostatnie słowo, nie ważne kogo przewozi ze sobą, podczas pracy. Zanim ktoś powie, że trochę przesadzam i twórcy to trochę uprościli - tak, masz rację, mogli pokazać więcej takich przykładów, tym bardziej że mieli tyle odcinków, ale to nie jest film dokumentalny. Wystarczy że to tylko dostatecznie mocno zarysują, pokazując nam "my wiemy i nie ignorujemy tego". Zdarzyły im się pewne uproszczenia, parę razy nawet zwróciłem na nie uwagę, ale nie były to duże błędy. Taki poziom "House of Cards", gdzie również były pewne uproszczenia, czasem nawet idące ciut za daleko, ale dopóki twórcy nie przekroczą tej niewidzialnej granicy, to nie ma powodu do złości. Jak powiedział Sapkowski "Story is the Queen" - fabuła ma po prostu iść przed siebie, a nie nadmiernie skupiać się na pojedynczych aspektach, które ją budują.
Drugi sezon pokazuje nam 1 rok Prezydentury Kirkmana i skupia się na zagrożeniach zewnętrznych i wewnętrznych, część z tych problemów, to zasługa Rosjan, Muzułmanów oraz mieszkańców fikcyjnych Azjatyckich państw (zabieg często stosowany przez twórców seriali lub gier, by nie antagonizować pewnych narodów - niby wszyscy wiemy o kogo chodzi, ale wprost nie jest to powiedziane). Są też inne "problematyczne" państwa. Nie będę Was okłamywał, drugi sezon był nieco usypiający, co wytłumaczyłem nieco później, jednakże wszystkie (albo prawie wszystkie) wydarzenia, o których mówiła mi Asia + cała reszta, którą widziałem na własne oczy, zdarzyła się naprawdę. Nie zawsze z takim samym skutkiem, ale myślałem przez 30 minut i jeśli pamięć nie robi mi żartów, to o każdym z nich słyszałem. W przypadku trzeciego sezonu, dostaliśmy też kolejną teorię spiskową - wirus. Nie będę mówił na jakiej zasadzie działa, bo postacie (i show) pokazały nam to dość szybko. Z tego, co mi mówił Karol, to jest to totalne kłamstwo, tak jak rzekomy wpływ Chemtrails na naturę, ale skoro to serial, to kto zabroni im się pobawić? Z tego samego powodu, nie widzę nic złego w głównym wątku S3, ale o nim napiszę przy innym akapicie. Zatem, wracając do środkowego sezonu, scenarzyści zrobili bardzo dobrą robotę, całkiem sensownie wykorzystując prawdziwe wydarzenia w połączeniu z teoriami spiskowymi i fikcją telewizyjną, by dać nam alternatywny świat w myśl zasady "co by było gdyby...". Kirkman musi nie tylko mierzyć się z zagrożeniami wrogich państw, ale też przekonać do siebie sojuszników, którzy patrzą na niego krytycznym okiem, sondując na ile mogą zaufać "Szeryfowi świata". Ironicznie się uśmiechnąłem, gdy pojawił się wątek Arabów, których Amerykanie wykorzystali do wyeliminowania nieprzychylnych sobie grup - nie jest to nic nowego, wielkie państwa (lub wpływowi ludzie) stosują to od czasów Rzymian albo jeszcze dłużej. Wspominam o tym, bo dość wielu ludzi o tym zapomina, a nie powinniśmy! To bestialstwo, które odebrało życie wielu niewinnym osobom, pogłębiło podziały między nimi oraz bardziej "nakręciło" obie grupy wobec siebie. Do tego dołóżmy fakt, że raz im pomagali, a potem im tę pomoc odbierali, skazując ich na brutalną śmierć z ręki mścicieli reprezentujących inne stronnictwo. A tego było jeszcze więcej i absolutnie się nie dziwię Arabom, że ich nienawidzą. Kurdowie też mogą to potwierdzić.
[Pacing, Fabuła & Odniesienia do prawdziwego świata]
Nawiązując do końcówki przedostatniego akapitu, jedyna duża wada, jaka rzuciła mi się w oczy, to pacing. Nie wiem, czy to wynika z nadmiaru wątków, postaci (które nie są złe!), dużej ilości odcinków (co również nie jest złe! Przynajmniej nie mam wrażenia, które towarzyszy mi przy 95% nowych seriali, że mamy główny wątek, max 3 wątki poboczne, 8-10 odcinków i tyle) czy innych czynników. Pewnie każdy z powodów w jakimś stopniu dokłada się do zbyt powolnego tempa. Nie ma tragedii w tej sprawie... No, przynajmniej w 1 sezonie, chociaż 2 też nie jest aż tak zły, mimo że jest tam więcej odcinków, przy których przysypiałem z nudów. Problem w tym przypadku nie polega na tym, że nic się nie dzieje lub że rozmowy, wątki lub wydarzenia do niczego nie prowadzą, tylko na tym, że jest ich zbyt dużo. Porównałbym to do anime "Hunter x Hunter lub "One Piece", gdzie też mamy dużo rozmów, tłumaczenia, generalnie dużo się dzieje. Mogli postawić bardziej na intrygujące wydarzenia, które szybciej i prościej się dzieją, jak w HoC (przez co niektórzy krytykują ten serial za zbyt mały realizm, gdzie mają tylko połowicznie rację - uproszczenie to nie to samo, co brak realizmu), ale to by raczej nie pomogło, bo każdy z nich stawia nacisk na co innego. Pierwszy sezon nie wymaga poprawek, bo trudno jest mi wskazać jakieś wybitnie niepotrzebne wątki lub takie, którym poświęcono za dużo czasu. Gdyby wyciąć wszystkie nieco zbyt długie fragmenty, to oszczędność nie byłaby tak odczuwalna - może 1, max 1.5 odcinka.
Co innego w przypadku drugiego sezonu, tu już dostrzegam kilka wątków, które można skrócić, a niektóre z nich wyrzucić bez dużej straty. Podejrzewam, że tutaj można byłoby odchudzić S2 o więcej odcinków - może więcej, ale trudno powiedzieć - zbyt często zasypiałem z powodu nadmiaru informacji do przyswojenia i później Asia musiała mi mówić, co się stało.. Fabuła nadal jest intrygująca, bo kontynuuje konspiracyjną tematykę oraz okazuje w ciekawy sposób pracę Prezydenta i jego ludzi. Główna różnica, moim zdaniem, polega na tym, że fabuła S1 była bardziej zwarta, postacie nie miały tylu indywidualnych wątków, przez co przez, byliśmy na nim cały czas skupieni. Był on też bardziej złożony, zatem trzeba było mu poświęcić więcej czasu, by nie dotknął go podobny problem, co antagonistów w filmach Marvela (wyglądają jak duże zagrożenie, tylko jak jest to potrzebne scenarzystom)... Albo "Stranger Things" - duże zagrożenie, które nie jest aż tak straszne, jak się spojrzy mu prosto w twarz w końcowych odcinkach. Btw. nie przeszkadza mi to w tego typu serialach, co innego gdy oglądam coś, co ma być w 100% na serio. Wkurza mnie to od dziecka, dlatego cenię sobie dzieła, w których plot-armor nie jest tak silny. Zagrożenie w S2 nadal jest realne, ale jego forma jest już jakkolwiek zarysowana - wiemy kto jest zły (no, przynajmniej częściowo), atmosfera wzajemnego braku zaufania, jest mniej odczuwalna. Pomijam tutaj niektórych przeciwników, którzy działają na rzecz tajemniczej grupy i próbują zaszkodzić Prezydentowi oraz jego ludziom, bo nie mają tak silnej mocy rażenia i jak pokazuje serial, można sobie z nimi łatwiej poradzić. No i z powodu ujawnienia ich spisku w finale 1 sezonu, muszą ciszej działać, by nie sprowokować agentów, którzy nadal czekają aż popełnią błąd i powiedzą lub zrobią coś, co pozwoli ich namierzyć.
