Od ponad 30 lat jestem w taki czy inny sposób związany z wojskiem. Choć mundur odwiesiłem do szafy niemal 13 lat temu, sentyment pozostał, a losy polskiej armii wciąż żywo mnie interesują. Sięgnąłem po najnowszą książkę Edyty Żemły, by zrozumieć, dlaczego jej zdaniem mamy dziś „Wojsko z tektury”.
Kobieta, która mówi wojsku prawdę w oczy
Autorka to doświadczona dziennikarka Onetu, od lat specjalizująca się w tematyce obronności. Jako była korespondentka wojenna w Afganistanie i redaktor naczelna portalu polska-zbrojna.pl, ma solidne fundamenty merytoryczne. Jej wcześniejsze książki, jak reportaż „Zdradzeni” czy wywiad-rzeka z gen. Skrzypczakiem, odbiły się szerokim echem. W poprzedniej publikacji, „Armia w ruinie”, nakreśliła krytyczny obraz wojska po ośmiu latach rządów ministrów Macierewicza i Błaszczaka, zarzucając im przedkładanie interesu partyjnego nad bezpieczeństwo państwa.
O czym jest „Wojsko z tektury”?
Książka to kolejny wstrząsający zbiór relacji generałów, oficerów i podoficerów. Autorka stawia trudne pytania, na które jej rozmówcy odpowiadają bez eufemizmów i politycznej kurtuazji. Obraz, który się z nich wyłania, nie napawa optymizmem.
Jeden z oficerów wojsk lądowych w stopniu generała mówi wprost: z czterech dywizji jedna jest „uwiązana” na granicy, a z pozostałych trzech udałoby się wystawić zaledwie 30 tysięcy żołnierzy realnie zdolnych do walki. To uderzający kontrast wobec oficjalnych komunikatów MON o armii liczącej 200 tysięcy ludzi.
Gdzie jest reszta? W sztabach, centrach rekrutacji, logistyce i orkiestrach. Według rozmówców Żemły zbudowaliśmy armię sztabowców i urzędników, w której „fuchy” w departamentach są cenniejsze niż służba liniowa. Autorka punktuje też ignorowanie lekcji z wojny na Ukrainie – podczas gdy tam dominuje „wojna dronów”, my wciąż koncentrujemy się głównie na ciężkim sprzęcie, traktując robotyzację pola walki jako pieśń przyszłości.
Moje wrażenia – Nihil novi sub sole
Mimo mocnych haseł, jestem tą publikacją rozczarowany. Stawiając sprawę po wojskowemu: nihil novi. Autorka korzysta z tej samej formuły co poprzednio – zbiera zanonimizowane wypowiedzi z różnych szczebli hierarchii i dopasowuje je do postawionych tez. Choć anonimowość ma uwiarygadniać rozmówców, odnosi się wrażenie powtarzania tych samych frazesów.
Najbardziej uderza mnie jednak hipokryzja opisywanych „dowódców”. W rozmowach z dziennikarką żalą się, że ich głos jest ignorowany przez „górę”, podczas gdy ci sami ludzie co tydzień wysyłają w górę meldunki, w których jak od linijki wypisują, że morale jest wysokie, a sukces goni sukces. Ten dualizm to rak, który toczy system od dekad.
Interesujący był rozdział o doświadczeniach z Ukrainy, ale i tu trzeba odsiewać ziarno od plew. Ukraińska improwizacja jest genialną odpowiedzią na konkretne warunki, jednak nie może stać się jedyną doktryną dla budowanej od podstaw, nowoczesnej armii.
Podsumowanie – Tektura to nie pancerz
Książkę (264 strony) czyta się błyskawicznie, niemal jak długi wywiad prasowy. To ważny głos, który zmusza do myślenia o tym, jak łatwo wierzymy w fasady. Jeśli nie czytaliście „Armii w ruinie”, ta pozycja może być dla Was odkrywcza. Dla mnie to jednak tylko potwierdzenie, że w systemowej mentalności – mimo upływu lat – zmieniło się niewiele.
Ocena: 5/10 ⭐
W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.