Witam.
Podróby/kalki topowych filmów, walki zmutowanych potworów w najbardziej przerysowanej formie, jak to tylko możliwe, upośledzone adaptacje klasycznych opowieści. To wszystko ma do zaoferowania światu kino klasy Z, które już nie tak potężne, jak kiedyś, zalewa rynek własnymi szaleńczymi pomysłami.
Ciężko wskazać jednoznaczną genezę tego typu dzieł. Na pewno powstawały już od dawien dawna, za czasów pierwszych rozkwitów kina klasy B. Swoją podróbę miały "Szczęki", sequel "Ptaków" Hitchcocka można uznać za właściwie nieudolną bieda-podróbę pierwowzoru. Nie mniej jednak kluczową rolę we współczesnej historii tego typu dzieł pełnią dwie instytucje - stacja telewizijna Syfy (w Polsce nosząca nazwę Sci-fi Universal), oraz studio filmowe The Asylum.
Syfy już od jakoś okolic końcówki lat 90. zaczęło inwestować w filmowe produkcje własne. Czasami też we współpracy z Universalem, który miał swoją odnogę Home Video. Często to były produkcje bieda-przygodowe, bieda-katastroficzne i monster movies właśnie, które miały dość skromne budżety. Stąd mamy "Last Voyage", "Pajęczynę", "Pożeracza kości", "Dinocrocki" itp. No, nic szczególnie ambitnego, chociaż miejscami w wielu aspektach radziły sobie niekiedy zaskakująco poprawnie, no ale też nie zawsze. Nieraz ludzie z Syfy dopadali różne większe B-klasowe marki, takie jak Anakonda i ich niesławna trzecia część zapisała się na zawsze w historii najgorszych okropieńść w dziejach. Tytułowa bohaterka jest na absolutnie każdej liście najgorszych efektów komputerowych w historii i to w pełni zasłużenie. Wiele ich dzieł jest naprawdę zaskakująco poprawnych, a te osadzone w realiach bardziej historycznych miejscami wręcz imponuje - mimo mikrobudżetu scenografie, czy kostiumy wyglądają nad wyraz mocarnie, a biedę w innych przestrzeniach próbuje się niekiedy maskować całkiem niezłym klimatem. Bardzo miło osobiście wspominam seans "Grendela" w reżyserii Nicka Lyona, naprawdę gdyby nie CGI ten film broniłby się nawet nieźle. Widać, ze przy niektórych produkcjach niektórzy się chociaż trochę starali. Ba, z resztą mieli oni nawet na swoim koncie jedyną do tej pory w historii filmowo-telewizyjną adaptację gry komputerowej, czyli "Red Faction: Origins". Na wzmiankę zasługuje ciekawa próba piracko-przygodowa "Kapitana Drake'a wyprawa po nieśmiertelność", czy mające niemały potencjał i parę niezłych pomysłów "W sieci terroru". Na ogół jednak fabuły były banalne, operowały na prosto-przygodowym banale. Cała ta gałąź upadła przy rozpoczęciu się dominacji streamingów, właściwie Syfy pozbyło się większości swoich oryginalnych produkcji, nie tylko potencjalnych przyszłych filmowych, ale i serialowych.
Inną kwestią jest The Asylum. Studio no... trzyma się nadal, tworzy nadal, ale w większości poziom tych dzieł jest o niebo bardziej amatorski, niż produkcji Syfy. Potężnie to rzuca się w oczy, gdy przyrówna się zbliżone do siebie pod kątem tematu produkcje, np. Asylumowego, okropnego "Merlina i wojnę smoków" z całkiem oglądalnym, Syfy'owym "Merlinem i księgą bestii". Bieda piszczy bardzo często, aż za mocno, choć zdarzają się wciąż - tu już jednak w mniejszej ilości - dzieła, które da się na spokojnie obejrzeć. Podobno też seriale "Z Nation" i "Black Summer" ich autorstwa są całkiem w porządku B-klasową rozrywką. Nienajgorzej radzą sobie ich thrillery - w takiej "Walce o dom" Jamie Kennedy zrobił świetną szarżę aktorską, a podobno ich podróba "Paranormal Activity" ("Paranormal Entity") jest straszniejsza od oryginału. Niestety no... zdecycowana większość pozostałych rzeczy powstała po tak najniższej lini oporu, jak się tylko da i to niekiedy na poziomie "bawiłem się kamerą z kolegami na wyjeździe przez kilka dni".
Zarówno The Asylum i Syfy współpracowały niejednokrotnie ze sobą, a najsłynniejszym ich wspólnym dziełem jest seria Rekinado. Tak, ta słynna, w której są tornada z których wyrzucane są zabójrze rekiny. Z jakiegoś powodu to ma całkiem pokaźny zestaw części, ja osobiście dotrawłem do trzeciej i no, nie warto za bardzo. Obecnie rynek kina klasy Z jest cieniem dawnej siebie. Powstają co najwyżej wciąż bieda-horrory, filmy akcji od różnych, małych studiów produkcyjnych, no i parę dzieł The Asylum w ciągu roku. Nie ma w nich zazwyczaj ani grama serducha, próby ciekawego operowania kiczem, ani niczego innego, co by miało jakąś drobną wartość. To odeszło wraz z filmami od Syfy. Jeszcze jakiś czas temu dzieła od The Asylum bywały śmieszne w swoim kiczu i absurdzie, jak ostatnio próbowałem odpalić widać tylko siermięgę.