Pierwszy raz zetknąłem się z "Wiedźminem" mając około 10-12 lat. Nie przypominam sobie, bym przed emisją polskiego filmu miał jakąś styczność z Andrzejem Sapkowskim i jego życiowym sukcesem. W mojej rodzinie nikt nie czytał tej książki, znajomi raczej też nie, a nawet jeśli, to byli to wyłącznie nerdzi jak ja lub ludzie, którzy też czytali książki (a że już wtedy był rozpoznawalnym tytułem, nie tylko w Polsce, to cieszył się nieco większą popularnością od innych). Film mnie nie przekonał - miał potencjał na dobre show (niemały budżet, nieźli aktorzy), ale jak to bywa w Polsce (a wtedy bywało znacznie częściej) - część pieniędzy rozkradziono + nie było jednolitego pomysłu, przez co dostaliśmy nudne, śmieszne, generalnie mało atrakcyjną produkcję. Gry ominęły mnie aż do 3 części gry (poza cinematicami, które oglądałem ze względu na Tomasza Bagińskiego i jego studio Platige Image). Dziś próbuję je sobie odświeżyć, ale chyba ograniczę się do drugiej części - pierwsza niestety kiepsko się zestarzała i słowa mojego kumpla Mariusza okazały się prawdą. Mówił mi, że nie dam rady, bo gra jest zbyt archaiczna, jeśli nie grało się w nią w czasie premiery, o czym się przekonaliście, jeśli czytaliście niedawno opublikowany tekst. Mówiłem, że mam zamiar ją przejść, ale chyba jednak nie dam rady - nie mam ochoty zmarnować kolejnego popołudnia na męczenie się sterowaniem, archaicznym sposobem walki etc. Gra ma świetny soundtrack i doskonały klimat, ale to za mało by mnie przekonać.
Co innego w przypadku "Wild Hunt". Nie była to co prawda miłość od pierwszego wejrzenia, ale po 2 godzinach polubiłem ją, zaś po kilkunastu godzinach bardzo, a z czasem pokochałem. Wiem, to zbyt mocne słowa (i przyznaję, wykazuje się lekką hipokryzją, bo sam nie lubię tak mówić o rzeczach lub tytułach), ale nie umiem znaleźć innego słowa, które by pasowało do uczuć, jakimi darzę ten tytuł. Jeśli chodzi o gry, to jest to: "Doom 1&2", "WarCraft 2&3" lub "Command and Conquer 1995". Dzięki tej grze przeczytałem książki, które są naprawdę dobre i nie rozumiem krytyki wielu ludzi - mam tu na myśli głównie blogerów których śledzę lub starszych kolegów. Jasne, są lepsze i dużo lepsze pozycje, nie neguję tego, ale saga i opowiadania Andrzeja Sapkowskiego nie są aż tak słabe w porównaniu do nich, by tak bardzo obniżać ich wartość. Oczywiście, gdyby nie sukces gier (czy raczej 3 części, bo 1 i 2 były jedynie umiarkowanym sukcesem, jednakże gdyby nie popularność w naszej części świata, gdzie sprzedały się, to twórcy nie stworzyliby 3), to nic by z tego nie było. Książki były znane na podobnym obszarze, co gry - mówię o mojej części Europy, co nijak się ma do pozostałych rynków. Sapkowski miał gigantycznego farta, że jego projekt urósł do dużej, międzynarodowej franczyzy. Na świecie mamy mnóstwo dobrych artystów, którzy również zasłużyli na swoją szansę i na pewno są to wartościowe historie, które warto poznać. Problem jest jednak taki, że tych dobrych autorów jest bardzo wielu. Mnóstwo, kurewsko mnóstwo. Tyle ile jest mrówek w dużym mrowisku - mogę się założyć, że gdybym zebrał do jednego worka karteczki z tytułami książek, opowiadań, wizji na dobry serial, grę, anime lub komiks, które uznałbym ze swoimi znajomymi za "co najmniej dobre" (i nie mówię tu tylko o tych, którzy mają podobny gust do mojego), to byłoby ich tyle, że musiałby być to gigantyczny worek. Sapkowski wygrał w tej loterii i Fortuna wyciągnęła karteczkę z jego "Wiedźminem".
