Coś się spieprzyło z hive i nie mogę dodać ręcznie wszystkich screenów, więc wrzucam je poprzez imgura.
No i w końcu nadszedł ten moment, w którym recenzuję zarówno ze smutkiem, jak i radością, finałowy sezon "Initial D". Nie jest to jednak moje ostatnie słowo w tym temacie i za jakiś czas opublikuję tekst, którym rozpocznę nową, stałą serię moich publikacji. To jednak za parę tygodni, teraz przedstawię Wam moje spoilerowe wrażenia. Uznałem, że skoro to ostatni sezon, to nie będę się ograniczał i będę mówił o wszystkim.
Od filmu "Battle of Gods"... A nie wróć, nie to anime, od walki z God Arm i Good Foot minęło kilka dni. Ryosuke wraz z mechanikami, rozpoczęli przygotowania do wyjazdu do kolejnej prefektury, który ma być zarówno ukoronowaniem, jak i najtrudniejszym etapem Projektu D. Z tego powodu, dwójka kierowców dostała trochę wolnego czasu dla siebie - Takumi poznał nową panienkę, odwiedził kolegów, zaś Keisuke... Cholera wie. Mimo, że on i Takumi są przy każdej okazji przedstawiani jako równie ważni, to młodszy Takahashi nawet w finałowym wyścigu ma dla siebie mniej czasu od Takumiego. Do tego jednak wrócę później. Chłopaki sobie odpoczywają, a ich nieobecność została wykorzystana przez dwójkę przegrywów, którzy chcą podrywać dziewczyny poprzez udawanie zespołu D. Na swoje nieszczęście szybko wpadli, a następnie zostali upokorzeni przez chłopaków, cudem unikając dostania w ryj od Keisuke. Podobał mi się jego tekst, który wypowiedział do jednego z oszustów - "powinienem ci połamać parę kości i skopać mordę, bo jesteś tak brzydki, że robisz mi złą renomę, ale szkoda mi czasu". Okazało się, że oszust podszywający się pod Takumiego skrzywdził jedną z dziewczyn, przez co jej koleżanka przyszła na stację benzynową, by się zemścić. Mika Uehara nie wiedziała jednak, jak wyglądał fałszywy Takumi, więc niechcący uderzyła tego prawdziwego. Gdy wszystko stało się jasne, to dziewczyna wróciła przeprosić rajdowca, a między nimi zaiskrzyło. Początkowo nie polubiłem Miki, ale z czasem zdobyła moją sympatię i chętnie zobaczyłbym ją i Fujiwarę w poważniejszej relacji.
https://imageupload.io/i/SU0jp4UL2S
Jeśli chodzi o resztę, to zacznę od końca. Początkowo byłem trochę rozczarowany, że finałowym przeciwnikiem Takumiego będzie ktoś jak on, w dodatku prowadzący niemalże ten sam model samochodu. Szybko jednak zmieniłem zdanie, bo mimo wielu podobieństw, to Takumi i Shinji Inui dostatecznie mocno się od siebie różnią. Są wybitnie utalentowani, mają to w swoich genach (ojcem Shinjiego jest rajdowiec), znają swoją główną trasę, jak własną kieszeń, obaj są również wycofanymi, cichymi postaciami, można też powiedzieć że zachowują się tak, jakby byli odrobinę autystyczni. Jeśli chodzi o różnice, to Shinji jest bardziej otwarty na dziewczyny (+ gustuje w starszych od siebie panienkach), jest wychowywany przez mamę i jest młodszy. Z tego powodu ma mniejsze doświadczenie oraz co najważniejsze, nigdy nie przegrał żadnego pojedynku, przez co Takumi zwyciężył. Pomijając fakt, że ułatwił Takumiemu pojedynek, to uczucie stresu, a co za tym idzie narastająca trema, sprawiły że stracił pewność siebie i zaczął odczuwać narastający strach. Być może nie doszłoby do tego, gdyby nie to, że oddał pole Fujiwarze - wszakże Takumi maksymalnie obciążał swoje Truneo podczas wyścigu, co zaowocowało awarią silnika na ostatnim odcinku trasy. Podobnie sprawa wygląda, jeśli chodzi o podobieństwo obu zespołów. Mają świetne zaplecze techniczne, know-how, lidera który dba o najdrobniejsze detale, jak również posiadają wywiad (śledzą siebie nawzajem, przygotowują indywidualnie do każdej walki etc.) W tym przypadku podobieństwa nie są zaskakujące, bo tak to wygląda w każdej dziedzinie sportu od odpowiednio wysokiego pułapu. Różnice między poszczególnymi zespołami lub zawodnikami zacierają się, bo siłą rzeczy muszą oni przejawiać przynajmniej zbliżone cechy.
