Chadzając własnymi drogami co rusz natykam się na osobniki, które też mają swoje.
Nasze ścieżki się przecinają, czasem przez chwilkę biegną równolegle i znów się rozchodzą. Idziemy każde w swoją stronę, bez żalu, bez pożegnania.
Miałam bardzo dawno temu kota, przyjaciółka przywiozła mi ze wsi. Kot został jeden dzień, kazano mi go oddać. Nie miałam siły przebicia i zbyt wiele godności, by użyć argumentów ostatecznych.
Nie wiedziałam wtedy, że prawdziwa, wewnętrzna godność pozwala na użycie wszelkich środków, gdy zachodzi najwyższa konieczność. Można nawet gryźć i pluć, bez uszczerbku na honorze.
Teraz to wiem, ale kota nadal nie mam. W międzyczasie poczucie odpowiedzialności rozrosło się we mnie do monstrualnych rozmiarów.
A co jeśli wypadnie z okna albo przez balkon?
A jak go przytrzasną drzwi od windy?
A jeśli będzie źle znosił rozłąkę?
Będzie chory, a mnie nie będzie stać na najlepsze leczenie?
Kto się nim zajmie, gdy wyjadę?
Możliwe też, że to zmęczenie i niechęć wobec nowych obowiązków. Dzieci odchowane, ja odzyskuję coraz więcej przestrzeni... Dokładać sobie na nowo?
W efekcie impas od lat.
To nie tak, że żyć z tym nie mogę, tym bardziej że z powodzeniem stosuję środki zastępcze. Kolekcjonuję koty w drodze.
Czasem któregoś pokażę, czasem przemilczę. Uzbierało się ich tyle, że spokojnie mogę je tutaj zaprezentować.
W przyszłości zrobię z nich NFT!
Tykocin, sierpień 2021
Rezydent wieży widokowej w Kruszewie nad rzeką Narew, sierpień 2021.
On i jego cień towarzyszyli mi przez chwilę.
Krótką chwilę. Wkrótce dopadło go znużenie.
Narwiański Park Narodowy rok wcześniej, październik 2020. W drodze do kładki w Waniewie zatrzymałyśmy się na obiad w pobliskim zajeździe.
Myślę, że to właśnie z tego powodu spóźniłyśmy się wtedy na zachód słońca:
Puchły, przy cerkwi, październik 2020.
Tego pana zdaje się pokazywałam w relacji z krainy otwartych okiennic, ale zasługuje na przypomnienie. Miło spędziliśmy czas na ławeczce, po czym oprowadził mnie wokół cerkwi.
To były koty podlaskie, przenieśmy się na południe.
Sandomierz, sierpień 2020
Bonifacy (ktoś pamięta?) spotkany na Małym Rynku. Czekałam i czekałam... Nie obudził się. To było nasze jedyne spotkanie, choć przez kolejne cztery popołudnia kręciłam się po okolicy.
Tego za to widywałam codziennie po kilka razy, kawałek dalej miałam kwaterę.
Tęskni mi się czasem za Sandomierzem.
Kalwaria dróżki, wrzesień 2021
To był bardzo roszczeniowy osobnik, do tego dość nachalny.
Plątał się między nogami, przymilał, a gdy się tylko schylałam...
Padał na grzbiet w pozie: miziaj mnie - TERAZ. Gdy chciałam odejść znów się zrywał i właził pod nogi. Dłuuugo się żegnaliśmy
Kraków, na trasie Kopiec Kościuszki - Kopiec Piłsudskiego, wrzesień 2021
Klasyczny przypadek, kot - bateria słoneczna. Nie wykazywał inicjatywy, więc zostawiłam go w spokoju.
On był bardziej taki odejdź.
Na koniec ten sam spacer i kitek w jesiennym umaszczeniu maskującym, spotkany w dolince Poniedziałkowy Dół.
Mięciutki, mruczący pieszczoch - akrobata, który umiejętność łaszenia się wyniósł do rangi sztuki. Nie chciałam odchodzić.
Wciąż czekam na tego jedynego, chorego, samotnego i w potrzebie. Wtedy będę musiała go zabrać do domu, co nie?
Koty mają sposoby by być tu od zawsze, nawet jeśli dopiero co się pojawiły.
Terry Pratchett, Kot w stanie czystym