Fakt, jego twórczość wyróżnia się kilkoma aspektami, ale to było za mało by zdobyć uznanie całego świata, jak to zrobił Tolkien lub George R. R. Martin. Gdyby nie gra, to dziś co najwyżej zachwycał bym się książkami. O grze napiszę jednak w kolejnym akapicie. Mimo, że porównałem książkę Sapkowskiego do mangi Toriyamy, to bliżej jej do innego komiksu - "Hunter x Hunter" autorstwa Yoshihiro Togashiego. Wybaczcie ten clickbait, ale to Goku jest znany w każdym miejscu na świecie, a nie Gon. Nie przesadzam mówiąc te słowa. Tzn. dobra, zapewne są jakieś miejsca, gdzie nikt nie zna DBZ, ale jestem gotów położyć rękę pod katowski topór, że to zdecydowana mniejszość. Kreskówka była emitowana w 80 krajach (zapewne czasami nielegalnie - na początku lat '90 w Polsce część programów była emitowana bez zakupionej licencji, takie były czasy), komiks był sprzedawany w 40. Zakładam, że w pozostałych krajach (a przynajmniej części z nich) też można było to obejrzeć na nielegalnym rynku. Wszakże w Polsce swego czasu było mnóstwo pirackich kaset VHS z lektorem, nie wspominając o grupach wydających swoje tłumaczenia do rozdziałów komiksów (z Polski, USA, Hiszpanii, Francji, Włoch - na takie najczęściej trafiałem przez większość czasów w sieci)
HxH bardziej pasuje do tego porównania z uwagi na to, że oba tytuły mają podobne cechy. Np. bardziej ludzkie postacie - takie, które nie są Supermenami, mającymi słabości, generalnie jak to w życiu nie są ani białe ani czarne, tylko szare. Często kierują się rachunkiem zysków i strat, cynizmem, krótkowzrocznością, emocjami lub bazowymi odruchami. Nie ma tutaj idealnych postaci, każda nosi jakieś blizny - widoczne lub nie, zamaskowane lub widoczne). Tak samo jest z klimatem historii i jej fabułą - nie jest on ani przesadnie pozytywny ani zbyt mroczny. Albo systemem mocy, który nie opiera się wyłącznie na ilości posiadanej mocy, a na wykorzystaniu swoich atutów (czarodzieje nie są over-power i mogą ich pokonać zwykli ludzie o ile przeszli specjalny trening, albo Wiedźmini którzy mogą pokonać silne potwory lub istoty, o krasnoludach lub oddziałach Elfów nie wspominając). Poza tym, wracając do clickbaitu - gdybym nazwał ten tekst "Witcher - polski HxH", to mniej osób by skojarzyło o co chodzi, a pisząc o DBZ, to więcej osób zrozumie nawiązanie do tej analogii. Wszakże również ludzie z pokolenia naszych rodziców oglądali DBZ lub przynajmniej obserwowali swoje dzieci, które później bawiły się na podwórku odtwarzając rzeczy, które widzieli w telewizji. Chyba żadne anime nie może się równać z DBZ na tym polu, może "Pokemony", ale to też głównie dzięki grom. Co prawda "Wiedźminowi" daleko do rozpoznawalności komiksu Toriyamy, ale wydaje mi się, że Netflix i CDPRed mogą to zmienić. Pierwszy sezon serialu (jakkolwiek byście go nie oceniali), był gigantycznym sukcesem. Chyba każdy z nas pamięta memy z nim związane, chociażby słynną balladę barda Jaskra, która doczekała się tysięcy przeróbek. Jeżeli Netflix zekranizuje całą serię i nie spierdoli tego, to popularność albo będzie rosła, albo utrzyma się na równie wysokim poziomie. Edit: pisałem ten tekst przed premierą 2 sezonu, teraz już wiemy, że spierdolili zadanie. Trzeci sezon będzie ostatnim sprawdzianem dla wielu widzów - jeżeli poziom się nie poprawi, to obstawiam że większość fanów gier i książek odejdzie. Jeśli chodzi o CDProject, to wystarczy że 4 część "Wiedźmina" powtórzy sukces poprzednika. Nawet nie muszą się z nią śpieszyć, bo 3 część nadal się dobrze sprzedaje. Wystarczy że oba media dobrze wykorzystają to, co Sapkowski napisał, a twórcy "Wild Hunt" dopisali - wielokulturowość (w tym słowiańskość - wbrew temu, co bredzą niektórzy mówiąc, że Sapkowski nie poruszał elementów naszej kultury lub społeczeństwa. On je przedstawił, ale bardziej skupił się na kulturze Angielskiej, czy Niemieckiej. Względnie aspektach, które zostaną bardziej docenione przez nich niż Polaków.), zdroworozsądkowy centryzm na wielu płaszczyznach i w wielu aspektach, połączeniu baśni i komentarzy do współczesnego życia, dobrym przedstawieniu religii i spraw duchowych, pokazywaniu że każdy medal ma dwie trony wszystko ma i wady i zalety. Albo krytykę rasizmu, ksenofobii etc. ale w dobry sposób, a nie tak jak to robi wielu przedstawicieli progresywnej lewicy.
