Witam wszystkich
To będzie krótka historia maleńkiego starego domku. Kobiety o wielkim sercu i samotności.
Dzień jak co dzień. Spacer. Mała wyprawa. I tak trafiłam na ten maleńki „umierający” domek. Kiedy robiłam zdjęcia obok mnie przystanął starszy pan. Zaczęliśmy rozmawiać o tym domu, o tym kto tu mieszkał.


W domku mieszkała starsza Pani. Porzucona przez dzieci i rodzine. Zapomniana przez świat. Swoją miłość przelała na zwierzęta. Miała ich naprawdę dużo. O wszystkie bardzo dbała choć nikt nie dbał o nią.

Starsza Pani stawała się coraz starsza. Pewnego dnia nie miała sił aby zajmować się domem i zwierzętami. Była chora. Może czuła, że to już jej ostatnie dni. Poprosiła ludzi aby zadzwonili do schroniska dla zwierząt. Żeby wszystkie jej zwierzęta miały opiekę. Tak się stało. Ale o starszej Pani ludzie znowu zapomnieli. Jakiś czas później umarła. Odeszła w samotności w tym maleńkim starym domku.


Kiedy wróciłam do domu tak wiele myśli miałam w głowie. Dlaczego są ludzie którzy potrafią oddać wszystko innym potrzebującym nie mając nic ? Dlaczego los jest dla nich taki okrutny ?
Rodzina nie zawsze jest gwarancja tego że nie odejdziemy w samotności.
Za każdym razem kiedy widzę ten mały domek myślę o tej starszej Pani.