Trzeci sezon ma x2 razy mniej odcinków... Jak dobrze, że to zrobiono. Oczywiście, pewnie straciliśmy dzięki temu kilka obiecujących wątków (to jedynie moje przypuszczenia, wynikające z tego, że Netflix skasował serial po 10 odcinkach... Choć z drugiej strony, Netflix skasował wiele seriali po 3 sezonie, jak miały zbyt duże spadki oglądalności), ale za to dostaliśmy świetne tempo. No i w kwestii pacingu S3 mogę napisać tylko tyle. Początek jest równie udany, drugi sezon zakończył się bardzo optymistycznie. Finał był tak sympatyczny, że na chwilę dałem się ponieść fantazji i uwierzyłem, że to się może udać! Tzn. że niezależny kandydat może odnieść sukces w wyborach. Niestety, ale niezależny kandydat nie działa mniej więcej z tych samych powodów, co niezależne media, które podają tylko suche informacje - ludzie często nie wiedzą, czego naprawdę chcą, często im się tak tylko wydaje. I ten problem dotyka każdego z nas, ale o różnym natężeniu. Ja np. przez lata myślałem, że pragnę tego, a potem dostałem Infopigułę (stronę autorstwa Drago, gdzie codziennie wrzuca czyste informacje, przekazując jedynie dane, bez własnego komentarza), a nie minął nawet miesiąc, jak przestałem je śledzić. Pragniemy emocji, akcji, sensacji... Jesteśmy też leniwi, leniwi do tego stopnia, że często nie chce nam się poznawać rzeczy, które nas za mało interesują lub nie wywołują żadnych emocji. Tak samo jest z kandydatem politycznym - pomijając fakt, że demokrata / republikanin ma spokój od "swoich ludzi" (pomijając pojedyncze jednostki), to ludzie instynktownie myślą, że w wyborach mamy tylko 1 lub 2 opcję, a 3 nie istnieje. Dzień szczerości, nawet ja czasem się na tym łapię, że myślę odruchowo w ten sposób. A ja jestem politologiem, który podobno całkiem nieźle ogarnia to od strony praktyki i teorii, więc... Nie do końca winię ludzi, bo jest to celowe działanie polityków, by zapewnić sobie jak najdłuższe i jak najlżejsze. Poza tym, nie chcą by do ich mafii dołączyło zbyt wielu nowych - to zaburzy system, utrudni im kradzież lub zdobywanie innych zasobów, ograniczy lenistwo, a co najgorsze - zaczną skutecznie rozwiązywać problemy, a wyborcy zobaczą, że jednak można inaczej zarządzać państwem. Oczywiście, my wyborcy dajemy na to przyzwolenie, ale to nie jest tak, że to tylko nasza wina. Oj tak, początek i późniejsze odcinki S3 świetnie pokazały, że bezpartyjny kandydat, to pomysł, który pięknie wygląda tylko na papierze, w końcu wszyscy pragniemy rozwiązania problemów... Oraz wypchania swoich kieszeni pieniędzmi lub czyniąc nasze życie dużo lżejszym i przyjemniejszym, z pomocą pieniędzy lub bez nich.
[Postacie]
Jeśli o bohaterów, to co prawda nie lubię ich tak bardzo, jak tych z wspomnianego już HoC lub "Yellowstone", uważam też, że są nieco prostszymi kreacjami (nie mylić ze "słabszymi", no chyba że stopień złożoności postaci, to dla Was wada... dla mnie już nie do końca, dawniej zwracałem większą uwagę na ten czynnik), ale musiałbym się bardzo poważnie zastanowić nad moimi zarzutami wobec nich. Jedyne, co im mogę zarzucić, to fakt, że mogły mieć bardziej rozbudowany charakter, ale z drugiej strony, nie było zbyt dużo przestrzeni na ich zniuansowanie. Pomijając to, nie mam powodów do narzekań. Czasami pewne fragmenty lub wątki mnie wkurzały, ale generalnie każdy aktor i każda aktorka, dostał przynajmniej jedną scenę, w której mógł się wykazać. No i prezentowali wyższy poziom niż część konkurencji, zarówno w kwestii scenariusza i prowadzenia aktorów.
Zacznę od Prezydenta Kirkmana, który uczy się tej funkcji wraz z nami, widzami. Na początku był spokojnym urzędnikiem niższego szczebla, przeznaczenie zdecydowało, że to on zostanie Prezydentem, a nie DS należący do opozycji. Bo był pierwszy. Wyborcy są z grubsza wszędzie tacy sami, jak w zasadzie wszyscy ludzie naszego kręgu kulturowego (uściślając - pomijając niuanse, o których zaraz napiszę - chodzi o cechy pracowników - mechaników, pracowników korporacji, policjantów. Ci z Azji, Ameryki południowej, Muzułmanie różnią się od nas bardziej. I tak, wiem, że upraszczam, ale wydaje mi się, że nie mówię nie prawdy.), ale w każdym kraju / każdej grupie, są pewne niuanse, które wprowadzają pewne subtelne zmiany. W tym przypadku chodzi o to, że Amerykanie lubią, gdy ktoś przeprasza za błędy przeszłości lub te popełnione niedawno temu, nadużycia władzy, złe zachowanie. Nie lubią za to ludzi, którzy nie wywalczyli swojego stanowiska (pokazując, że ma się dobrą ekipę oraz udowadniając tym samym swój pierwszy sukces - wygrane wybory), tylko dostali je w prezencie.
Z tego powodu Kirkman ma wyjątkowo ciężką sytuację - nie dość, że musi pełnić swoje obowiązki, których Prezydent ma mnóstwo (jego grafik jest zapchany, 24 godziny, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku - nawet podczas wizyty w toalecie, nie może zaznać komfortu ciszy, tylko musi działać), nie dość, że musi znosić czasem idiotyczną krytykę swoich rywali, to jeszcze musi zbudować oraz zorganizować swój komitet wyborczy. Mało tego, media nie dają mu spokoju, wytykają każde potknięcie, podsycają anty-Kirkmanowy klimat... czyli robią coś, co robić powinny. Nie zawsze jest to uczciwe i sprawiedliwe, ale życie takie nie jest i nigdy nie będzie, ale tak jest i należy się z tym pogodzić. Świetnie to wyjaśnił nasz felietonista, Ziemkiewicz - "Jeżeli polityk bierze udział w kampanii wyborczej i narzeka, to zachowuje jak bokser, który wychodzi do ringu i ma pretensje, że ten drugi obił mu twarz". Mimo, że czasem narzeka z tego powodu, to potrafi zacisnąć pięści i trzymać rezon, a jest to diabelsko trudne. Zwłaszcza, jak styka się po raz 1 z jakąś sytuacją, której nie doświadczył żaden jego poprzednik, więc nie wie, jak sobie z tym radzić... Cóż, obowiązuje tutaj zasada "fake it till make it". Nie zawsze się z nim zgadzam, zwłaszcza wtedy, gdy twierdzi, że polityka powinna być zawsze uczciwa i przejrzysta... Cóż, nie w demokracji, co już wytłumaczyłem. Tzn. żeby nie było, zgadzam się że tych cech powinno być w polityce jak najwięcej, ale to życzeniowe myślenie kogoś, kto jej nie zna. I każdy kandydat się o tym przekonał, it's all about money! Niemniej, czuć że w innych aspektach radzi sobie naprawdę dobrze! Potrafi być stanowczy, jego decyzje często opierają się na logice, uczciwości i stara się nie kierować własnym egoizmem. A na pewno jest autentyczny, kłamie tylko wtedy, gdy naprawdę musi, a i tak trudno mu zarzucić taki sam kaliber kłamstwa, jak to jest w przypadku wielu "naszych polityków". Bardzo dobrze dobrano aktora, nie tylko pasuje swoją prezencją, głosem, ale również ma odpowiednio duże doświadczenie, dzięki któremu widzę Prezydenta, a nie aktora, który go jedynie udaje na potrzeby show.
Jak głosi powiedzenie, "Za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa kobieta". Czasem jest ono nadużywane, czasem niesłusznie wyśmiewane, ale w pewnych sytuacjach, jest ono prawdziwe i ten przypadek jest jednym z nich. Natascha McElhone została bardzo dobrze obsadzona w tej roli, pasuje do niej równie dobrze, co Sutherland. Powody są te same - zachowuje się bardzo czule, wspiera swojego męża i jak każda pani domu, jest duszą ich rodziny. Jej twarz wyraża to samo, a dodatkowo jest ładna, elegancka i ma bardzo dobrą prezencję, czyli spełnia wszystkie warunki do bycia dobrą Pierwszą Damą. Mimo, że początkowo sprawia jej to trudność, to dość szybko przystosowuje się do swoich nowych obowiązków. Trudno mi coś więcej o niej napisać bez spoilerowania, to po prostu porządna rola Pierwszej Damy.
