Nieproszonego gościa zauważyliśmy w środę. Przemknął między pufą a fotelem i schował się pod szafą. Wszystko działo się tak szybko, że trudno było określić czy to mysz czy szczur. Biorąc pod uwagę nie aż tak duży rozmiar obstawiałem to pierwsze. Nie ukrywam, że pogorszyło to zdecydowanie mój wieczorny nastrój. Gryzoń w okolicy to zawsze ryzyko szkód (a kabli ci u nas dostatek). Następnego dnia zamówiłem więc deratyzację.
Wcześniej oczywiście zrobiłem risercz, poczytałem opinie i wybrałem firmę z teoretycznie najlepszymi ocenami. Niestety moje oczekiwania rozbiegły się z rzeczywistością. Na Biskupią przyjechał gość, który nie miał zbyt wiele do powiedzenia, rozstawił dwie pułapki na kleju i skasował 200 zł. Żadnego śledztwa, żadnych badań potencjalnych kierunków nielegalnej imigracji spoza granic Królestwa. Cóż, człowiek uczy się na błędach. Przy okazji zresztą sporo poczytałem (np. o regulacjach w Krakowie dot. deratyzacji) i co przeczytane to moje.
Ostatecznie zresztą żadna z pułapek nie była potrzebna, bo podczas tradycyjnego czwartkowego wieczoru dyskusyjnego nieproszony gość przyszedł posłuchać o czym rozmawiamy. To była mysz. Gdy została zauważona zwiała do takiej dziwnej skrzyni z próbkami tynków, którą zabrałem kiedyś z naszego śmietnika. To uratowało jej życie, bo poduszką zablokowaliśmy jej drogę ucieczki i wynieśliśmy ją pod konsulat Związku Radzieckiego. Rosjanie tyle nakradli, że z pewnością z głodu tam nie umrze. Akcja została uwieczniona na nagraniu.
Pułapki prewencyjnie zostawiłem, ale przez noc nic się nie złapało, więc prawdopodobnie problem mamy z głowy. Oczywiście kluczowa dla bezpieczeństwa KBK jest odpowiedź na pytanie: jak mysz w ogóle dostała się do lokalu? Teoretycznie są dwie możliwe drogi. Pierwsza - przez piwnicę (ale wtedy musiałaby być spidermanem). Druga - pod drzwiami... i to jest najbardziej prawdopodobny scenariusz. Zwłaszcza, że w ostatnim tygodniu kilka razy wychodząc w nocy z KBK zwróciłem uwagę na otwarte drzwi wejściowe do kamienicy. Nie wspominam nawet o drzwiach na dziedziniec, które jogini-cykliści notorycznie odblokowują.
Pomocna w tej sytuacji okazała się być książka "O walce przeciwko wojnie imperialistycznej" Lenina. Idealnie spasowała i zatkałem nią dziurę w prowizorycznym progu zrobionym z parkietu ocalałego z rzeszowskiego KBK.