Prozaiczne z pozoru wejście drogą samochodową do cerkwi która znajduje się na wysokości 2170 m n.p.m. wcale nie było łatwe. Niska temperatura powietrza która na szczycie wynosiła około plus 8 stopni, a na dole w mieście było 24 stopnie mocno dała nam się we znaki.
Dodatkowo spokojne z początku wejście okraszone promieniami słońca co jakiś czas, w końcowej fazie zamieniło się w trudny trekking w strugach deszczu. Brnęliśmy pod górę rwącymi potokami, nie zwracaliśmy już uwagi na przemoczone obuwie.
Ale udało się, przemoczeni, jednak nie wyziębieni dotarliśmy do Cerkwi Cminda Sameba. Mimo niesprzyjającej aury ludzi było dość sporo. Zdecydowana większość jednak przyjechała minibusami, nieliczni tylko przyszli na piechotę. Mieliśmy towarzystwo w postaci psów, których w Stepancminda jest dość sporo. Na szczęście są łagodne, a prawie wszystkie są zakolczykowane i szczepione.
Klasztor Cminda Sameba
Klasztor Cminda Sameba zbudowany został w XIV wieku, a tuż obok niego około 200 lat później powstała dzwonnica. Kiedyś klasztor z dzwonnicą otoczone były murem, ponieważ budowla ta pełniła kiedyś również funkcję obronną. Przechowywano tam cenne relikwie, oraz inne skarby Gruzji. Pozostałości muru widać do dziś.
Cerkiew do dzisiaj pełni funkcję religijną, odbywają się tam normalne nabożeństwa. Właśnie na taką chwilę trafiliśmy, i zapis filmowy i zdjęć z wnętrza jest mało.
Do 1985 roku, do cerkwii Cminda Sameba można było dostać się z miasteczka Spetancminda kolejką linową. Została ona jednak rozebrana, na wniosek mieszkańców.
Nasze ostatnie wieczorne godziny w Stepancminda spędziliśmy w miejscowej restauracji "Lunch at Maia" serwującej gruzińskie potrawy. Choć z pozoru wyglądała jak bar mleczny, okazało się, że serwuje świetne gruzińskie potrawy.
Zlokalizowana była dosłownie 100 m od miejsca w którym mieszkaliśmy, dodatkowo w google miała świetne opinie, więc skorzystaliśmy. Zamówiliśmy sobie na pożegnanie zupę "charczo" oraz pierożki "chinkali" - jedzenie było doskonałe, więc rekomendacja dla wszystkich podróżników.
A na wieczór ponownie kupiliśmy sobie trochę smakołyków. "Czacza" w naczyniu przypominającym pieroga "chinkali"
© copyright marianomariano
Photo: Panasonic Lumix, Go Pro 7, Nikon Coolpix 9300