A skoro mowa o żonie, to pozwolę sobie na napisanie kilku zdań o jej transseksualnej siostrze. Pamiętam jak krótko po premierze 3 sezonu "Stranger Things", w internecie wybuchła afera (jedna z wielu), bo jakieś sfrustrowane, głównie prawicowe chłopczyki, oburzały się o wciskanie wątków homoseksualnych na siłę do serialu. Sam jestem wrogiem takiego działania, chyba że jest ono przemyślane i nie zostało wrzucone tylko po to, by w sztuczny sposób dodać znak LGBT, jak to bywa w niejednym, nowoczesnym serialu. Ok, chłopczyki które wyśmiałem, często kłamią, ale czasem mają rację, sam kilka razy wspominałem o tym, że oglądam z Asią całkiem niezły serial, a tu nagle, bez powodu, pojawia się dwóch chłopców, którzy po krótkiej grze wstępnej, robią sobie felatio lub jest inny wątek, który został wepchnięty totalnie na siłę (nie będąc uzasadnionym od strony scenariusza). Jednakże zarówno ST, jak i DS, nie należą do tego przypadku. W obu serialach, ten wątek pojawił się naturalnie i tak też był prowadzony. Nie mieliśmy żadnych dziwnych akcji (które wbrew prawicowej narracji, nie są aż tak częste. Wielu homoseksualistów, czy transseksualistów wygląda tak jak większość hetero - głównie dlatego że chcą mieć święty spokój, tak jak większość z nas, niezależnie od orientacji seksualnej), postacie też nie mówiły jakiś dziwnych rzeczy lub miały zaskakujące wątki (w negatywnym tego słowa znaczeniu).
No pomijając jeden z nich, aczkolwiek tu jestem w stanie zrozumieć obie strony, choć nie będę ukrywał, bardziej krytykuję lewicową perspektywę. Chodzi o toaletę, wg mnie kobiety, mężczyźni i ludzie o niebinarnej, nieokreślonej płci etc. powinni mieć swoją własną. Dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego mężczyźni mają zakaz - by nie prowokować problematycznych sytuacji, by nie narażać kobiet o filigranowej budowie ciała lub po prostu tych słabszych, na niebezpieczeństwo, by kobiety i dziewczyny mogły się czuć swobodnie w toalecie. W pełni rozumiem Sashę Booker, bo ona naprawdę wygląda i zachowuje się jak kobieta (w przeciwieństwie do np. Margot, polskiego oszusta, który robi krzywdę środowiskom transseksualnym). Niestety, ale wielu ludzi wykorzystuje naiwność / dobrą wolę innych, więc dla świętego spokoju, lepiej jest, gdy prawo jest sztywne. Poza tym, postaram się obejrzeć inne filmy i seriale z Jamie Clayton. Widać, że ma talent i umiejętności. Bardzo mi się podobało, że pokazała to środowisko od lepszej strony. Sam często je krytykuję, ale głównie przez ich głośną część, która zagarnia dyskurs dla siebie, Ta cichsza, jest bardziej empatyczna, autentycznie chcą pomóc innym i przede wszystkim wiedzą, jak to zrobić. Widać to po scenach, jak siostra Pierwszej Damy, wspiera swoją rodzinę w ciężkich sytuacjach, gdy córka potrzebuje wsparcia i zrozumienia kobiety (czego nawet najlepszy mężczyzna lub ojciec, dać nie może). We wszystkich tych scenach, doskonale czułem jej nieudawaną czułość i autentyczną empatię. Widziałem to po jej gestykulacji, spojrzeniu, słowach. Mam nadzieję, że jak tylko minie moda na tokenizację mniejszości seksualnych, to kolejna moda w kinie, nie odrzuci tego, co udało się niejako przy okazji zrobić - przedstawić godną reprezentację, dzięki której przeciwnicy tych środowisk, zrozumieją że to tacy ludzie jak my. A że różnią się w pewnych aspektach od nas? Cóż, większość często zapomina, że i ludzie heteroseksualni też mają lepsze i gorsze grupy, co można zauważyć po różnych statystykach pokazujących patologie. I wcale nie są tutaj lepsi lub gorsi od tych, co wolą swoją płeć - a jak ktoś z Was wskaże przypadki, o których mówiłem na początku tego akapitu lub we wcześniejszym, to odpowiem tak... Wiecie, że patrząc na statystyki, widać że problem dotyczy ludzi z konkretnymi cechami, co bynajmniej nie oznacza, że dotyczy to kwestii seksualnych, tylko zaburzeń na tej płaszczyźnie. A to jest duża różnica, którą różni, cyniczni ludzie, często pomijają lub udają, że nie istnieje.
