Tata wyszperał rodzinną księgę rodowodową swojego dziadka (czyli mojego pradziadka). Pradziadek brał udział w Powstaniach Śląskich.
Na zdjęciu widnieje urzędowe potwierdzenie zawarcia ślubu pradziadka z prababką. Na pierwszy rzut oka - stary dokument, wartość sentymentalna dla rodziny. Warto jednak przyjrzeć się dokładnie datom oraz miejscom. I trzeba znać historię Górnego Śląska po I Wojnie Światowej.
Pradziadek, Paweł, urodził się w 1897 w Bobrku (dzisiaj dzielnica Bytomia), powiat bytomski. Jego rodzice, Maciej i Wiktoria, mieszkają w Rudzie (dzisiaj dzielnica Rudy Śląskiej). Prababcia, Berta Anna, urodziła się w w 1899 w Miechowicach, powiat bytomski (dzisiaj dzielnica Bytomia). Jej rodzice są odpowiednio z Miechowic i Szombierek (również dzielnica współczesnego Bytomia).
Pradziadek i prababcia biorą ślub 21 stycznia 1922r w Szombierkach. Pod tą datą jest druga data - 8 kwietnia 1926 i tekst "zgodność poświadczam" oraz pieczątka Urzędu Stanu Cywilnego w Królewskiej Hucie (dzisiaj Chorzów).
Co w tym ciekawego?
W wyniku Powstań Śląskich (1919-1921), plebiscytu (wiosna 1921), międzynarodowej konferencji (jesień 1921) oraz umowy polsko-niemieckiej (maj 1922), Bytom był niemiecki a Królewska Huta polska. Dzisiaj między Bytomiem a Chorzowem kursuje tramwaj. Na dawnej granicy stoi Obi. I tylko odrestaurowany bunkier przypomina o skomplikowanej historii.
Pradziadek Paweł, powstaniec śląski, mieszkający w niemieckim Bytomiu, być może nie czuł się dobrze w młodym państwie niemieckim (tzw. Republika Weimarska), z rosnącym nacjonalizmem. Może był szykanowany. A może zaważyły przyczyny ekonomiczne (w Niemczech w pierwszej połowie lat 20-tych szalał kryzys gospodarczy i hiperinflacja). W każdym razie w roku 1925 albo 1926 podejmuje decyzję o przeprowadzce do Polski. Może pod wpływem ojca - prapradziadek Maciej mieszka w Rudzie, czyli w Polsce. Nazwisko i imiona w tej gałęzi rodziny są rdzennie polskie. Pradziadek zabiera żonę i dwójkę dzieci, przenoszą się do Polski. Z bytomskich Szombierek do dzielnicy Królewskiej Huty, gdzie zamieszkują, w linii prostej są... 4km. Ale to przeprowadzka przez granicę. Z Niemiec do Polski.
Co ciekawe, rodzina prababki Berty, jest z Bytomia. Nazwisko - "Kapica", brzmi polsko. Na dokumencie widać, że ich miejsce zamieszkania zamazano i przybito pieczątkę "w Królewskiej Hucie". Czyli prababka uznała, że do Polski należy też zabrać rodziców.
Ciekawe jak wyglądała rodzinna debata. Jakie padały argumenty za i przeciw?
Mieszkając w Bytomiu, pradziadkowie za sąsiadów mieli głównie Ślązaków mówiących po polsku (np. Klub Sportowy Szombierki był polskim klubem w niemieckim Bytomiu). W Królewskiej Hucie, osiedlają się w osiedlu robotniczym, gdzie sporo sąsiadów to niemiecko-języczni Ślązacy (klub sportowy znany później jako AKS Chorzów, jeszcze w 1923r nazywał się... Verein für Rasenspiele Königshütte).
Moi pradziadkowie mieli 7 dzieci. Pierwszych 2 synów, urodzonych jeszcze w Bytomiu, nazywają Alfred i Alojzy (imiona raczej niemieckie, aczkolwiek ich drugie imiona są tradycyjne polskie). Dzieci urodzone w Królewskiej Hucie, dostają na imię Kazimierz, Stanisław itp. Duży kontrast. I chyba imiona dzieci podkreślają decyzję o przeprowadzce do Polski.
Mój dziadek, już po II Wojnie Światowej, weźmie za żonę Gertrudę, wychowaną w domu, gdzie mówiło się po niemiecku. Babcia do swoich dzieci i wnuków mówiła oczywiście po polsku (raczej godała po Ślůnsku!), ale do końca życia potrafiła czytać i pisać po niemiecku bez pomocy słownika.
Skomplikowane losy Ślązaków. I mała historia rodzinna na tle Historii przez duże H.
PS. Polecam odwiedziny w Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach. To niezwykłe muzeum zabierze was w podróż w czasie. Pokaże wam jak skomplikowane było życie na Górnym Śląsku 100 lat temu. I jak zwykłe decyzje, typu ślub czy przeprowadzka, były podejmowane na tle Historii oraz jak Historia wpływała na życie zwykłych ludzi, takich jak mój pradziadek.