''Jeśli dziś skandujesz hasło "Polexit", przyspieszasz nadejście Judeopolonii. I nie ma żadnego znaczenia, że jesteś gorącym patriotą i chcesz żyć w wolnym kraju. Bezwiednie wpisujesz się w ciąg klęsk kolejnych pokoleń Polaków niemiłosiernie ogrywanych przez cynicznych przeciwników.
Miłośnicy filmów przyrodniczych nie raz i nie dwa byli telewizyjnymi świadkami takiej oto dramatycznej sceny: drapieżniki ścierają się między sobą o trofeum, którym jest poraniona, dogorywająca ofiara. Czy jest jej wszystko jedno, kto wywalczy sobie prawo do zadania decydującego, śmiertelnego ciosu? Niekoniecznie. Bo jeśli łupem jest rącza gazela, która zachowała jeszcze dość sił, by czmychnąć przed silnym, ale stosunkowo powolnym krwiożercą, to jej szanse na przeżycie rosną, gdy stado hien przegna samotnego lwa.
Skąd tu takie przygnębiające odbiegnięcie od tematu? Ano stąd, że taką właśnie przywołaną gazelą jest nasza bezbronna ziemska ojczyzna, bezradnie obserwująca starcie dwóch, roszczących sobie prawa do niej, potęg: niemieckiej i chazarskiej. Obie nas dzisiaj nadgryzają, mając apetyt na znacznie więcej. Nie ulega wątpliwości, że każda z nich ma dość siły, by sobie z nami poradzić, z tym, że ta pierwsza - wykorzystując narzędzia Unii Europejskiej - potrzebować będzie na to znacznie więcej czasu. Z kolei ta druga, będąca głównym światowym mocarstwem (choć formalnie anonimowym), trzyma w swoim ręku wszystkie atuty (wymienię tu tylko władzę w Warszawie i polskie weksle). No, prawie wszystkie atuty, gdyż osiągnięcie celu uniemożliwiają jej uregulowania unijne, sankcjonujące dominujący tam status niemiecki. Po wyjściu Polski z UE znikną wszelkie zewnętrzne bariery powstrzymujące oficjalne nadejście Judeopolonii.
Mimo wszystko wciąż pozostajemy w położeniu ciut lepiej rokującym niż ta przywołana wyżej gazela. Możemy próbować grać na poróżnienie hien z lwem, zatamować sobie upływ krwi, a poranione miejsca obłożyć ziołami. Jeśli to wszystko będziemy czynić rozsądnie i merytorycznie, to oba drapieżniki obejdą się smakiem i szybko zmarnieją.
Szkoda tylko, że gazelę na co dzień prowadzą barany posłuszne hienom lub lwu.
Krzysztof Zagozda