In 2023, I discovered that I like challenges in games. The culprit is God of War from 2018. It's true that I played on difficulty level 2 (or 3). That's all my poor dexterity allows me to do. Very Easy Mode is too simple. I wouldn't feel satisfaction from defeating Valkyrie and other bosses. While the initial enemies were like that, in the later ones I had to use 110% of my power. Know your opponent's movements thoroughly and adapt to them. Walk calmly, as if through a minefield, while being ready to quickly click button combinations (remembering the spell CD to end this fight as quickly as possible) and not make a single mistake. Because it's better to leave these for the final stage, when we are one step away from cutting off her head. Having liked this feeling, I started looking for a new challenge. I asked for help from two of my friends who know games better than me. I was looking for a game that would be a big title (I don't like indie games, I've had them since I was a child, when they were on CDs of various gaming magazines) and would stir my blood in the same way as God of War 2018. Demon Souls wasn't my cup of tea. to my taste + despite everything, I like it when the game is not too difficult from the beginning. That's why I bought a fresh copy of Elden Ring (because it's worth supporting good creators), which didn't captivate me, but I'll play it at another time.
The third title is Returnal. I had heard a lot about it, but until I actually played it, I didn't know much about the gameplay. Honestly, there wasn't much I could say about the game itself. Except that it's a roguelike (a genre unknown to me so far), which is difficult, but fucking good. So I downloaded the game and launched it. I decided to behave like a player from my youth and not look for any information about him. Not to mention tips and help on YT. My motivation was strong. When I was fighting with myself (First Boss) for the first time not to give up and go spend some nice but lazy time in Night City, I forbade my girlfriend from watching videos of this game. I even further forbade her from saying ANYTHING about this game unless I saw it. She was very curious about what the first boss and subsequent stages looked like. She wondered what I was talking about when I talked to my friends about Returnal in gaming jargon. I only asked Krystian and Łukasz a few times for some advice or how far I was from the boss/next milestone. I already know that Returnal is my favorite game on PS5. I fell in love with it just like I fell in love with WarCraft 3, Half Life 1 (when I played it for the 1st time in 2022), Witcher 3 and Doom Eternal. Apart from them, there are maybe 3 or 4 such titles.
Well, continuing, I have left my ship and am moving forward. I don't know what I'm doing, I don't know where I'm going. However, I know one or two things. The game will probably be an awesome experience, and the music and sounds are a fucking masterpiece!!! I'm not an audiophile, but you don't have to be to feel the quality and refinement of the creators in this matter. From what Krystian told me, the creators devoted a lot of time and attention to polishing them to perfection. Every time I enter this world, the sounds of the game still make me excited. It's probably also related to the game itself. I have to be extremely focused during the game - conversations with Asia or anyone are out of the question. Listening to music and videos on YT in the form of a podcast. If I'm not 100% focused like during the Boss fight in Doom Eternal, the strongest GoW Valkyries, then I'm as fucked up as Frieza after arriving on Earth. Easy and fast. It's similar with the climate. From the very beginning I felt vibes similar to the first Alien movie and this type of sci-fi cinema. Haunting, loneliness, uncertainty and at the same time big adrenaline rushes. At some point I also discovered that the game had a good effect on me - it calmed me down.
So I left the ship, went through a few rooms and suddenly an enemy jumped out at me and I couldn't kill it. The big beast rushed and tore me to pieces. And then I saw the words RETURNAL. I love such movie introductions!!! It was exactly the same with Ghost of Tsushima. The Unwinnable Fight is a perfect introduction to the game. This is how my adventure began. After a dozen or so hours, I reached the first Boss. I was fucked up, but I knew then that I could beat him. It's not difficult, you just have to learn how to fight it. Like in GoW or DS. The problem is getting there. After about 10 tries, I succeeded. And then I moved on to the second stage, where I got another punch from a slightly larger, flying monster. I dubbed it "the big fucking flying cow" and to this day Asia laughs when I approach her. But now I have a new archenemy. That's it for now, I will give the rest of my impressions in the next entry, which I will post after defeating the second boss or during the fight with him. Krystian and Łukasz (I think, unless I confused this challenge with another one) said that fighting him was like trying to break down a brick wall with just your head. Well, we'll find out.
W 2023 odkryłem, że lubię wyzwania w grach. Winowajcą jest God of War z 2018. Co prawda grałem na 2 (albo 3) poziomie trudności. Tylko na tyle pozwala mi moja słaba zręczność. Very Easy Mode jest zbyt prosty. Nie czułbym satysfkacji z pokonania Valkirii i innych bossów. O ile początkowi wrogowie tacy byli, to przy późniejszych, musiałem wycisnąć z siebie 110% mocy. Dokładnie poznać ruchy przeciwnika, dostosować się do nich. Chodzić spokojnie, jak po polu minowym, jednocześnie będąc gotowym do na błyskawiczne kliknięcie kombinacji przycisków (pamiętając o CD czarów, by skończyć tę potyczkę jak najszybciej) i nie popełnić żadnego błędu. Bo te lepiej sobie zostawić na finałowy etap, gdy jesteśmy o krok od odcięcia jej głowy. Polubiwszy to uczucie, zacząłem szukać nowego wyzwania. Poprosiłem o pomoc moich dwóch kumpli, którzy znają się na grach lepiej ode mnie. Szukałem gry, która będzie dużym tytułem (nie przepadam za grami indie, mam tak od dziecka jak jeszcze takowe trafiały na płyty CD różnych czasopism o grach) i wzburzy moją krew w taki sam sposób, jak God of War 2018. Demon Souls nie przypadło mi do gustu + mimo wszystko lubię, jak gra nie jest zbyt trudna od początku. Dlatego kupiłem świeżą kopię Elden Ring (bo warto wspierać dobrych twórców), który mnie nie wciągnął, ale przejdę go w innym terminie.
