Jak już wspominałem w którymś z poprzednich postów, w zeszłym roku postanowiłem uprawiać własnoręcznie ziemie. A dokładniej rzecz ujmując posiałem i posadziłem tam kilka rodzajów warzyw i owoców. Na próbę, czy mi się takie przedsięwzięcie uda, czy znajdę na to czas, czy będę miał wystarczającą wiedzę i cierpliwość :) aby na koniec cieszyć się własnymi warzywami i owocami, całkowicie pozbawionymi nawozów oraz sztucznych wspomagaczy. Efekt końcowy przeszedł najśmielsze oczekiwania.
Zobaczcie sami, tym razem dynia!
A raczej Dynio-Giganty! Ale po kolei.
Najpierw trzeba było przygotować miejsce, a więc wyznaczyć kawałek pola dedykowany dyniom. Wyplewić i zaorać żeby pozbyć się wszystkich chwastów i tym podobnych niechcianych roślin. Zrobić grządki i co 40 cm wrzucać ziarno do ziemi - wyłącznie dla swojej wygody żeby wiedzieć gdzie się już zasiało ziarno bo jak się później okazało dynie, rosły gdzie im się tylko podobało nie trzymając się żadnego schematu. Pełna samowolka!
Po czasie sadzenia nastał czas oczekiwania.
Z racji tego, że pole uprawne jest w dość sporej odległości od mojego miejsca zamieszkania, inspekcji mogłem dokonywać nie częściej niż co tydzień. Pierwszym osobistym sukcesem był moment kiedy z ziemi przebiły się pierwsze listki lub mini łodygi. Jednak, to nie świadczyło jeszcze o całkowitym sukcesie....no bo czy roślina zdoła przeżyć... zwłaszcza, że dookoła hasało mnóstwo zajęcy oraz stada saren, które miały szwedzki stół kiedy właścicieli pól nie było w pobliżu. Łodygi stawały się coraz większe i dłuższe, wypuszczały liście, zajmowały kolejne połacie terenu - nie do końca dla nich przeznaczone - rosły w siłę iii nagle przełom! Podczas jednej z wizyt odkryłem pod dość sporych już rozmiarów liśćmi, pierwsze mini warzywa.
No i zaczęło się, z każdą kolejną wizytą dyń było coraz więcej...
...i były ich coraz większe...
...iii jeszcze większe !
Kiedy osiągnęły już rozmiary Dyń-Gigantów oraz piękny, głęboki pomarańczowy kolor, można było przystąpić do żniw.
Osobiście uważam, że eksperyment z uprawą dyń można ocenić na celujący. Poświęcony czas owocował lub raczej "warzywniakował" :) sporą ilością dyń różnego pokroju, od mniejszych po olbrzymy ze znaczną przewagą tych większych.
Po tym doświadczeniu stwierdzam, że uprawa dyni nie jest skomplikowanym procesem ani wymagającym dużego nakładu pracy - no może poza następnymi etapami jak zbieranie, transport itd. - ale więcej o tym w następnym poście. W tej części chciałem się z Wami podzielić refleksjami na temat samej uprawy. Tak więc dziękuje za poświęcony czas na przeczytanie, mam nadzieję, że post się podobał i Wszystkim życzę miłego dnia!