W pierwszym i drugim sezonie, moim ulubionym bohaterem był pan, w którego wcielił się LaMonica Garrett. To co mi się spodobało w szefie ochrony Prezydenta, to fakt, że wypada on przekonywująco w swojej roli. Jest autentyczny, stanowczy, trudno mi cokolwiek zarzucić jego działaniom. Nie jestem co prawda ekspertem od bezpieczeństwa narodowego, jak również tematu ochrony politycznych VIP-ów (nie ważne, czy mówimy o Polsce, czy USA), więc mogę się mylić w swojej ocenie, ale pomijając 1 lub 2 "niebezpieczne sceny", które można było lepiej pokazać, to w każdej takiej sytuacji zachowywali się poprawnie. Zresztą, to nie wina aktora, tylko twórców, ale wspomniałem o tym, bo pasuje do kontekstu. Może nie jest wzorcowym przykładem na tym polu, ale wydaje mi się, że całkiem dobrze pokazuje obowiązki, jakie się wiążą z tym zadaniem. Kończąc temat tego pana, gra go jeden z moich ulubionych aktorów z "1883", którego bardzo pochwaliłem w tamtej recenzji.
Odrobinę lepiej (w przedstawieniu obowiązków, nie jako aktor, dlatego nie jest to moja ulubiona rola w tym serialu) prezentuje się rzecznik Białego Domu. Ponownie, nie jestem ekspertem w tym temacie, więc nie mogę w pełni uczciwie ocenić, czy tak wygląda naprawdę, ale wydaje mi się, że tak. Codziennie briefingi, to kolejny element charakterystyczny dla USA (albo zachodniego świata, nie pamiętam dokładnie tego materiału ze studiów politologii). Jest ono dla nich ważne do tego stopnia, że wydają oświadczenia nawet w sytuacjach, gdy nie dzieje się nic istotnego, a przynajmniej tak to wyglądało, gdy jeszcze studiowałem nieco ponad 10 lat temu. Rzecznicy często pracują na "pierwszej linii frontu", co dość często wiąże się z obrzucaniem słownymi fekaliami (bo każda okazja do krytyki oponentów, jest dobra) i gimnastyką słowną, gdy muszą wytłumaczyć kontrowersyjną decyzję białego domu, zachowując przy tym zazwyczaj spokojną twarz. Albo innymi słowy, jak to kiedyś powiedział Ziemkiewicz, gdy był rzecznikiem pierwszej partii Korwina - "To stanowisko skutecznie poprawia IQ, musiałem dużo myśleć, jak zmienić przekaz szefa i udawać, że jego wypowiedź nie była aż tak kontrowersyjna". Przez długi czas nie przepadałem za nim, mimo że miał kilka fajnych lub bardzo fajnych wątków (świetnie go wprowadzono, bardzo lubię tego typu sceny, tym bardziej ludzi reagujących jak Prezydent), bo nie lubię tego typu bohaterów w serialach, ale muszę mu przyznać - potrafił mnie przekonać do tego, że się mylę. I tu nie chodzi tylko o jego część scenariusza, bo to nie jego wina, po prostu z jakiś powodów, drażnił mnie jego charakter oraz wygląd (na te cechy też nie ma, ale wiecie o co chodzi - czasem nie lubi się kogoś bez powodu). Co nie zmienia faktu, że udało mu się przedstawić tę pracę w dobrym stylu - balansował między swoim dobrym imieniem, a renomą szefa. Pokazał też cechę, która eliminuje większość ludzi z tego typu pracy - trzeba bardzo uważać, co się mówi oraz na to, czego się nie mówi. Wielu ludzi często nie zwraca na to drugie uwagi, popełniając tym samym błąd, co często wykorzystują w tym przypadku politycy, by ukryć swoje kłamstwa lub niejawne interesy.
