Nadeszło ocieplenie, zimny wiatr ustał i znowu pojawiło się słońce.
Wybrałam się do miasta Korfu bo już tęskniłam.
Pojechałam bez jakiegoś przyziemnego celu, tak po prostu.
Pochodzić, pooglądać, zobaczyć raz jeszcze...
Może uda mi się znaleźć, jakąś nieznaną jeszcze, wąską uliczkę na Starym Mieście?
Ale na Stare Miasto droga prowadzi przez to nowe, którego specjalnie nie lubię.
Zawsze będąc w Korfu wypatruję jakiegoś kawałka historii ale nie zawsze go znajduję. W sumie przetarłam już sporo tutejszych uliczek i zakamarków.
Jednak jeszcze się zdarza, że znajdę coś co mnie zaskoczy, wiadomo, tak jest przecież w każdym mieście.
Spacer trwa, ale dla mnie przeważnie dopiero w okolicach Nowej Twierdzy, zaczyna być interesująco.
Ok, jeszcze kawałek Aleją Wenizelou...
Tą aleję nawet lubię bo łączy w linii prostej stare miasto z nowym. Zawsze tu jest tłoczno i można spotkać wielu znajomych.
Jednak tym razem skręciłam w jedną z bocznych uliczek, zajrzałam do świętej Zofii i doszłam do Nowej Twierdzy od innej strony.
Mijając twierdzę powoli zbliżałam się do Starówki.
Teraz wąska nieprzejezdna droga prowadzi mnie w dół. Robi się ciekawie, włosko i wenecko.
Już wiele razy wspominałam, że Stare Miasto Korfu zbudowali Wenecjanie i to właśnie oni posadzili tutaj pierwsze drzewa oliwne.
Ten kawałek historii wyspy zostanie tutaj na zawsze.
Na każdym kroku mijam jakiś kościół, jest ich tutaj na prawdę dużo.
Malutkie i większe, otwarte lub nie, pełne historii i tajemnic.
Ich wieże górują nad miastem a święci strzegą jego mieszkańców.
Wybrałam odpowiedni dzień na spacer po mieście. Pogoda była cudowna, niemal wiosenna, dobrze że przyjechałam.
W szare deszczowe dni miaso nie wygląda tak atrakcyjnie i pachnie wilgocią.
No dobra, nadeszła pora na kolejny punkt spaceru.
Chodźcie na coś słodkiego!
Kto chce z czekoladą a kto z lodami?
Zapraszam 😉👍😋