Trzecim tytułem jest Returnal. Dużo o nim słyszałem, ale dopóki w niego faktycznie nie zagrałem, to nie wiedziałem za dużo o gameplayu. Prawdę mówiąc niewiele mogłem powiedzieć o samej grze. Tylko tyle że to roguelike (dotychczas nieznany dla mnie gatunek), który jest trudny, ale zajebiście dobry. No to pobrałem grę i ją włączyłem. Postanowiłem, że zachowam się jak gracz z czasów mojej młodości i nie będę szukał jakichkolwiek informacji na jego temat. O tipsach i pomocy na YT nie wspominając. Moja motywacja była silna. Kiedy po raz pierwszy walczyłem sam ze sobą (Pierwszy Boss), by się nie poddać i nie pójść spędzić sobie przyjemnie, acz leniwie czasu w Night City, zabroniłem mojej dziewczynie oglądania filmików z tej gry. Jeszcze bardziej zabroniłem jej mówić COKOLWIEK na temat tej gry, jeśli tego nie zobaczyłem. Bardzo ją ciekawiło, jak wygląda pierwszy boss i kolejne etapy. Zastanawiała się o czym mówię, gdy rozmawiałem ze swoimi kolegami gamingowym żargonem o Returnalu. Jedynie parę razy zapytałem Krystiana i Łukasza o jakąś poradę lub o to, jak daleko mam do bossa / kolejnego kamienia milowego. Już dzisiaj wiem, że Returnal to moja ulubiona gra na PS5. Zakochałem się w niej tak jak w WarCraft 3, Half Life 1 (gdy go przechodziłem po raz 1 w 2022), Witcher 3 i Doom Eternal. Poza nimi są jeszcze może 3, 4 takie tytuły.
No to kontynuując, opuściłem mój statek i idę przed siebie. Nie wiem, co robię, nie wiem gdzie zmierzam. Wiem natomiast jedno, no dwie rzeczy. Gra raczej będzie zajebistym doświadczeniem, a muzyka i dźwięki to pierdolone arcydzieło!!! Nie jestem audiofilem, ale nie trzeba nim być, by poczuć jakość i dopracowanie twórców w tej materii. Z tego co mi mówił Krystian, twórcy poświęcili bardzo dużo czasu i uwagi by je wyszlifować do perfekcji. Za każdym razem, gdy wchodzę do tego świata, dźwięki gry nadal wywołują we mnie podniecenie. Pewnie wiąże się to też z samą grą. Muszę być wybitnie skupiony podczas rozgrywki - rozmowy z Asią lub kimkolwiek odpadają. Słuchanie muzyki i filmików na YT w formie podcastu również. Jeżeli nie jestem skupiony na 100% jak podczas walki z Bossem w Doom Eternal, najsilniejszymi Valkiriami GoW, to jestem rozpierdolony, jak Freezer po przylocie na Ziemię. Łatwo i szybko. Podobnie jest z klimatem. Od początku czułem wibracje podobne do pierwszej części Alien i tego typu kina sci-fi. Zaszczucie, samotność, niepewność, a jednocześnie duże skoki adrenaliny. W pewnym momencie odkryłem też, że gra ma dobry wpływ na mnie - uspokaja mnie.
No to wyszedłem ze statku, przeszedłem przez kilka pokojów i nagle wyskoczył na mnie przeciwnik, którego nie byłem w stanie zabić. Wielkie bydle rzuciło się i rozerwało mnie na kawałki. A potem zobaczyłem napis RETURNAL. Uwielbiam takie filmowe wprowadzenia!!! Przy Ghost of Tsushima było dokładnie tak samo. Walka której nie da się wygrać, to doskonałe wprowadzenie do gry. W ten sposób zaczęła się moja przygoda. Po kilkunastu godzinach, doszedłem do pierwszego Bossa. Zostałem rozpierdolony, ale już wtedy wiedziałem, że dam rady go pokonać. Nie jest trudny, po prostu trzeba się nauczyć z nim walczyć. Jak w GoW albo DS. Problemem jest dojście do niego. Po około 10 próbach udało mi się. A potem przeszedłem do drugiego etapu, w którym dostałem kolejny wpierdol od nieco większego, latającego potwora. Ochrzciłem go mianem "wielkiej, jebanej latającej krowy" i do dzisiaj Asia śmieje się, jak się do niej zbliżam. Ale teraz mam nowego arcywroga. To tyle póki co, resztę wrażeń dam w kolejnym wpisie, który wrzucę po pokonaniu drugiego bossa lub w trakcie walki z nim. Krystian i Łukasz (chyba, o ile nie pomyliłem tego wyzwania z innym) mówili, że walka z nim przypomina próbę zburzenia ceglanego muru samą głową. No to się przekonamy.