Po zakończeniu „Sierocińca janczarów” kontynuuję cykl powieści Piotra Gajdzińskiego z dziennikarzem śledczym Rafałem Terleckim w roli głównej. Seria liczy obecnie sześć tomów, więc jestem dopiero na początku tej drogi. W podobnej sytuacji był autor pisząc tę książkę – wcześniej znany głównie z wybitnych biografii politycznych (Jaruzelskiego, Gomułki czy Piłsudskiego), z każdą kolejną powieścią szlifuje swój literacki warsztat, co w „Szczurzym szlaku” jest już wyraźnie widoczne.
O czym jest „Szczurzy szlak”?
Tytułowy „szczurzy szlak” (niem. Rattenlinien) to potoczne określenie siatki dróg przerzutowych, którymi po II wojnie światowej zbrodniarze nazistowscy uciekali z Europy przed sprawiedliwością. Podobnie jak w poprzedniej części, autor serwuje nam narrację dwutorową: śledzimy wydarzenia z przełomu lat 1943/1944 oraz współczesne dochodzenie.
Wszystko zaczyna się od prośby Henryka Howańskiego, nauczyciela z wolsztyńskiego liceum. Chce on wyjaśnić losy swojego dziadka Bolesława, który zaginął w czasie wojny, a po jej zakończeniu kontaktował się z rodziną jedynie tajemniczymi listami, obiecując rychłe spotkanie, które nigdy nie nastąpiło. Sprawa nabiera tempa, gdy do nauczyciela zgłasza się Austriak twierdzacy, że są spokrewnieni, a chwilę później ginie w dziwnym wypadku samochodowym. Howański boi się, że jego przodek był kolaborantem, który ukrywał się przez dziesięciolecia.
Terlecki wchodzi w to śledztwo, licząc na mocny materiał, nieświadomy, że trafia na trop jednej z największych operacji wywiadowczych III Rzeszy, której echa wciąż są śmiertelnie niebezpieczne.
Podsumowanie – Wolsztyn jako centrum intrygi
W przypadku „Sierocińca janczarów” zarzucałem autorowi zbytnią dawkę historycznych ciekawostek, która przytłaczała fabułę. W „Szczurzym szlaku” Gajdziński znacznie lepiej waży proporcje. To rzadka sztuka: autor nie tonie w archiwaliach, zachowując świetne tempo akcji, a jednocześnie nie idzie na skróty kosztem rzetelności.
Dwie osie czasu – Wolsztyn 2019 kontra Widzim Stary 1943 – nakładają się na siebie z precyzją zegarmistrza. Kiedy kończy się rozdział z przeszłości, serce bije szybciej, bo wiemy już, że to, co wydarzyło się dekady temu, za chwilę uderzy w teraźniejszość.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do stylu życia głównego bohatera. Nie wiem, czy to norma w polskim dziennikarstwie śledczym, ale Terlecki ma ewidentny problem z alkoholem. Choć sam twierdzi, że nikotyna i whisky pomagają mu w koncentracji, dla czytelnika to pijaństwo bywa momentami męczące.
Polecam tę książkę każdemu fanowi kryminałów historycznych. Cieszę się, że zacząłem od początku, bo liczne nawiązania do poprzedniego tomu sprawiają, że lektura jest znacznie pełniejsza.
Ocena: 7/10 ⭐
W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.