Urugwaj jest dość zurbanizowanym krajem z bardzo małą gęstością zaludnienia. Powierzchniowo jest ok 2 razy mniejszy od Polski, natomiast mieszka tu tylko 3 miliony ludzi z czego połowa w stolicy. W uproszczeniu Urugwaj wygląda więc tak, że jest tutaj Montevideo wielkości Warszawy kilka miast rozmiarów Gorlic oraz setki miasteczek pokroju Staniątek, a cała pozostała powierzchnia kraju wypełniona jest ogromnymi wielohektarowymi gospodarstwami rolnymi założonymi pośrodku niczego. Każdy kraj jest inny, więc spoko taki Urugwaj ma charakter, ale w momencie gdy próbuje się tutaj złapać autostop ma się wrażenie że trafiło się do piekła. W wyniku takiej zabudowy Urugwaju 99.9% wszystkich ludzi wsiadających do auta zamierza udać się "do najbliższych Staniątek" lub "do sąsiednich Staniątek" (wyjątek oczywiście stanowi stolica, ale tam już byliśmy i nie po drodze nam wybierać się tam kolejny raz).
Ruszamy z miejscowości Suce, więc stajemy na wylotówce z miasta która to jest niebyle jaką wylotówką, bo jest to droga krajowa numer 6, prowadząca z Montevideo aż do Brazylii, więc ruch powinien być spoko i cierpliwie czekamy. Mija czas mijają nas samochody, ale nie za bardzo chcą nas zabierać, choć odzew ze strony kierowców jest dość spory. Zwykle podczas łapania autostopu, gdy próbuje się zajrzeć do wnętrza pojazdu i spojrzeć w twarz kierowcy można zaobserwować trzy rodzaje charakterystycznych zachowań. Pierwszy to kierowcy, którzy zdają się nie dostrzegać osoby stojącej na poboczu i machającej do nich kciukiem. Szybko przejeżdżają wpatrzeni hen daleko w horyzont, a ich głowa nawet nie drgnie w kierunku autostopowicza. Drugi typ kierowcy to osoby, które wykonują w kierunku autostopowicza dziesiątki gestów mających na celu usprawiedliwienie tego, że nie mogą, choć bardzo by chciały zabierać Ciebie we wspólną podróż. Pokazują, że w ich aucie nie ma wystarczająco miejsca, że niby jest miejsce, ale tylko dla jednej osoby, że jadą, ale tu tu za kawałeczek tuż na najbliższym skrzyżowaniu skręcają więc nasze drogi na pewno wcale nie są wspólne, albo, że jadą owszem do przodu, ale tylko 10 km, a wy wielcy podróżnicy to na pewno chcielibyście abyśmy was zabrali chochocho, aż na koniec świata. Trzeci typ kierowców to ten, który zatrzymuje się i zabiera Ciebie ze sobą. Proporcja pomiędzy udziałem poszczególnych typów kierowców w stosunku do ogółu zwykle jest następująca: pierwszy opisany typ – 90%, drugi opisany typ - 9%, i trzeci opisany typ - 1%, natomiast czasami w szczególnych okolicznościach te proporcje ulegają zmianie i doświadczony autostopowicz powinien umieć to wykorzystać.
Tak wiem, Agata zawsze powtarza, że szukam dziury w całym dorabiając do zwykłego autostopowania zbędne teorie naukowe z pogranicza statystyki, socjologii oraz inżynierii ruchu drogowego i zamiast spokojnie cierpliwie stać na poboczu, zawsze muszę myśleć kombinować, analizować i liczyć nie wiadomo co, nie wiadomo po co.
Ogólnie ma rację, bo ciągłym zastanawianiem się jak to będzie za chwilę, kto nas zabierze, dokąd na zabierze, jak szybko dojedziemy, kompletnie nie potrafiłem czerpać przyjemności z mijającej chwili, ale nie tym razem!
Tym razem moje obserwacje zadziałały! Choć i tak nie wiele nam pomogły…
Po którymś kolejnym stopie, zabierającym nas raptem kilka kilometrów postanowiliśmy stworzyć karton z napisem 10 km, co spowodowało, że całkiem pokaźna grupa kierowców jadących tylko kawałeczek, zdecydowanie częściej nas zabierała.
Karton tylko trochę ułatwił nam podróż, bo ruszając z Sauce od rana w 6 godzin systemem "10km z miasta do miasta" podwiozło nas już 8 kierowców na łączny dystans 97 km. Nie jest źle, bo dzięki temu zwiedziliśmy takie „perełki” jak: Santa Rosa, Calenones, Santa Lucia i San Jose. Za każdym razem lądowaliśmy mniej więcej w centrum takiego miasta i z maksymalnie dopakowanymi plecakami musieliśmy pieszo wydostać się na wylotówkę. Przejście piechotą każdego z tych miast podobnych do podkrakowskich Staniatek nie było zbyt przyjemne, bo poza sklepem, apteką, stacją benzynową, kościołem, ratuszem nie było niczego więcej. Jednym słowem Urugwaj to piekło autostopowicza.
Nagle gdy już traciliśmy nadzieje, że gdziekolwiek uda nam się tego dnia dojechać, a sufit naszych marzeń to jakaś stacja benzynowa na rozjeździe dróg krajowych w Juan Soler zdarzył się cud!
Dwóch facetów palących trawę i wiozących 10 worków ziemniaków na powiedzieli, że zabiorą nas na odległość niemal 300km, aż do Paysandu miasta graniczącego z Argentyną! Co prawda nie planowaliśmy tam jechać, tylko przekroczyć granicę Urugwajsko-Argentyńską wiele kilometrów wcześniej, ale taka okazja nie zdarza się często ! Jedziemy! Witaj Buenos Aires!
UWAGA KONKURS!
Największa zagadka roku 2019 brzmi: "po co Ci dwaj panowie wieźli 10 worków ziemniaków na odległość 300km w kraju gdzie ziemniaki rosną na każdym jednym polu?"
Odpowiedzi piszcie w komentarzu. Najlepszą odpowiedz sowicie wynagrodzimy!
W tym poście nie było zbyt wiele emocjonujących zdjęć, gdyż po prostu na fotografowanie takich zakamarków Urugwaju jak wymieniane już Santa Rosa, Calenones, Santa Lucia i San Jose nie mieliśmy sił. Słońce praży plecaki ciężkie, po dotarciu autostopem do miasta trzeba wyczłapać się z tego miasta, czasem było to nawet dobre kilka kilometrów, a aparat leżał bezpiecznie na dnie plecaka, więc dzisiaj będzie wyłącznie porcja zdjęć z Google Street View pokazująca miejsca w których z trudem łapaliśmy autostop.
wylot z Sauce
wylot z Santa Rossa
wylot z Santa Lucia
Wylot z Cannelones