To prawda, twórcy gry zrobili doskonałą adaptację książki. W niektórych aspektach wręcz ją ulepszyli, ale nie zapominajmy o tym, że Sapkowski wiele z tych rzeczy poruszył w swojej twórczości, ale niespecjalnie je rozwinął - np. przedstawienie nam tego świata, rozbudowaną historię wampirów, elfów innych ras, czy Regisa, który ma power level jak Raditz z początku DBZ i gdyby chciał, to by rozpierdolił łeb Geralta o ścianę jak jajko. Tak, pod względem statystyk, to bardziej Goku z końca DB, ale ma do tego jeszcze inne umiejętności, które podnoszą jego wartość bojową. Książki nie pokazały nam jego potęgi, można wręcz odnieść wrażenie że go osłabiły (chodzi o to, że m.in. Geralt opisywał go jako super-potężną istotę, co nie zostało w 100% wykorzystane podczas jego walki 1vs1 z Vilgefortzem). Albo rozbudowanie elementów słowiańskich. Autor po prostu nie miał potrzeby tego rozwijać na potrzeby książek. Niemniej, sukces tego tytułu to zarówno zasługa stwórcy Geralta, jak i programistów. Bo z całym szacunkiem, ale nie sądzę by studio CDProject Red było w stanie wymyślić tylu rzeczy, gdyby to był wyłącznie ich autorski projekt. Od premiery 3 części minęło już ponad 6 lat, a mimo to nadal gra się w nią świetnie, co potwierdzają gracze na całym świecie. Tematyka gier to nie moja branża, więc nie będę przytaczał statystyk, których i tak nie będę mógł poprawnie zinterpretować. Widzę za to na różnych kanałach na YT, że gracze nadal wędrują po świecie Sapkowskiego (mam tu na myśli Steam, GOG, Epic Game Store, Playstation etc.).
Reasumując, czuję dumę widząc mnóstwo memów z gier, serialu Netflixa i nie tylko w różnych miejscach w sieci i wiem, że to jest "nasz Dragon Ball". Te wszystkie memy, opinie ludzi z zupełnie odległych miejsc na świecie, którzy czasami wspominali o Polsce, pochwały względem polskiego etosu pracy (tyle contentu gamingowego za tak niewielką cenę) i wiele innych. Przeczytam je jeszcze raz, gdy większość zainteresowanych obejrzy drugi sezon serialu Netflixa (edit: oh my, jak się pomyliłem), a potem zagra w ulepszoną wersję gry na PS5. W końcu Polacy mają swój światowy fenomen - ugruntowany, pewny, który mimo tylu lat na karku, nadal cieszy się popularnością. A najlepsze lata dopiero przed nim. Szkoda tylko, że syn Sapkowskiego nie doczekał tych czasów, bo to w dużej mierze dzięki niemu dostaliśmy ten tytuł. Pan Andrzej napisał swoje pierwsze opowiadanie dla niego - dla jego radości i pieniędzy, by go utrzymać. Wiem, że w tym tekście pominąłem wiele rzeczy, a niektóre zaledwie delikatnie liznąłem, ale już i tak jest zbyt długi. Niemniej, jako że jestem fanboyem tej franczyzy, to na pewno napiszę o niej jeszcze co najmniej kilka tekstów.