Dzięki kolejnej książce Sławka Gortycha mogłem wrócić w Karkonosze, które są mi szczególnie bliskie. W młodości spędzałem tam każde lato na koloniach z widokiem na Chojnik, więc każda wzmianka o Jeleniej Górze, Cieplicach, Sobieszowie czy Jagniątkowie przywołuje wspomnienia sprzed niemal czterdziestu lat. Autor w swojej „Karkonoskiej Serii Kryminalnej” – której czwartym tomem jest właśnie „Schronisko, które zostało zapomniane” – sprawia, że miejsce akcji staje się pełnoprawnym bohaterem powieści.
Autor, który leczy zęby i ocala pamięć
Sławek Gortych, z zawodu stomatolog z Bolesławca, od najmłodszych lat pasjonuje się historią Dolnego Śląska. Ta miłość zaowocowała bestsellerową serią, która od 2022 roku przyciąga rzesze wiernych czytelników. Choć sięgam po ten tom z lekkim opóźnieniem (wydany w 2025 roku), zapowiedź najnowszej powieści uświadomiła mi, że mam braki, które najwyższy czas nadrobić.
O czym jest ta książka i co za nią stoi?
Mimo tego, że jest to czwarty tom Karkonoskiej Serii, to podobnie jak pozostałe można go czytać oddzielnie — zwykle głównym bohaterem jest miejsce, a jedyną osobą, która pojawiła się we wszystkich książkach, jest Jacek Węglorz — lokalny historyk i kustosz muzeum „Dom Gerharta Hauptmanna" — ale odgrywa on drugoplanowe role.
Jak zwykle, historyczne wydarzenia, które miały miejsce w Karkonoszach, zostały wykorzystane przez autora do nakreślenia ciekawej fabuły. W tej powieści takim wydarzeniem jest ściśle tajna konferencja nazistowskich dyplomatów w 1944 roku, która odbyła się w hotelu Sanssouci w Karpaczu. Tematem tej konferencji było zintensyfikowanie akcji antyżydowskiej. Jednym z uczestników był konsul z Mediolanu — Hermann Mohl, człowiek, który prawie pięćdziesiąt lat później wróci do tego miejsca i zapłaci za to życiem. Mohl wrócił do Karpacza w 1992 roku w związku z promocją swojej książki i niespodziewanie zniknął.
W 2008 roku, w trakcie remontu Sanssouci (przemianowanego po wojnie na „Uroczą"), zostają znalezione zamurowane zwłoki. Śledczym udaje się ustalić, że najprawdopodobniej jest to zaginiony 16 lat wcześniej Niemiec. Pierwsze podejrzenia padają na Jacka Węglorza, który zakłócił pamiętne spotkanie autorskie, zarzucając Mohlowi nazistowską przeszłość i udział w tajnej konferencji ambasadorów. Po zakończeniu przesłuchania roztrzęsiony Węglorz przez pomyłkę dzwoni do Tomasza Wilczura — pisarza kryminałów, którego czytelnicy serii znają z poprzedniej książki. Wilczur, po tym, co przeżył, zapowiadał, że nie wróci już nigdy do Karkonoszy. Dziwny telefon od znajomego sprawia, że zmienia zdanie i pojawia się w Karpaczu. W międzyczasie Węglorz trafia do szpitala w śpiączce, po tym, jak niefortunnie połączył psychotropy z alkoholem. W oczekiwaniu na powrót do zdrowia znajomego Tomasz Wilczur decyduje się przyjrzeć sprawie sprzed lat — zaczyna własne śledztwo i drążąc temat, odkrywa kolejne warstwy historii hotelu i Hermanna Mohla. Pojawia się też wątek japońskiej ambasady w Karpaczu i skarbu ambasadora Japonii.
Sławomir Gortych mistrzowsko przeplata ze sobą trzy linie czasowe (1944, 1992 i 2008 rok) — każda z nich równie intrygująca i każda odkrywająca kolejne elementy makabrycznej układanki.
Moje wrażenia – Niektóre prawdy wychodzą z murów
Dla mnie Sławek Gortych to współczesny mistrz budowania napięcia i rozsądnego gmatwania fabuły. W tej powieści nie chodzi o prosty mechanizm „kto zabił”. Chodzi o historię, po której ślad jest ledwo widoczny – jak kilka pocztówek w archiwum. Autor wykonał gigantyczną pracę, wydobywając na światło dzienne fakt istnienia schroniska, które faktycznie zostało zapomniane przez historię.
Karkonosze w tym tomie nie są magiczną, zaśnieżoną krainą – to sceneria historycznych zbrodni i ziemia, gdzie przeszłość dosłownie wychodzi z murów. Gortych realizuje tu ważną misję: ocala pamięć o „poniemieckich ziemiach”, zaszywając ją w ramy wciągającego thrillera. Ogromnym atutem jest rozbudowane posłowie, które jest kopalnią wiedzy o regionie i pozwala oddzielić literacką fikcję od faktów.
Podsumowanie
Gorąco polecam ten tom, jak i całą serię. Najlepiej zacząć od początku, bo każde schronisko otwiera inne drzwi do historii Dolnego Śląska. To, które zostało zapomniane, skrywa ich chyba najwięcej.
Ocena: 8/10 ⭐
W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.