Dobry wieczór!
Dzisiaj zabiorę Was do Czarnogóry, a dokładniej do Kotoru, moim zdaniem jednego z najpiękniejszych miast w Europie, w dodatku osiągalnego w bardzo przyzwoitych cenach.
Kotor udało mi się odwiedzić dwa razy:raz samolotem (można''dorwać'' dość tanie połączenia do Podgoricy, ja leciałam z Katowic. Zasada u mnie dość jest dośc prosta- wyszukuję połączeń wcześniej, bukuje bilety a potem'jakoś to będzie';-))
Szukam połączeń o różnych dziwnych porach, często w nocy, używam trybu incognito.
Jako że wylot zafundowałam sobie na urodziny, pokusiłam się o nieco lepszy hotel, który i tak z tego co pamiętam wyszedł około 1000zł na tydzień(dla dwóch osób).
Uwielbiam pływać, a więc basen takimi widokami-cóż tu więcej mówić...
10 minut spacerkiem jest dostęp do morza, pamiętam, też że mieszkaliśmy na wzgórzu, a więc pod górkę, w upale można było spalić sporo kalorii, oczywiście, by potem odpowiednio je nadrobić :)))
Staram się ograniczać mięso w swojej diecie, ale ta zasada zdecydowanie nie obowiązuje, gdy jestem na Bałkanach! Kebabki z szopską sałatką są moim numerem jeden-nie wiem gdzie tu podziała się sałatka, ale udało mi się odkopać takie zdjęcie.
Jak już jesteśmy przy smakołykach, to homemade Rakije i Dunie też robią swoją robotę, moim faworytem jest gruszka, jak widać na zdjęciu, podczas rejsu, niewiele z niej zostało.
To tak z podróży bardziej 'na wypasie'. Drugi raz Kotor odwiedziłam samochodem podczasu tripu po wszystkich krajach bałkańskich, pracując zdalnie, co robię do dzisiaj.
W podróżach wiernie towarzyszy mi mój siedmioletni piesek, niektórzy się śmieją, że ta sunia zwiedziła więcej, co niejeden człowiek. Tak ten pies ma farta! I świetnie znosi podróże, a przynajmniej mam nadzieje, że to by powiedziała gdyby mogła mówić.
Poniższe zdjęcia zostały zrobione w lutym tego roku, pogoda nie była letnia, ale wciąż polecam wybrać się poza sezonem, wszędzie jest mniej turystów a ceny są o wiele niższe.
Lokalni ludzie są bardzo życzliwi, naprawdę w Czarnogórze czuje się wyjątkowo dobrze. Choć jestem zwolenniczką morza, zaliczyliśmy też pare 'hików' i widoki są imponujące.
Na koniec, kilka fotek z plaży. Znaleźliśmy jedną z opuszczonych plaż- uwielbiam takie miejsca, bez knajpek, ludzi, po prostu dziki kontakt z naturą. I wiecie co? Pierwszy raz w życiu coś znalazłam i to na grubo. Cały karton szampana! Domiewam, że został po Sylwestrze, ktoś może sobie schował i o nim zapomniał. 2 butelki wciąż mam w aucie- to jest wyjątkowy szampan, znaleziony, nie kradziony!
Dziękuje, jeśli wytrwałeś/aś do końca i zapraszam ponownie, postaram się w miarę czasu i możliwości postować jakieś ciekawy spoty :)