Ostatni weekend spędziliśmy we Wrocławiu, a głównym celem naszej wizyty były jarmarki Bożonarodzeniowe odbywające się tutaj co roku. Odwiedziliśmy je zarówno w sobotę, jak i w niedzielę, ale o całkiem innych porach. Pierwszego dnia wybraliśmy się na rynek i jego okolice, gdzie odbywa się główny jarmark dopiero o 17. Wcześniej odwiedziliśmy kilka innych miejsc i odbyliśmy proces zameldowania w hotelu. Udało nam się znaleźć świetne lokum w hotelu Wyndham, który znajduje się bardzo blisko rynku. Kilka minut spacerem.
We spent last weekend in Wrocław, and the main purpose of our visit was to visit the Christmas markets that take place here every year. We visited both on Saturday and Sunday, but at completely different times. On our first day, we explored the market square and its surrounding area, where the main market doesn't start until 5 PM. Beforehand, we visited a few other places and checked in at our hotel. We managed to find a great place to stay at the Wyndham Hotel, which is just a few minutes' walk from the market square.
Dzień 1:
Grzane Wino
Zaczęliśmy oczywiście od grzańca, żeby się rozgrzać od środka. Zimno dawało się we znaki tego weekendu. Spróbowaliśmy prawie wszystkich smaków, jakie oferują jarmarki. Grzaniec świąteczny, wrocławski, malinowy, wiśniowy, jagodowy, śliwkowy. Mnie najbardziej smakował malinowy, ale ogólnie wszystkie dobre, chodź różniły się intensywnością smaku na różnych stanowiskach. Niektóre bardziej wyraziste, inne jakby rozcieńczone za bardzo. Mimo to polecamy.
Mulled Wine
Of course, we started with mulled wine to warm ourselves up from the inside. The cold was taking its toll this weekend. We tried almost every flavor offered at the fairs. Christmas mulled wine, Wrocław mulled wine, raspberry, cherry, blueberry, and plum. I liked the raspberry the most, but overall, they were all good, although the flavor intensity varied depending on the location. Some were more pronounced, others seemed a bit too watered down. We still recommend them.
Churros.
Kolejnym elementem degustacyjnym były churros'y, czyli pochodzące z Hiszpanii, smażone na głębokim tłuszczu "pręciki" w kształcie gwiazdy. Można było je dostać z dodatkiem przeróżnych sosów np. białej czekolady, kinder bueno, oreo. My wybraliśmy sos o smaku nutelli. Smakowały nam, chociaż ilość sosu mogła by być większa, zwłaszcza, że dodatkowo się za sos dopłaca. I same churros mogły być trochę bardziej słodkie.
Churros
The next item on the menu was churros, star-shaped, deep-fried "rods" from Spain. They were available with a variety of sauces, such as white chocolate, Kinder Bueno, or Oreo. We chose the Nutella-flavored sauce. We enjoyed them, although the amount of sauce could have been larger, especially since you pay extra for the sauce. The churros themselves could have been a bit sweeter.
Wielkie hot dogi.
Na zabicie głodu spróbowaliśmy gigantycznych hot dogów. To naprawdę kawał jadła. Wystarczyło nam zjeść jednego na pół. Wybraliśmy wersję z białą kiełbasą. Oprócz tego można było dostać je ze szaszłykiem z kurczakiem lub tradycyjną kiełbasą. Według brata szaszłyk był bardzo suchy. Nie mam niestety zdjęcia tego posiłku. Musicie uwierzyć na słowo, że były wielkie :)
Huge hot dogs.
To quench our hunger, we tried the giant hot dogs. They were truly a huge meal. We could just eat one in half. We chose the version with white sausage. You could also get them with a chicken skewer or traditional sausage. My brother said the skewer was very dry. Unfortunately, I don't have a picture of this meal. You'll have to take my word for it that they were huge :)
Zwiedzanie straganów:
Nie samym jedzeniem i piciem człowiek żyje. Przeszliśmy wszystkie stragany z mnóstwem ciekawych rzeczy, ale i takich, które wydawały się bezsensowne. Zwłaszcza te z kiczowatymi pamiątkami. Najbardziej chyba spodobały się nam wyrabiane w Polsce (to bardzo ważne, nie jakaś tania chińszczyzna), figurki, którym głównym motywem były wrocławskie krasnale, oraz ręcznie wyrabiane magnesy. Nie pożałowaliśmy sobie zakupu takiej figurki. Będzie piękną, pamiątkową ozdobą na półce.
Visiting the stalls:
Man does not live by food and drink alone. We browsed all the stalls, which offered a wealth of interesting items, but also some that seemed pointless. Especially the ones with kitschy souvenirs. I think we especially liked the figurines, made in Poland (this is very important, not some cheap Chinese thing), whose main motif was Wrocław's dwarves, and the handmade magnets. We didn't regret buying one. It will make a beautiful souvenir decoration on a shelf.
Dekoracje, oświetlenie i atrakcje.
