Tak, mogę śmiało powiedzieć, że przyroda nieożywiona ma w moim sercu specjalne miejsce.
Lubię szarości, burości, czerń i takie tam, niezbyt atrakcyjne dla innych odcienie. Lubię ołowiane, sine chmury wiszące nad głową, mżawkę, mgłę i kurzawę zamieci. Lubię bezkresne, kamienne pustkowia i grudy lawy porośnięte mchem.
Jak tu:
i tutaj:
Lubię skały we wszystkich odmianach i przywiozłam ich ze sobą na pęczki, głównie w formie cyfrowej :) To są moje prywatne "kamienie szlachetne".
Islandia rozpieściła mnie pod tym względem do granic możliwości. Katalog z wakacji pęka w szwach od zdjęć z kategorii Nikt Oprócz Mnie Nie Chce Tego Oglądać. Chociaż założę się, że sporo z nich przemyciłam w poprzednich postach o Islandii, ukrywając pomiędzy tęczowymi wodospadami.
Dzisiaj, korzystając z tematu konkursu ogłoszonego przez @polish-hive, pokażę na rozgrzewkę jeszcze kilka z nich, ale to nie wszystko. W dalszej części zobaczycie, co przywiozłam z Islandii w swoich kieszeniach.
Zapraszam 🙂
Ziemniak (nazwa robocza), jego akurat nie zabrałam.
A tutaj małe ziemniaczki :
I znowu brązowe coś solo:
oraz w duecie, te formy nazwałam pieguskami:
Wyobrażacie sobie, co tu się kiedyś musiało dziać? Gdy to wszystko było płynne i gorące, mieszało się i pochłaniało nawzajem..?
Jeszcze taki porowaty gość, zaatakowany przez przyrodę ożywioną:
I kolejny atak życia, na wygasłym wulkanie:
A teraz o tym, co mam na swojej półce :)
Gdy przeczytałam ogłoszenie o konkursie, to prawie dostałam zawału. W tym samym momencie przyszedł mi pomysł na post oraz myśl: gdzie są moje kamyczki???
Rzuciłam się do szafy kopać i po dłuższej chwili znalazłam. Dwa niepozorne woreczki foliowe, z równie niepozorną zawartością. Nietknięte od dnia powrotu z Islandii, czyli od 2 września zeszłego roku. Wcisnęłam je do szafy i zapomniałam.
Następuje zwolnienie blokady... przystępujemy od oficjalnego otwarcia!
Numer jeden - czarny piasek i czarne kamienie!
Piaseczek na zbliżeniu nie wygląda zbyt zachęcająco, w rzeczywistości jest bardzo drobny i niezwykle przyjemny w dotyku.
Zabrałam to wszystko z Diamentowej Plaży, która znajduje się tuż przy lagunie lodowcowej Jokulsarlon. Oczywiście to nie czarne kamienie i piasek są jej główną atrakcją, a diamenty. Mnóstwo diamentów!
Musiałam sobie zrobić selfie w asyście luksusowej biżuterii, bo przecież Diamonds Are a Girl's Best Friend...
Jak powstały te cuda? Odrobinę w głąb lądu znajduje się wspomniana wcześniej Laguna Jokulsarlon, połączona z morzem wąskim kanałem. Jezioro powstało na skutek cofania się lodowca i ten proces postępuje. Z lodowca odłamują się wielkie bryły, by po spędzeniu jakiegoś czasu na jeziorze rozpaść się na nieco mniejsze fragmenty i podryfować w stronę morza. Rozdrobnione i oszlifowane "diamenty" morze wyrzuca na brzeg.
Oto ich kolebka, na przeciwległym brzegu widać cofający się lodowiec.
Lodowych diamentów nie mogłam zabrać ze sobą, ale nie oparłam się głębokiej czerni bazaltowego kruszcu. Byłam szczęśliwa, że po drodze z baru nie wyrzuciłam kubka po kawie!
To są dokładnie te kamyczki i piasek, które wysypałam z worka. Mokre wyglądały jeszcze piękniej - były zupełnie czarne i błyszczące.
Numer dwa - prawdziwa niespodzianka ;) - Czarne kamienie!
Wiem, wyglądają tak samo, ale NIE SĄ takie same.
Pochodzą z czarnej plaży, która znana jest głównie z niezwykłych formacji bazaltowych (uwaga, znowu skały!)
Ich regularność mnie uspokaja.
Równie często co na skały, patrzyłam pod nogi. Bardzo lubię robić zdjęcia podłożu, na którym stoję. Czuję się wtedy solidnie "ugruntowana".
A oto one... Czarne i błyszczące, zabrałam kilka do kieszeni.
I mam jeszcze... aha, takich dwóch panów, szorstkich w obyciu:
Oni akurat, jako jedyni, trafili na półkę zaraz po moim powrocie. Zabrałam ich z tego wulkanu:
Nazywa się Hverfjall i ostatni raz hałasował jakieś 2,5 tysiąca lat temu. Jest... czarny 😍
I tak wygląda moja "namacalna" kolekcja cennych kruszców. Podczas przesypywania piasku i układania kamyków nie tylko wspaniale się bawiłam, ale i odpoczęłam. Moje myśli wróciły na kilka chwil w miejsca, z których je przywiozłam. Zobaczyłam, jak mokre drobiny skrzą się na plaży i jaki piękny jest błękit lodu w Lagunie Jokulsarlon. Poczułam, jak buty zapadają się w czarnym piasku i jak brnę przez niego z trudem.
Mam swój własny kawałeczek tej pięknej, surowej krainy.
Na razie piasek z kamyczkami zamieszkał w szklanym wazonie, będę mu szukać lepszego miejsca. Po wielu miesiącach nareszcie wszyscy razem!
Nieomal zapomniałam o jeszcze jednej zdobyczy! Spokojnie mogę ją zaliczyć do kamieni [szlachetnych], ponieważ jest to sól morska z dodatkiem lawy.
Prawie jej nie zużyłam, bo to też pamiątka ;) Wygląda może niepokojąco, ale tej lawy nie czuć wcale, zapewne jest starta na pył. Według informacji na opakowaniu sól wytwarzana jest przy użyciu wyłącznie energii z gorących źródeł geotermalnych. Przeczytałam na stronie producenta, że oferują także smaki: Arktyczny Tymianek, Wędzona Brzoza i Lukrecja 😍
I takie są moje skarby przywiezione z Islandii... Jedyne kamienie szlachetne, jakie posiadam. Chciałabym wracać tam tak często, by z przywiezionych trofeów móc urządzić ogródek zen :)
wszystkie zdjęcia by @wadera, pojedyncze przypadki mogły się pojawić w poprzednich postach
View this post on TravelFeed for the best experience.