Jeśli ktoś nie mógł pojawić się w sobotę w KBK na grze dektywistyczno-genealogicznej, to mam dobrą wiadomość: wciąż jeszcze można podjąć wyzwanie. Wystarczy przyjść do Królestwa i pochylić się nad zgromadzonym w głównej sali materiałem. Są to głównie zdjęcia, ale również dokumenty: świadectwa szkolne, różne legitymacje, rachunki, kartki pocztowe, a nawet akt oskarżenia. Część udało się już pogrupować. Większość jednak wciąż leży na stole. Myślę, że stan ten może utrzymać się do środy, więc jeśli ktoś ma ochotę zmierzyć się z archiwum Wierzbińskich to zapraszam na Biskupią. Może czyjeś spostrzeżenia okażą się kluczowe.
Na razie odnoszę jednak wrażenie, że najwięcej frajdy z szukania odpowiedzi na liczne genealogiczne pytania mam ja sam. Co jest tego powodem? Sam nie wiem. Może naturalne dążenie do ustalenia prawdy, może zboczenie historyka-archiwisty, a może po prostu chęć sprostania niełatwemu zadaniu...
Kluczowy w badaniu tego zbioru jest chyba przede wszystkim fakt, że fotografie przedstawiają głównie życie. Portretów jest niewiele. Zdjęcia przedstawiają codzienne sytuacje: spacery, wycieczki, imprezy, wypoczynek na krakowskich plażach, pracę. W wielu odnaleźć można nawet jakiś pierwiastek artystyczny. To wszystko sprawia, że z materiałem pracuje się całkiem przyjemnie a jego przeglądanie jest wciągające.