Rynek i całe jarmarki były naprawdę pięknie ozdobione i oświetlone. Miejsce nie do poznania. W otoczeniu wspaniałej architektury wszystko razem robiło wrażenie. Najbardziej spodobał mi się domek z młynem w stylu holenderskim. Widać go między innymi na pierwszym zdjęciu w poście. Nie zabrakło też różnych form aktywnych atrakcji - karuzele, dom z przeszkodami i inne tego typu zabawy oferuje jarmark. Po wypiciu kilku grzańców razem z bratem spróbowaliśmy sił w zrzucaniu puszek piłeczkami. Za zrzucenie wszystkich przy pomocy maksymalnie trzech piłek czekała nagroda w postaci wielkiego pluszaka. Niestety, została mi jedna niezbita puszka. Czułem, że mogę to ogarnąć, ale wiedziałem też, że to tak właśnie działa. Pijany się nakręca, płaci w kółko i próbuje do skutku. Albo do momentu, aż portfel prawie pusty. Zrezygnowaliśmy więc oboje z bratem po pierwszej próbie. Ale spróbowaliśmy! Nasze kobiety doceniły starania :)
Decorations, lighting, and attractions
The market square and the entire fair were truly beautifully decorated and lit. The place was unrecognizable. Surrounded by magnificent architecture, everything was impressive. I especially liked the Dutch-style mill house. You can see it in the first photo in the post, among other things. There were also various active attractions – carousels, a house with obstacles, and other similar games the fair offers. After drinking a few mulled wines, my brother and I tried our hand at throwing cans with balls. For knocking them all down with a maximum of three balls, there was a huge stuffed animal as a reward. Unfortunately, I only had one unbroken can left. I felt I could handle it, but I also knew that's how it works. A drunk gets excited, pays over and over again, and tries until you succeed. Or until your wallet is practically empty. So my brother and I gave up after the first try. But we tried! Our women appreciated the effort :)
Dzień 2:
Powrót na jarmark po kościele.
Rano zjedliśmy śniadanie i po wymeldowaniu z pokoju hotelowego wybraliśmy się na niedzielną mszę do najbliższego kościoła. Po mszy wróciliśmy na jarmark. byliśmy tak najedzeni po pysznym, hotelowym śniadaniu, że nic już nie jedliśmy na rynku.
Returning to the market after church.
In the morning, we ate breakfast and, after checking out of our hotel room, went to Sunday Mass at the nearest church. After Mass, we returned to the market. We were so full after the delicious hotel breakfast that we didn't eat anything else in the market.
Pochmurnie i zimno jak w d...
Nie ukrywam, zimno dało mi w kość. Nie wiem co się dzieje ze mną ostatnio, ale chłód mnie paraliżuje, wywołuje ból mięśni i stawów nawet, kiedy wy ubieram się jakbym szedł na podbój Antarktydy w środku zimy. Być może dlatego, że ciągle chudnę i mięsa coraz mniej, nie wiem. Postanawiam zrobić masę. Może być tłuszczowa.
Horribly cold
I won't deny it, the cold has been really taking its toll on me. I don't know what's been going on with me lately, but the cold is paralyzing me, causing my muscles and joints to ache, even when I'm dressing like I'm going to conquer Antarctica in the middle of winter. Maybe it's because I'm constantly losing weight and losing muscle mass, I don't know. I'm deciding to bulk up. It might be fat.
Czy to rano, czy w południe, ludzi tłum wygląda cudnie.
Nie do końca cudnie, ale rym musiał być. Wieczorem w sobotę był większy tłum, ale w niedzielne południe również było ich nie mało. Mimo złośliwej pogody. Ciepły grzaniec i można zwiedzać.
Whether it's morning or noon, the crowds look wonderful.
Not entirely wonderful, but there had to be a rhyme. Saturday evening was a bigger crowd, but Sunday afternoon was also quite busy. Despite the nasty weather. Warm mulled wine warms you from the inside.
A mówiąc o grzańcu...
Jak zaczęliśmy, tak i skończyliśmy, a więc od pożegnalnego grzańca. Kubeczki specjalnie przygotowane na tegoroczny jarmark można było nabyć. Przy zakupie grzańca (cena 20 zł), konieczne było wpłacenie kaucji zwrotnej za kubek. Jeśli się go nie zwróciło, kaucji się nie odzyskało. My jeden zachowaliśmy na pamiątkę.
Speaking of mulled wine...
As we began, so we ended, with a farewell mulled wine. Mugs specially prepared for this year's fair were available for purchase. When purchasing the mulled wine (priced 20 PLN), a refundable deposit for the mug was required. If you didn't return it, you wouldn't get your deposit back. We kept one as a souvenir.
Obiad, kawa i do pociągu.
Po jarmarku poszliśmy na obiad do indyjskiej restauracji, w której bardzo nam zasmakowało jedzenie podczas pierwszej wizyty we Wrocławiu w 2019 roku. Później kawa w McDonaldzie i szybkim krokiem na pociąg powrotny do Bielska-Białej. Wyjazd bardzo przyjemny mimo wrednej pogody.
Lunch, coffee, and boarding the train.
After the market, we went for dinner at an Indian restaurant, where we really enjoyed the food during our first visit to Wrocław in 2019. Then coffee at McDonald's and a quick walk to the train back to Bielsko-Biała. The trip was very pleasant, despite the nasty weather.