Urugwaj to była nasza ostatnia okazja aby zabiwakować na plaży oceanu Atlantyckiego. Nie było to proste ponieważ na zachód od Montevideo wybrzeże to tak naprawę ujście rzeki la Plata i nie jest tam zbyt ładnie, natomiast po wschodniej stronie na przestrzeni wielu kilometrów rozciąga się zabudowa luksusowych domków letniskowych. Mieli rację Ci, którzy mówili, że Urugwaj to najbardziej rozwinięty ekonomicznie kraj Ameryki Południowej, gdyż to wybrzeże wyglądało niemal identycznie jak Costa del Sol i znalezienie dzikiej plaży udało nam się dopiero 50 kilometrów za Montewideo.
Noc spędzona na plaży była spokojna, choć lekko zmarzliśmy, bo trochę ciągło po plecach od piachu, ale można było to przeboleć, ponieważ nowy dzień miał zapoczątkować tygodniowy wolontariat na ekofarmie, a tam czekało na nas już wygodne łóżko.
Jak bardzo wygodne będzie łózko na naszej ekofarmie nie mogliśmy nawet przypuszczać, bo los rzucił nas do miejsca zwanego La Luciernaga. Urugwajską ciekawostką jest fakt, że tam każdy wiejski dom ma swoją nadaną potoczną nazwę i w tym przypadku La Luciernaga w języku hiszpańskim oznacza świetliki, więc miejsce można tłumaczyć na Polski jako Świetlikowo. Świetlikowa ekofarma jest to stylowo odremontowana wiejska chata na odległych przedmieściach Montevideo, prowadzona przez młode Meksykańsko Urugwajskie małżeństwo. Ponieważ dom i istniejąca obok ekofarma wymaga dużo pracy, a młode małżeństwo na co dzień zajęte jest bardziej poważnymi sprawami niż plewienie grządek czy koszenie trawy, raz na jakiś czas zapraszają do siebie ludzi podróżujących po Urugwaju, który w wramach wolontariatu w zamian za wikt i opierunek zajmują się ich posiadłością. Ja przez tydzień głownie kosiłem trawę, bo było jej bardzo, bardzo dużo, a Agata głownie plewiła zarośnięte grządki, bo grządki były bardzo, bardzo zarośnięte. Uczciwa oferta tym bardziej, że jak już wspominaliśmy Urugwaj jest zaskakująco drogim krajem. Tydzień spędzony na ekofarmie w Urugwaju to były również ostatnie dni pierwszego etapu naszej podróży. Do zakończenia pierwszego rozdziału naszej podróży musieliśmy jeszcze przejechać 600km autostopem do Buenos Aires, z którego mieliśmy zaplanowany lot na samo południe Ameryki Południowej. Chwila odpoczynku w ciepłym Urugwaju przed wylotem w zimne i wietrzne rejony z perspektywy czasu okazała się zbawienna. Wiele tygodni musiało minąć nim kolejny raz mogliśmy wyjść na pole w koszulce z krótkim rękawkiem i sandałach, ale o tym w kolejnych wpisach.
Pobyt w La Luciernaga był to pierwszy z naszych dwóch pobytów na wolontariacie w Ameryce Południowej i za każdym razem do znalezienia odpowiedniego miejsca używaliśmy aplikacji workaway.info, którą zawsze i wszędzie będziemy polecać, wszystkim chcącym spróbować swoich sił w wolontariacie.