Zeszłe lato było tak pogodne, że po zakończeniu przygody z Berserkjahraun zdążyłam wpaść kilka razy w góry po sąsiedzku.
W sezonie '23 ledwo je skubnęłam, rok później udał mi się trekking pod Orła i kilka wypraw o nieokreślonym celu. Z jednej z nich wróciłam odmieniona. Na granicy obszaru, który można ogarnąć wzrokiem z miasteczka, spotkałam promieniujący ciepłem Kamień. Gdy poszłam w górę, szybko pochłonęła mnie mgła. Pulsowały w niej neonowe żyły otoczonych mchem strumieni.
To było trochę jak film, trochę sen. Parłam przed siebie, prowadzona jak na sznurku.
Od tamtej pory każda wyprawa w tamtą stronę jest jak podróż w inny wymiar. Uprzedzając znajomych o wyjściu mówię: Idę do Kamienia, a potem zobaczę. Bo nigdy nie jestem pewna, w którą stronę mnie poniesie.
Tak i teraz wybrałam się w teren z zamiarem złożenia wizyty skalnemu przyjacielowi. Lecz wybrałam inną ścieżkę i wylądowałam po drugiej stronie rozpadliny, nad którą czekał przycupnięty. Pomachałam mu tylko i zapewniłam, że dłonie mam ciepłe tym razem.
Cóż było robić z czasem, który miałam spędzić na pikniku pod mrukliwym głazem? Pomyślałam o miejscu, do którego trafiłam rok wcześniej. Wówczas, prowadząca tam niewyraźna nitka owczej dróżki ginęła w gęstej mgle.
Ten dzień był inny od tamtego, ale i trasa nie ta sama. Tak jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak owcze ścieżki mogą zawieść wszędzie albo nigdzie.
Ostatecznie trafiłam. Podobnie jak za pierwszym razem, najpierw ogarnął mnie wszechobecny szmer wody.
Wtedy niewiele byłam w stanie dostrzec, teraz otwarła się przede mną kamienista, tkana zielenią niecka. Miejsce spotkań spływających z okolicznych wzniesień strumieni, które łączą się w potoki i beztrosko rzucają w otchłań.
A gdzie strumienie, tam i one, wierne mchy. Takie, od których bolą gałki oczne.
Pełzłam wzdłuż nich w uwielbieniu, do wiecznego, zimowego kleksa. Rok temu był większy, ledwie majaczył we mgle. Wtedy nie poszłam dalej. Bałam się, że render się skończy i wyląduję w pustce.
Ale jak wspomniałam wcześniej - ten dzień był zupełnie inny. Mapa ładowała się płynnie.
Za lodowym plackiem było jeszcze trochę skałek, a potem już tylko widok na pasmo Helgrindur, u stóp którego spoczywa nasze miasteczko.
Po raz pierwszy znalazłam się tak blisko. Jakiż tam jest cudowny bajzel! Mini-dolinki, a w nich mini-wodospady, oczka wodne, potoczki, oraz w ciul kamieni i mchu. Takiego, co wyżera gały, i tego drugiego, do leżenia.
Wystarczyłoby podejść kawałek w górę, by zajrzeć na drugą stronę półwyspu. Czas się jednak skończył. Innym razem, kochana.
Zamiast pikniku pod Kamieniem była kolacja z widokiem. Mogłam spojrzeć na Kirkjufell z wyższością.
Szperałam wzrokiem po okolicy, zgadując, gdzie da się wyjść, a gdzie nie. Prognozy słabe, pozostaje podkradać się jak najbliżej.
Zawiesiłam się na Psie. Tak nazywamy tę charakterystyczną skałę, doskonale widoczną z miasteczka. Nawet z innej perspektywy wygląda jak zadarty, psi lub wilczy łeb, wyjący do księżyca. Zapowiedziałam się z wizytą, bo już wiedziałam, że po drugiej stronie dzikiej grani jest o wiele przyjaźniej.
Ostatnie westchnienie i rzut oka na przystanek Grundarfjörður. Tam trzeba zejść.
Droga powrotna to nie błyskawiczny teleport, zawsze coś mnie zatrzyma. Czy to mech, czy osądzający wzrok owcy.
W efekcie jest prawie północ, gdy docieram do domu. Słońce zachodzi, jakbyśmy się zmówili. Sygnatura sezonu letniego '25.
Islandzkie historie:
Islandia wte i wewte:
W stronę Rejkjawiku - Wielorybi Fjord (Hvalfjörður)
Podróż przez interior: przystanek Hveravellir
Landmannalaugar. Czy góry tęczowe są tęczowe?
Czy pafiny są słodkie?
Wokół półwyspu Snæfellsnes:
Międzywymiarowa Gra w Klasy
Wodospady Svöðufoss i Kerlingarfoss
Spacer do krateru Búðaklettur
Czarny kościół i wodospad Bjarnarfoss
Klify Hellnar i Arnarstapi
Plaża Djúpalónssandur i tajemniczy krąg
Helgafell, jedna z wielu świętych gór
Laugarbrekka i matka z Winlandii
Basen Bárðura
Góra Drápuhlíðarfjall
Berserkjahraun - kratery zamiast planu
W drodze na górę Horn
Mister Horn
W głąb Berserkjahraun
Najmniejszy
Lokalnie | aktualnie:
Z Wilsonami pod Grundafoss
Na dziko!
Sumardagurinn fyrsti czyli pierwszy dzień lata
Życie niegdyś morskie
Tu Orzeł
Aktualizacja zimowa
Lato w złocie
Historie dokończone - Klakkur
Piknik pod Wiszącą Skałą
Przedostatnie kroki