[ENG]
Man learns all his life, and unfortunately most often from his own mistakes. The biggest mistake of our trip to South America was buying a return ticket to Poland via a flight from Panama. The plan was simple and assumed that after traversing the whole of Colombia from south to north, we would cross the border between Colombia and Panama and, after covering only a few hundred kilometers, we would reach Panama City. The perfect plan, however, is certain but… It turned out that there is no land connection between Colombia and Panama. I mean it is, but there is no road connection there. Apparently, there are paths through the forest that are currently used only by smugglers, so trying to walk them would not be easy, and looking at the map, we would need to walk about 50 km in this way. So the scenario turned out to be impossible.
So what? Plane! In the very north of Colombia, on the Caribbean Sea, there is a beautiful town of Barranquilla from which several planes depart to Panama every day, and they are not that expensive.
That was the plan, but the rapidly advancing coronavirus forced us to revise our plans. We didn't make it to Barranquilla at all, but at an express pace we managed to rebook our flight to Panama for a flight made directly from Medelin. We changed the place of departure and date without any problems. Now we could only count on Condor to not fool around after arriving in Panama and let us rebook our flight to Frankfurt for an earlier date. Until recently, we would not have worried about it, after all, it is the largest German charter airline, carrying millions of tourists a year, but since the information about the takeover of Condor by our Polish LOT appeared, a bit worried about whether our “no it is possible "," you cannot "," additional fee "etc ... so well known to all of us.
[PL]
Człowiek uczy się całe życie, a niestety najczęściej na własnych błędach. Największym błędem naszej podróży do Ameryki Południowej było kupienie biletu powrotnego do Polski poprzez lot z Panamy. Plan był prosty i zakładał, że po przemierzeniu całej Kolumbii z południa na północ, przekroczymy granicę między Kolumbia, a Panama i po pokonaniu raptem kilkuset kilometrów dotrzemy do Panama City. Plan doskonały, jednak jest pewne ale… Okazało się, że pomiędzy Kolumbią, a Panamą nie ma żadnego połączenia lądowego. Znaczy jest, ale nie ma tam żadnego połączenia drogowego. Ponoć istnieją ścieżki poprzez las, które obecnie są wykorzystywane tylko przez przemytników, więc próba przejścia nimi nie byłaby łatwa, a patrząc na mapę, to potrzebowalibyśmy przejść w taki sposób około 50 km. Więc scenariusz okazał się niemożliwy.
No to co? Samolot! Na samej północy Kolumbii jest nad Morzem Karaibskim jest piękna miejscowość Barranquilla z którego każdego dnia wylatuje kilka samolotów do Panamy, i wcale nie są takie drogie.
Taki był plan, ale rozwijający się szybko koronawirus sprawił, że musieliśmy zrewidować nasze plany. Nie dotarliśmy wcale do Barranquilli ale w ekspresowym tempie udało nam się przebukować nasz lot do Panamy na lot wykonany bezpośrednio z Medelin. Bez problemu zmieniliśmy miejsce wylotu oraz datę. Teraz pozostawało nam liczyć tylko na to aby po przylocie do Panamy linie lotnicze Condor nie wygłupiały się i pozwoliły nam przebukować lot do Frankfurtu na jakąś wcześniejszą datę. Do niedawna nie martwilibyśmy się o to, przecież to największa niemiecka linia czarterowa, wożąca miliony turystów rocznie, ale od kiedy pojawiła się informacja o przejęciu Condora przez nasz polski LOT trochę się niepokoje czy jednak przypadkiem w korporacyjne procedury nie wdarło się już przypadkiem nasze „nie da się”, „nie można”, „dodatkowa opłata” itp... tak dobrze znane nam wszystkim.
[ENG]
Anyway, we happily reached Panama, and after a dozen or so hours we were back at the airport. Unfortunately, almost "our national" Condor offered us a flight home only at the beginning of April, so we looked for alternatives and finally decided to extend our trip around South America to North America and then thanks to the #lotdodomu campaign or as others call it #lotzmorawiecki we returned directly to Warsaw.
We will spend a total of 40 hours in Panama, but we are very positively surprised by this country. As we approached the landing site, we could observe the enormous numbers of ships pushing into the Panama Canal, Panama's first largest source of income. The country's second source of income is the so-called tax haven. Leaky pavements, smelly and noisy buses, poor people who trade in anything and hundreds of skyscrapers growing out of this typical Latin city, with logos of the world's largest corporations on each of them. This is what Panama City looks like, but there is nothing more to write about fakes, now it's time to see the real big city landscape. New York will be the last point of our trip.
[PL]
Tak czy inaczej szczęśliwie dolecieliśmy do Panamy, a po kilkunastu godzinach znów byliśmy na lotnisku. Niestety już prawie „nasz narodowy” Condor zaproponował nam lot do domu dopiero na początku kwietnia, więc poszukaliśmy alternatyw i finalnie zdecydowaliśmy się aby naszą podróż po Ameryce Południowej rozszerzyć o Amerykę Północną i potem dzięki akcji #lotdodomu lub jak inni ją zwą #lotzmorawieckim wróciliśmy bezpośrednio do Warszawy.
W Panamie spędzimy łącznie 40 godzin, ale jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni tym krajem. Gdy podchodziliśmy do lądowania mogliśmy obserwować ogromną liczbę statków pchającą się do kanału Panamskiego pierwszego największego źródła dochodu Panamy. Drugie źródło dochodów kraju to tak zwany raj podatkowy. Dziurawe chodniki, smrodzące i głośne autobusy, biedni ludzie handlujący czymkolwiek i setki wieżowców wyrastających z tego typowego latynoskiego miasta, a na każdym z nich logotypy największych światowych korporacji. Tak właśnie wygląda Panama City, ale nie ma co więcej pisać o podróbkach, teraz pora zobaczyć prawdziwy wielkomiejski krajobraz. Nowy Jork to będzie ostatni punkt naszej podróży.