Złoty napój? Mhmm... pomyślmy. Wybór raczej nie należy do trudnych, i może być tylko jeden. I mimo, że ta ciecz kolorem zdecydowanie odbiega od żółtych odcieni, to jest to KAWA. Czarna jak smoła, aromatyczna, z dodatkami lub bez, gorąca tudzież zimna, w filiżance i kubku, o każdej porze dnia, a najlepiej o poranku. Świat zna wiele sposobów na "przemyt" kofeiny do organizmu ludzkiego. Ekspresy przelewowe, ciśnieniowe, kawiarki. Dripy, syfony, chemexy, i miliony innych wynalazków. Metod parzenia bardzo dużo, tyle co kawoszy, a nawet więcej. Wszystko zależy od smakowych preferencji każdego kawowego entuzjasty. Od kultury, tradycji, czasu i upodobań. Własne zaś uzależnienie zaspokajam różnorodnie. Mielę ziarna i sypię w papierowy filtr, a następnie w ekstazie osuszam dzbanek. Czasem zalewam fusy wrzątkiem, i chlam płyn bez skrupułów. Zdarza się, że popełnię świętokradztwo, i ze wstydem spożyję rozpuszczalny granulat. No cóż, taki już ze mnie "eklektyczny kawożłop"!
Dziś nieoczekiwanie przyszła chęć na kawę z czajniczka ciśnieniowego, który jest na stanie ewidencyjnym w kuchni. Urządzenie to posiada wiele imion: makinetka, kupres, moka lub kafetierka. Osobiście używam nazwy kawiarka.
Do zmielenia ziaren użyłem młynka elektrycznego. W podstawie pod sitkiem umieszczam wodę. Całość mocno skręcam i stawiam na gazowym palniku. I już po chwili do górnej komory zaczyna napływać wyczekiwany napar, a aromat roznosi się wokół i atakuje nozdrza bez litości. Zdarza się nierzadko, że dogadzam sobie kawami smakowymi (też lubię), np. Irish Whisky, i wówczas doznania węchowe są jeszcze potężniejsze.
Po przelaniu do czegokolwiek, na ten przykład do kubka, kombinuję coś "słodkiego" lub nie, dodaję odrobinę mleka, czasami cynamonu, i... zapominam o bożym świecie.
Ale zaraz, zaraz, chwila!!! Coś słodkiego? A może to:
Składniki:
Biszkopt
- 2 łyżki mąki tortowej
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- 3 łyżki cukru
- kropelka oleju
- 1 płaską łyżeczkę proszku do pieczenia
- 3 jajka
Pierwsza warstwa
- galaretki wiśniowe (dwa opakowania)
- wiśnie drylowane (tu użyto mrożonej wersji)
Druga warstwa
- śmietana kremówka 30% (dwie sztuki)
- 1 łyżka cukru pudru
- mix do bitej śmietany
- serek mascarpone (1 sztuka)
Posypka
- 1 łyżka masła
- garść wiórków kokosowych
- trochę cukru
Do dalszych kulinarnych prac potrzebne będą: nieśmiertelny zeszyt z przepisami mojej matki, oraz Ona we własnej osobie. ;)
No i blacha wyłożona papierem.
Do garnka wbijamy jajka, sypiemy cukier, ubijamy mikserem do "białości". Następnie dodajemy na sitko obie mąki i proszek do pieczenia. Przesiewamy i delikatnie mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Na koniec kapniemy olejem, aby poprawić wilgotność biszkoptu. Po wyłożeniu masy na blaszce, całość umieszczamy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni na około 15 minut.
W międzyczasie tworzymy warstwę drugą i posypkę. Zatem do lekko przestygniętej galaretki dodajemy rozmrożone, drylowane wiśnie, odstawiając do niecałkowitego zgęstnienia. Posypka to nic innego jak: do roztopionego na patelni masła dodać wiórki kokosowe, szczyptę cukru i prażyć do zarumienienia.
Galaretkę z wiśniami nakładamy na zrobiony biszkopt i wkładamy do lodówki.
Teraz przyszedł czas na drugą warstwę. Do garnka wlewamy śmietankę, mikserem ubijamy na gęsto. Następnie cukier puder i mix do śmietany by uzyskać idealną konsystencję, oraz serek mascarpone. Całość znów traktujemy mikserem i voilà!
Na koniec, na wyjęty z lodówki biszkopt ze stężoną już galaretką, nakładamy bitą śmietanę i dekorujemy kokosową posypką!
Jak na mój pierwszy w życiu cukierniczy wyrób, to nieskromnie rzeknę: wyszło całkiem nieźle. Zabawy w kuchni było co niemiara, uśmialiśmy się po pachy. Nie zdawałem sobie sprawy, jak te czynności mogą być skomplikowane dla takiego laika jak ja, który jedyne co potrafi, to tylko wyczyścić talerzyk z gotowego już wypieku. Oczywiście bez pomocy Rodzicielki nie zrobiłbym nic, absolutnie nic!
Dziękuję i smacznego!
Tymczasem!
P.S. Aha! Uważajcie na pestki!