W sobotę 6 lutego 2021 roku wybraliśmy się z na spacer po zmrożonym Nowym Sączu. Naszym głównym celem było odwiedzenie nowego miejsca na mapie tego miasta – palarni kawy i kawiarni Amakuru w Rynku – o którego istnieniu dowiedzieliśmy się zaledwie kilka dni wcześniej. Ale jak to? Wypad do kawiarni w środku pandemii? No tak... Czy Amakuru funkcjonuje normalnie, czy też pojawiliśmy się tam w roli profesjonalnych krytyków – na to pytanie odpowiedźcie sobie sami :)
Gdy tylko stojąc przed wejściem otworzyliśmy drzwi do kawiarni, uderzył nas od razu niezwykle intensywny zapach palonych ziaren kawy – miał w sobie nuty słodyczy, czekolady, orzechów i różnych korzennych przypraw. Mnie te nuty zapachowe bardzo przypadły do gustu, a po godzinnej wizycie w kawiarni pachniałem jeszcze cały wieczór – włosy i ubrania nasiąkają w mig tymi wonnościami.
Oczywiście wszystko to dzięki temu, że Amakuru to nie tylko kawiarnia, ale też palarnia kawy. Palenie kawy to proces kontrolowanego prażenia ziaren tak, aby wydobyć z niego jak najlepsze nuty smakowe. W teorii brzmi prosto, w praktyce jednak wymaga ogromu wiedzy, doświadczenia, a także... sprzętu.
W Amakuru taki profesjonalny sprzęt posiadają. Maszyna ta pozwala dokładnie ustawić temperaturę oraz czas palenia ziaren, które następnie trafiają do widocznego na powyższym zdjęciu pojemnika, w którym specjalna mieszalnica schładza ziarna – tak, aby przerwać proces prażenia. „Przeciągnięte” ziarna nabierają aromatu spalenizny, a także gorzkiego smaku i goryczki, które zazwyczaj nie są porządane.
Kawa w Amakuru przygotowywana jest zawsze z ziaren świeżo palonych na miejscu, co przekłada się oczywiście na jakość i smak gotowego napoju. Kiedy my zawitaliśmy w progi kawiarni, używana akurat była kawa Kivu Lake. Odmiana ta rośnie na wysokości 1800-2000 m. n.p.m. na wzgórzach wulkanicznych, wokół jeziora Kivu – stąd nazwa. Owoce kawy zbierane są od marca do czerwca, a następnie poddawane procesowi naturalnej fermentacji. Kawa przyrządzona z tych owoców charakteryzuje się nutami czekoladowymi i orzechowymii – jest raczej łagodna w smaku.
Amakuru oferuje w sumie aż 10 różnych odmian kawy – od takich wyróżniających się aromatami cytrusów (Virunga), przez warianty karmelowe, orzechowe i kakaowe (Cyahinda, Muhazi), aż po kawę Gashonga – w niej podobno przebijają się nuty marcepanowe i limonkowe. Tym razem w sprzedaży było niestety tylko kilka z wszystkich odmian, ale i tak wybraliśmy coś dla siebie :)
Ja zdecydowałem się na kawę czarną, aby móc w pełni cieszyć się jej smakiem. zdecydowała się zaś na kawę z mlekiem i syropem karmelowym – de gustibus non est disputandum. Skuliśmy się też na dobranie do naszych kaw po porcji szarlotki, choć ta nie wyróżniała się szczególnie – mimo, że była smaczna. To kawa jednak królowała i zdecydowanie przyćmiła naszą codzienną poranną kawę...
Kawiarnia Amakuru nie jest duża, to miejsce raczej skromne – ale urządzone schludnie i z wyczuciem estetyki, w modnym aktualnie stylu wykorzystującym surowe elementy architektoniczne (w tym wypadku cegły). Mimo to wnętrze jest ciepłe i przytulne, a zarazem przestrzenne. Usiąść możemy na jednej z dwóch dużych i wygodnych sof, lub wybrać barowy stół przy oknie – i popijać kawę obserwując ludzi na Rynku.
Naszą uwagę zwróciły też wiszące na ścianach obrazy autorstwa Mgr. Morsa, czyli Mariusza Brodowskiego – nowosądeckiego artysty związanego przede wszystkim ze street artem i odpowiedzialnego za wiele z najbardziej rozpoznawalnych sądeckich murali. Mgr Mors przenosi jednak z powodzeniem swój „uliczny” styl na nieco mniejszy format malarski.
Chociaż „Mors” posiada niezaprzeczalnie pewien warsztat malarski, to jego twórczość pod względem formalnym nie przemawia do mnie jakoś szczególnie – preferuję jednak nieco inną stylistykę. Doceniam za to jednak głęboką symbolikę i intertekstualność jego dzieł – dosyć długo przypatrywałem się „amakurskim obrazom” w poszukiwaniu różnych odwołań oraz ich znaczeń.
Już po powrocie z tych wojaży zacząłem szperać w Internecie, bowiem zauważyłem na ulotce Amakuru logo Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej „Salvatti.pl”.
Otóż za „tym wszystkim” (kawiarnią, podawaną w niej kawą, sklepem online) stoi właśnie rzeczona Fundacja. Można więc powiedzieć, że Amakuru to „kawiarnia charytatywna”. Kawa jest wysokiej jakości, pochodzi od lokalnych plantatorów (głównie z Rwandy), a dochód ze sprzedaży przeznaczany jest na rozwój edukacji i opieki medycznej w Afryce. Zatem odwiedzając Amakuru łączymy przyjemne z pożytecznym – podobnie zresztą robiąc zakupy na sklep.salvatti.pl. Ucieszyło mnie to niezmiernie – zwłaszcza, że kawiarnia funkcjonuje i można wpadać do niej na co dzień.
Napojeni i pobudzeni pyszną kawą wróciliśmy z do siebie, a zaraz po powrocie zamówiliśmy dobry młynek do kawy. Na niego czekała już na półce Kawa tysiąca wzgórz kupiona w Amakuru, którą autor popijał dzisiaj pisząc ten post.