https://imageupload.io/i/SU0jp4UL2S
Co do reszty, podobały mi się wszystkie wyścigi, ale muszę powtórzyć jedno zdanie z recenzji 4 sezonu - niemal wszystkie zmieszały mi się w jedność i trudno mi coś więcej o nich powiedzieć. Jasne, pamiętam niektóre sceny jak wyścigi w czasie gęstej mgły, ale są to wyłącznie krótkie fragmenty. Wynika to z kilku powodów - pierwszy już wymieniłem pod koniec poprzedniego akapitu, drugi to brak oryginalności wśród zawodników (co też niejako wynika z punktu 1 - jeśli zajdziemy wysoko w jakimś sporcie, to im wyżej będziemy, tym mocniej zawodnicy będą do siebie podobni), no i praktycznie nie mamy przerw między wyścigami. Nie mamy tutaj szalonego tempa, jak w 4 sezonie i mamy chwile wytchnienia między poszczególnymi wydarzeniami, ale nadal może to przeszkadzać. Niektórzy ludzie narzekali, że bohaterowie nie pilnują wjazdu na drogę (by zwykli ludzie nie przeszkadzali rajdowcom). ale to nie prawda. Nie wiem, jak to wygląda w komiksie, ale twórcy anime postanowili je po prostu ograniczyć do niezbędnego minimum i jeśli akurat zaglądniemy do telefonu komórkowego, by odpisać komuś na smsa, to możemy ominąć krótką sekwencję, gdy bohaterowi to tłumaczą lub pokazują. Tak samo zrobiono z innymi elementami, które lepiej poznaliśmy w poprzednich sezonach, a w tym jedynie przeszkadzałyby i odbierały czas antenowy bohaterom i fabule. Czy to dobrze? Jak najbardziej. Po co pokazywać coś, co już znamy, a jedynie zabiera czas?
https://imageupload.io/i/kDIqxBqp4P
https://imageupload.io/i/xJu7mYQiVl
Wracając do urwanego wątku, wyjątkiem jest jednak deathmatch między Ryosuke, a Rin Hojo, który zapamiętałem bardzo dobrze. Nie dało się tego NIE zapamiętać. Pamiętacie jak podniecałem się walką Keisuke w finale S4 lub finałem S3? No, to oba wyścigi to małe gówienko przy tym, co się dzieje pod koniec S5. Mamy 2 odcinki, które są poświęcone przede wszystkim Ryosuke i jego dramatycznej przeszłości. Shūichi Shigeno nie jest co prawda tak dobry w kreowaniu postaci i wymyślaniu relacji z innymi, jak Tsukasa Hōjō (autor "City Hunter") lub Togashi (autor "Hunter x Hunter"), ale zaimponowało mi to, co pokazał przy Ryosuke i Kaori. Ich krótki związek został bardzo dobrze napisany oraz zawierał mocną dawkę emocji. Cieszyłem się, gdy widziałem ich zadowolonych i bardzo zasmuciło mnie to, jak się skończyła ich znajomość. Nie wiem, jak często się to zdarzało w Japonii, ale w ich kulturze normalne jest to, że dzieci są absolutnie podległe woli rodziców. Jeśli ci coś postanowili, to dziecko nie miało prawa odmówić. Tzn. technicznie rzecz biorąc, miało taką możliwość, ale nie rzadko kończyło się to jego lub jej samobójstwem. W kulturze Japonii oznacza to sprzeciw przeciwko decyzji i dotyczy nie tylko dzieci, ale również np. samurajów lub urzędników, którzy uważają inaczej od swojego przełożonego. W ich mentalności oznacza to, że jeśli popełnili taki czyn, to bardzo się temu sprzeciwiali. Wracając do ID, obaj kierowcy nie byli w stanie znaleźć wewnętrznego spokoju po śmierci Kaori i kwestią czasu było ich ponowne spotkanie na szosie.U obu to wyglądało inaczej - Ryosuke nie był w stanie wrócić do normalnego trybu życia, bo ciągle żył tą sprawą, zaś Rin Hojo obwiniał siebie (jak najbardziej słusznie, zachował się jak totalny kutas) i Takahashiego o śmierć dziewczyny. Też nie mógł wrócić do normalnego życia, aczkolwiek Rin odczuwał gigantyczną chęć autodestrukcji. Nie zależało mu na życiu i często jeździł po drogach, agresywnie atakując pozostałych kierowców. Podczas wyścigu z Ryosuke postawił wszystko na jedną kartę i robił wszystko, by zamordować swojego dawnego kolegę. Na szczęście wszystko skończyło się na porysowanych karoseriach i kilku usterkach.
