Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie pomysł, aby zrobić w KBK dzień bez prądu. Pomysł jest luźny i w zasadzie nie wiem czy ma sens. No bo przecież nie mogę wyłączyć bezpieczników. Choćby ze względu na lodówkę. A nawet gdybyśmy przyjęli, że jest ona wyłączona z naszej "gry", to wciąż rodziłoby to sporo problemów. No bo jak zrobić herbatę bez prądu? W KBK jest to utrudnione. Nie ma gazu, więc zdani jesteśmy na czajnik elektryczny lub płytę indukcyjną. Jest co prawda samowar, ale... też na prąd. Teoretycznie można kupić węglowy. Niestety ma dwa mankamenty: 1) cena (nie są one tanie), 2) i tak trzeba byłoby go używać na zewnątrz. Można podgrzewać na świeczkach, ale cóż - życzę powodzenia.
Nie zmienia to faktu, że stworzenie w KBK choćby na chwilę ciemnogrodu ze strefą wolną od prądu (czyli elektroniki wszelkiej postaci, zwłaszcza smartfonów) jest kuszącą perspektywą. Są nawet dwa terminy, które pasowałyby do tej akcji. Pierwszy to 6 czerwca, kiedy przejęliśmy lokal (bez prądu) przy Biskupiej 18. Drugi to 31 lipca, kiedy to przy świecach (z wiadomego powodu) odbyło się pierwsze wydarzenie w krakowskim KBK (spotkanie o Islandii 'a). Ale to nie termin jest problemem, ale ewentualna formuła.
Wczoraj po czwartkowej debacie oksfordzkiej spontanicznie zapaliłem świecę, którą otrzymałem od i zgasiłem światło. Od razu zrobiło się atmosfernie a rozmowa trwała do późna. No i cóż, w całym tym pomyśle można byłoby ograniczyć się tylko do świec, myślę jednak, że dobrze byłoby pójść dalej. Pytanie tylko brzmi: jak daleko? Teoretycznie można byłoby iść w próbę odtworzenia realiów z początku XX wieku (dla przypomnienia: przytulisko dla weteranów powstania styczniowego otwarto na Biskupiej 27 października 1901 roku). Nie wiem jednak czy jest to możliwe, bo wnętrz przecież nie odtworzymy...