Witam.
Chciałbym tutaj zacząć taką serię publikacji na temat tematu inceli ogólnie, z racji tego, że jest to potwornie istotny, okropnie marginalizowany problem społeczny. Mam wrażenie, że w przestrzeni publicznej nikt go nawet nie ma ochoty solidnie przeanalizować. A to problem coraz większy, pogłębiający się coraz to mocniej. Dane pokazują, że np. w USA z roku na rok coraz mniej młodych mężczyzn uprawiało seks w przeciągu roku. (źródło: https://www.washingtonpost.com/business/2019/03/29/share-americans-not-having-sex-has-reached-record-high/)
Incele tworzą fora, zbiorowości, rozwijają nawet swoją szkodliwą ideologię.
Ale jak to wszystko się zaczęło?
Nie odkryję Ameryki, jeśli stwierdzę, że incele istnieli od zawsze. Nie pamiętam konkretnych danych, ale w całej historii świata mały odsetek mężczyzn w ogóle spłodził jakiegoś potomka. Nie mniej jednak przez całą historię do tej pory nie istniała tak silna kulturowa presja na zawieranie związków, czy robienie podbojów seksualnych. Percepcja przeciętnego człowieka w średniowieczu była niewyobrażalnie wręcz ograniczona w porównaniu do cyfrowego świata pełnego informacji, w jakim żyjemy obecnie.
Postęp cywilizacyjny wykreował bardzo silnie oddziałujące normy społeczne, a jedną z nich jest nacisk na miłość i realizację w sferze seksualnej. Masz dorosnąć, znaleźć sobie pannę i się z nią ożenić. Popkultura jest zalana zakochanymi parami i seksem. Przez to człowiek, który tego nie doświadcza, jak jeszcze kilkaset lat temu nie zdawałby sobie sprawy, że coś może być nie tak, miałby, mówiąc kolokwialnie "wywalone", tak teraz ma wyraźne poczucie "wyobcowania", czy nawet bycia kimś gorszym.
Powstała presja, a następnie powstał internet, który stał się miejscem do absolutnie swobodnej ekspresji siebie, pozwalając na tworzenie grup i subkultur. O dziwo internetową subkulturę inceli stworzyła... kobieta. Społeczność internetową incelów stworzyła... kobieta, jakkolwiek dziwnie to by nie brzmiało. Alana Boltwood na początku lat 90. założyła stronę internetową o nazwie Involuntary Celibacy Project. Chciała ona pomóc ludziom w budowaniu zdrowych związków. Do jej strony przychodzili ludzie, którzy nie mogli sobie nikogo znaleźć i musieli się najzwyczajniej w świecie wygadać. Niestety powoli zaczynało się wszystko psuć. Pojawili się coraz to liczniejsi ludzie obwiniający za swoją sytuację kobiety, zaczęły powstawać kolejne strony, na których zaczęło rozwijać się ich kółko wzajemnej adoracji, niestety to coraz bardziej radykalizujące się w swojej bańce.
Kolejną taką incelską przestrzenią, jaką jest z resztą do dnia dzisiejszego, stał się powstały w 2003 roku 4chan. Później zaczęło powstawać tego multum, zbanowany po jakimś czasie subreddit "r/incels" i mu pokrewne, czy forum "incels.me". Jednym z głównych polskich odpowiedników zagranicznych stron stał się wykop.pl, w którym to tag "przegryw" króluje od lat w ilości wpisów o tematyce nieudanego życia randkowego. Swoistą wyjątkowość wykopu jednak charakteryzuje to, że bardzo duża część owych wpisów to twory czysto ironiczne, pełne specyficznego, gorzkiego humoru. Specyfika wykopowej społeczności, w której to posługiwanie się ową ironią przekształciło się wręcz w pewną tamtejszą gwarę, sprawia, że często naprawdę nie możliwe jest odróżnienie wpisów, których autor poważnie żali się w kwestii nieudanego życia randkowego, od tych będących czystym żartem z idei "przegrywu". Sam, kiedy jeszcze korzystałem z tego portalu, miałem styczność z gościem, który robił bardzo ponure wpisy o tym, jak to ciężko jest znaleźć dziewczynę, by gdzieś indziej napisał komentarz o tym, jak lubi spędzać wolny czas ze swoją różową (z gwary wykopowej - dziewczyną).
I tak ta subkultura trwa sobie do dziś, rozwija się, powiększa o kolejnych członków, a świat nic z tym nie robi! Od czasu do czasu ktoś wyda artykuł, w którym autor poobraża jej członków i do niemalże wszystko!
Tymczasem Ci ludzie potrzebują naprawdę pilnie fachowej pomocy! Tylko kto im ją da i kto ich do niej przekona?