Bardzo polubiłem bohaterkę trzeciego sezonu, szefową kampanii wyborczej Kirkmana. Można jej nie lubić, Lorraine dała nam wiele powodów do tego, ale takie jest życie, zawsze się znajdzie ktoś, kto nas nie lubi. To nie jedyna zasada, jaką kieruje się ta Pani - "Wszystko jest towarem, zwłaszcza w trakcie kampanii wyborczej". Jest to skrajny, szkodliwy i toksyczny materializm, dlatego już aż tak się nim nie kieruje, ale warto było zaliczyć tę lekcję, bo większość ludzi się tym kieruje w sposób podświadomy. Uściślając, bym został dobrze zrozumiany - jej postawa jest skrajna, a w dodatku jest determinowana przez tę profesję, warto to sobie jednak wbić do głowy i popatrzeć, jak działają ludzie, kieruje nami egoizm, przez co wszystko z automatu staje się potencjalnym towarem. Polubiłem ją za absolutną szczerość i trzeźwość umysłu - jest bezwzględna, ale nie bez powodów, co nie znaczy, że podchodzi niesprawiedliwie do ludzi. Jak ktoś wykaże się dobrym pomysłem, daje mu nagrodę lub przynajmniej go docenia. Jeśli chodzi o trzeźwość umysłu, to potrafi bardzo dobrze odróżnić życie prywatne od pracy. I zanim nazwiecie mnie hipokrytą, to A) nie ona zaczęła atakować i B) w trakcie kampanii wyborczej nie ma miejsca na litość. Media i opozycja, zrobią wszystko dla swoich celów, by zarobić lub zyskać punkty poparcia na każdej twojej pomyłce. Tak działa biznes.
Na koniec zostawiłem agentkę Hannah Wells. Nie będę ukrywał, najbardziej mi się podobał jej wątek w 1 sezonie (późniejsze też są ciekawe, ale wydaje mi się, że twórcy najdłużej pracowali nad 1 sezonem jako całość) i to jak m.in. jej oczami, poznawaliśmy kolejne puzzle układanki. Niektórzy mogą narzekać, że to jest kolejny przykład politycznej poprawności i udawania, że kobiety są równe mężczyznom w tych aspektach. A ja Wam powiem - nic z tych rzeczy. Tzn. jasne, zgadzam się, że aktorka mogłaby być trochę większa, tak jak np. Gal Gadot, ale możemy udawać że ma trochę większą masę, bo cała reszta nieźle to tłumaczy. Dziewczyna pochodzi z azjatyckiej rodziny, miała też własne problemy, a jeżeli takie problemy spotkają odpowiednio twardych ludzi, którzy będą w stanie przekuć to na trampolinę, to potrafią dzięki niej, skoczyć bardzo wysoko. Jest też wyjątkowo zawzięta, co w połączeniu z lepszą wytrzymałością psychiczną od mężczyzn, daje dobre efekty. Tym bardziej, że potrafi dostać mocno w głowę, a zaraz potem wstać i oddać z nawiązką. Poznałem kilka takich dziewczyn, widziałem też 2 razy na własne oczy taką sytuację. Aktorka zagrała to bardzo przekonywująco, czułem też znajome "wibracje" od Panny Wells. Trochę szkoda, że w późniejszych sezonach za mało rozwinęli jej rolę i trudno mi ją za cokolwiek pochwalić. Nie z jej winy, jej wątki śledziło mi się najprzyjemniej zaraz za działalnością Kirkmana. Po prostu ma ograniczającą ją rolę (no bo co ma zrobić tajna agentka, która lubi te emocje i ryzyko? Przebranżowić się?) i IMO trudno było jej wymyślić równie angażujący wątek. No ale przynajmniej się starali. A tak na koniec sekcji dotyczącej aktorów i aktorek, jeżeli po 3 części "Guardians of the Galaxy" chcecie zobaczyć więcej scen z High Evolutionary, to ten aktor dostał swój wątek w 3 sezonie.
[Podsumowanie]
Napisałem ten tekst kilka miesięcy temu i już nie pamiętam w większości tego serialu. Poza ogólną fabułą, wydarzeniami, które zapadły mi w pamięci, dobrze wykreowanymi bohaterami i konsekwencją, z jaką został zrealizowany. Osobiście uważam, że HoC jest lepsze w każdym aspekcie - scenariusz jest bardziej zwarty, jest mniej wątków, które w sumie lepiej byłoby wyciąć, bo poprawiłyby pacing, ale to nie znaczy, że DS jest dużo gorsze. To solidna produkcja, która pokazuje Amerykańską politykę od nieco innej strony. Bardzo polecam, zwłaszcza pierwszy sezon.