Wydawać by się mogło, że groźna choroba zakaźna powinna spowodować "większy ruch" w zakładach pogrzebowych. Tymczasem w Polsce ... jest zupełnie odwrotnie.
Puste szpitale i ... puste zakłady pogrzebowe?
Jeszcze miesiąc temu media pisały o przepełnionych kostnicach w Hiszpanii. Tymczasem w Polsce według prezesa Polskiej Izby Branży Pogrzebowej liczba pogrzebów w marcu spadła, w niektórych rejonach nawet o 40 %. Czy to dlatego, że rząd zabronił zgromadzeń powyżej 5 osób i branża funeralna działa teraz "nieoficjalnie"?
Patrząc na statystyki podane na Euromomo to widzimy, że istotne zwiększenie śmiertelności zaobserwowano tylko w kilku krajach takich jak: Anglia, Hiszpania, Włochy, Francja, Belgia. Nieco mniejsze w Szkocji, Szwajcarii i Szwecji. W Holandii najpierw był duży wzrost, później duży spadek. W pozostałych krajach nie obserwujemy praktycznie żadnej różnicy, a nawet ... spadek liczby zgonów. Jak to możliwe, kiedy na świecie panuje niebezpieczna zaraza?
Według prezesa PIBP przyczyny są następujące.
Odwołanie planowych operacji, podczas lub po których część pacjentów ginie.
Zmniejszony ruch na drogach - mniej wypadków.
Ograniczony dostęp do lekarzy powoduje mniej wizyt i mniej recept, a Polacy mają tendencje do przedawkowywanie leków.
Póki co zaraza nie spowodowała depopulacji. Czy branża pogrzebowa też zostanie ... pogrzebana podczas kryzysu? Wydawać by się mogło, że to ten sektor gospodarki, który jest odporny na wszystko. W końcu ludzie umierali, umierają i umierać będą. Może ich biznes odkuje się na "drugiej fali" albo na zgonach niedotlenionych ludzi noszących maseczki?
Korzystałem z: