Jeśli ludzkość nie potrafi jednomyślnie stanąć po stronie dzieci, jeśli nawet wobec ich krzywdy pojawiają się podziały, wahania i spory, to znaczy, że nasz świat zbliża się do granicy, za którą nie ma już niczego,
co moglibyśmy nazwać cywilizacją.
Bo gdy nie potrafimy ochronić najsłabszych,
gdy nie umiemy wspólnie powiedzieć „dość” wobec czynów, które powinny budzić w każdym człowieku instynktowny sprzeciw,
to pęka ostatnia nić łącząca nas z ideą człowieczeństwa.
Naród, społeczeństwo, gatunek, wszystko to traci sens, jeśli nie potrafimy zjednoczyć się w obronie tych, którzy sami nie mają głosu.