Witam.
Jeśli choć przez moment przez poprzednią dekadę śledziliście filmowe "trendy", to na pewno nie umknęła Wam nagła popularność serii "Noc oczyszczenia". Zaczęła się ona od bardzo prostego filmu, opierającego się wręcz na potwornie prostackich założeniach, ale i niesamowicie oryginalnych i intrygujących - kwestią, jaka wyróżniła ten film, był niecodzienny pomysł na świat przedstawiony. Przez jedną noc w roku można swobodnie dokonywać każdego przestępstwa. Rzekomo dzięki temu przez całą resztę roku w kraju jest spokojnie. To jest fundament całej filmowej serii.
Niestety jest on cholernie... niedorzeczny, co bardziej rozgarniętego widza okropnie boli i może nie na początku, ale podczas seansu którejś z kolejnych części zaczyna pojmować, że absurdalność, nieprawdopodobność świata przedstawionego po prostu jest nie do przejścia. Z tyłu głowy ciągle Cię uderza, że coś takiego jest nierealnego, że cały świat by mieszał z błotem polityka, który wpadłby na coś takiego i nigdy nie miałby on szans na dojście do władzy. Jednym z fundamentów właśnie storytellingu jest to, żeby kreowany obraz świata wydawał się odbiorcy jakkolwiek wiarygodny... niestety tutaj tego zabrakło. Średnie oceny późniejszych części być może wynikają częściowo właśnie z tego - zniknął efekt nowości jeśli chodzi o świat przedstawiony, przez co widzowie już wyraźnie widzą, jak ułomny on jest.