Witam.
Kojarzycie pewnie produkcje takie, jak "Bóg nie umarał"? Solidnie zrealizowane, ale scenariuszowo niesamowicie tendencyjne i robioną na bardzo wyraźną ideologicznie modłę. Ale to było okropieństwo, ajj. Twórcy tej serii właśnie zrobili ogromny comeback. "Nefarious" to nibyhorror, w którym psychiatra ateista ma za zadanie dokończyć pracę tajemniczo zmarłego poprzednika i przebadać skazanego na śmierć seryjnego mordercę, który twierdzi, że jest demonem. Właściwie cały film niemal jest rozmową między tymi dwoma bohaterami.
I powiem tak. Dialogi pomiędzy nimi są rewelacyjne - świetnie napisane i piekielnie błyskotliwe. Aktorsko, Sean Patrick Flanery odwalił prawdopodobnie swoją totalną życiówkę. Naprawdę świetnie się całość ogląda, aż do czasu... gdy wychodzi na wierzch to, co film chce widzowi przekazać.
Naprawdę z początku nie czuć tutaj ideologicznego ducha, tylko portfolio twórców może coś sugerować, aż do chwili, gdy bardzo sprytnie i subtelnie całość przekształca się w antyaborcyjną i antyeutanazyjną agitkę, niesamowicie podłą i perfidną. Aż smutno się na to patrzy. Wszystko leci już totalnie pod typową chrześcijańską narrację, idealny film do promowania przez księży na lekcjach religii (jak to już robili z "Bogiem nie umarł). Szkoda gadać, ale przysięgam, jak kino propagandowe jest to absolutna topka topki. Nie powstydziłby się czegoś takiego Goebbels.