https://imageupload.io/i/BiUrsOGKIO
Wspomniałem na początku recenzji, że Keisuke znowu został potraktowany jako drugorzędna postać i będąc szczerym, to trochę przesadziłem. Pomijając jego ostatni wyścig, to jego rola została nieco rozbudowana. Ma więcej linii dialogowych oraz dostał specjalny trening od swojego brata. Polegał on na tym, by skrupulatnie zapisywać dane ze swoich treningowych tras, a następnie je analizować, by zminimalizować popełniane przez siebie błędy oraz zmaksymalizować to, co wychodzi mu dobrze. Nie wiem, jak to wygląda przy innych dziedzinach sportu, ale podobne rzeczy wykonują gracze e-sportowi. Swego czasu sam (jakoś 17, 18 lat temu, jak ten czas szybko leci) tak robiłem grając w "WarCraft 3". Jeśli ktoś z Was jest profesjonalnym graczem, sportowcem lub ma aspiracje, by takim być, to polecam wprowadzić ten element do swoich codziennych treningów. Szybko zauważycie różnice, o ile podejdziecie do tego konsekwentnie. Może też znajdziecie jakiś sposób, by szybciej zmniejszyć dystans między Wami, a rywalem. Wracając do Keisuke, gdyby jego finałowy wyścig został rozbudowany i miał przynajmniej jeden odcinek więcej, to nie miałbym absolutnie żadnych powodów do narzekań. Niestety, Takumi dostał dla siebie aż 4 epizody, a blondyn nie całe 2.
https://imageupload.io/i/xdXU0uFQ4Y
https://imageupload.io/i/PqLK19s0sB
Jeśli chodzi o muzykę, to finałowy sezon jest równie wybitny, co 1 i 2. Przed napisaniem tej recenzji, słuchałem soundtracków do 1, 2 i 5 sezonu, by wybrać najlepszą ścieżkę dźwiękową i... Nie jestem w stanie tego zrobić. To jest tak, jakbym miał wybrać mojego ulubionego Gogetę z "Dragon Ball" (mam tu na myśli Ssj 4 i Ssj Blue). Każdy z nich ma równie dużo atutów, jak i niewiele słabości. S1 i S2 mają więcej piosenek z gatunku Eurobeat, które lubię, ale te które usłyszymy w finałowym sezonie oceniam jako minimalnie lepsze. Mówię tu o Adrenaline, Limousine, Runaway, Crazy On Emotion, Gas Gas Gas i I won't fall apart. Dzięki niemu odkryłem też zespół Jared, który bardzo polubiłem. Wadą jest to, że piosenki się nie powtarzają (w sensie, każdą z nich słyszymy jeden raz mimo, że aż się prosiło, by dać Gas Gas Gas do wyścigu, w którym Keisuke jeździ podczas gęstej mgły) i nie zawsze słyszymy Eurobeat podczas wyścigów. Czasami dostajemy jakieś autorskie utwory, które co prawda nie brzmią źle, ale nie są to piosenki, które bardzo mocno przyczyniły się do popularności tego anime. Nie są to jednak wady, przez które oceniłbym ten soundtrack jako gorszy. Generalnie rzecz biorąc, pomijając film kinowy adaptujący 3 sezon mangi, to ID ma doskonałe soundtracki. Ponad 90% anime, które widziałem, może co najwyżej paść przed nim na kolana i zrobić mu to, co jest nieodłącznym elementem wielu filmów dla dorosłych. Jeśli chodzi o grafikę, to "Initial D" przeszło cudowną drogę od brzydkiego i taniego anime do bardzo porządnej serii. W pierwszym odcinku co prawda było kilka momentów, gdy postacie wyglądały słabo, jak kilkadziesiąt lat temu, ale z perspektywy całego sezonu, to niewiele to znaczy. Nawet jeśli później zdarzyły się podobne momenty, to giną one w oceanie świetnych ujęć z wyścigów i solidne wykonanych kadrów spoza nich. Modele samochodów i wyścigi to istny majstersztyk, w wielu momentach mogę je zapauzować, zrobić screena i otrzymać prześliczny kadr.
https://imageupload.io/i/hZiu0INdWx
Reasumując, jest to jedna z najlepszych serii anime, jakie widziałem w swoim 32-letnim życiu. Co prawda historia sama w sobie nie jest tak wybitna, jak np. "Fullmetal Alchemist: Brotherhood", "Space Brothers" i kilka innych tytułów, ale jest to konsekwentnie napisana i stworzona opowieść typu "od zera do Mistrza". Nie dostrzegam w niej dziur, wyraźnie słabszych elementów, zbędnych etapów. Generalnie rzecz biorąc, jest to po prostu dobra, rzemieślnicza robota. Mogę wręcz powiedzieć, że jest to wzór, jak powinno się pisać tego typu komiksy. Dziękuję Quantumowi, który jako pierwszy przedstawił mi ten tytuł, gdy byłem nastolatkiem oraz Karolowi, który mi o nim przypomniał rok temu. Będę cyklicznie wracał do tej historii co parę lat, jak w przypadku "Hunter x Hunter" i "Dragon Balla". Finałowy sezon (tj. 5 i te 4, dodatkowe odcinki) oceniam na 9/10. Całokształtowi mogę dać również 9/10. Gdybym musiał się zmusić do rzetelnego spojrzenia na to anime, to dałbym mu 8/10 ze względu na gorszą grafikę S1-3, ale IMO to niepotrzebne czepianie się. Początek jest brzydki, fakt, ale od strony scenariusza, zestarzał się naprawdę dobrze i ogląda się go przyjemnie nawet dziś. Świetny finał świetnej serii.