Jakiś czas temu we własnym zakresie sprowadziłem ze Szwajcarii Samochód ciężarowy (bus). O perypetiach urzędowych już coś napisałem. Potem był okres napraw u mechaników, a w tej chwili sam usuwam drobne usterki i odświeżam pojazd przed wystawieniem go w najem. Historię napraw zacznę od najbardziej upierdliwej usterki. Pojazd był w dość dobrym stanie technicznym na pierwszy rzut oka więc korzystając z okazji iż jeszcze nie musiałem oddawać lawety do wypożyczalni zawiozłem go na badanie techniczne, które przeszedł bez problemu jedyne co wykrył diagnosta to brak ręcznego na jednym kole facet po ludzku kazał to zrobić i podbił papier. Postawiłem busa pod stacją diagnostyczną i powiedziałem że zabiorę go w nocy, bo już musiałem oddać lawetę. Nie napiszę jak go zabrałem ;) w każdym razie licznik kilometrów działał i naliczył 8km do mojego domu. Następnego dnia oddałem auto do naprawy dla sąsiada mechanika. Serwis olejowo filtrowy, rozrząd, regeneracja pampy paliwa z płukaniem układu paliwowego, wymiana wysprzęglika hydraulicznego. Ogólnie auto w czasie jazdy szarpało tak, że przeglądu nie powinno przejść jednak przeglądy to tak na prawdę wyciąganie kasy od jeleni za bzdurne czynności, które niczego nie sprawdzają co udowadnia mój przypadek. Ja oczywiście wiedziałem o wszystkich tych usterkach, ale potrzebowałem papier do rejestracji. Wracając do upierdliwej usterki, mechanik przy wydaniu auta powiedział, że jest jeszcze jedna ustaka nie działa licznik kilometrów. Trochę mnie to zdziwiło bo działał. Mechanik kupił zamiennik czujnika prędkości (oryginalnego oczywiście nie było w hurtowni) i dalej nic. Posprawdzał komputerem i stwierdził że powinno działać więc polecił mi sprawdzić sam licznik. Tak też zrobiłem kupiłem używkę za psi pieniądz ale nic to nie dało. Kupiłem więc drugi zamiennik czujnika z nadzieją, że może tamten jakiś wadliwy. Wreszcie oddałem auto w ręce elektromechanika ten dłubał przy nim ponad dwa tygodnie w międzyczasie dzwonił i wypytywał o szczegóły. Okazało się że obydwa czujniki zamienniki to śmietnik każdy podaje co innego do komputera w dodatku jakość wykonania uniemożliwia prawidłowe przeniesienie prędkości ze skrzyni biegów... Stary oryginał okazał się spalony. Po zamontowaniu nowego oryginału za 230zł dalej nic! elektromechanikowi udało się jednak odszukać informację, że auto kiedyś miało tachograf i to w partackim wycięciu tachografu okazał się cały problem.
Usterka numer dwa, to włącznik świateł awaryjnych (tego też nie zauważył diagnosta) był w stanie dezintegracji materiałowej. Kupiłem więc zamiennik założyłem uruchomiłem dwa! razy i zamiennik rozpadł się na części pozostając na stałe w pozycji włączony...
od lewej czujnik przędności vivaro primaster trafic od prawej włącznik świateł awaryjnych
Podsumowując:
- kupiłem śmieci, które nigdy nie miały prawa działać, pytanie jak długo będziemy tolerować takie praktyki?
- po co są badania techniczne? po to żeby wyciągnąć 100zł co roku od każdego kierowcy... a jak trafimy na sprytnego diagnostę, to nam nie podbije przeglądu wymyślając nieistniejącą usterkę i mówiąc nam, że on to zrobi po godzinach... Tak takie przypadki mieli znajomi i następnie weryfikowali słowa diagnosty u swoich zaprzyjaźnionych mechaników, którzy obalali diagnozę "diagnosty"
Nie dajcie się oszukać!