Dziś pogoda we Wrocławiu była kapryśna, momentami bardziej jesienna niż wiosenna.
Mimo to z rana nasz harcerz wyruszył ze swoim zastępem na manewry do lasu.
Od rana co chwilę z nieba siąpił deszcz, szkoda nam było spędzać wolną niedzielę w domu, więc wyczekaliśmy moment przejaśnienia i z 3 dzieciaczków wyruszyliśmy na spacer w kierunku placu zabaw o nazwie Wioska Hobbitów 😉.
Na wyprawek zabraliśmy ze sobą 2 jeździki grawitacyjne, które poradziły sobie świetnie na naszych dziurawych i krzywych chodnikach.
Już sama droga na plac zabaw sprawiła nam dużo radości, dzieciaki poraz pierwszy testowały jeździki w terenie.
Dostali je od gwiazdora pod choinkę, ale niestety wcześniej nie było możliwości, żeby je sprawdzić w akcji.
Na plac zabaw dotarliśmy dość szybko bo maluch nie szły na nogach, więc nie było żadnych niepotrzebnych przystanków, a ja z mężem nie dorobiliśmy się graba, nosząc nasze małe skarby.
Mimo nie najlepszej pogody na placu zabaw było sporo dzieci, dużych i małych, z rodzicami i bez.
Po dotarciu na miejsce Sara z Alexem z radością sprawdzili wszelkie urządzenia, które znajdowały się na placu zabaw.
Zwiedzili wszystkie domki, równoważnie, siatki wspinaczkowe, zjeżdżalnie i inne zakamarki placu zabaw, zwłaszcza te gdzie można się przeciskać 😉.
Jako ciekawy i żadziej spotykany element placu zabaw mogę wskazać mini trampoliny, które wbudowane, są w gumową nawierzchnię placu zabaw, z rzeczonych przeze mnie trampolin z ochotą korzystają nie tylko dzieci ale i dorośli, z radością mogę stwierdzić, że nawet ja po 4 miesiącach od ostatniej operacji kolana skusiłam się aby ją wypróbować, oczywiście bez większych szaleństw 😀.
Gdy dzieciaczkom zaczęło się nudzić samodzielna zabawa zaciągnęły tatusia do zabawy w berka, z dumą stwierdzam, że szanowny małżonek ma co raz lepsza kondycję.
Szaleństwa i wygłupów było co nie miarą, starszaki i tatuś spocili się tak, że w domu koszulki można byli wykręcać 😂.
Nie straszna nam była zabawa przy lekkim deszczyku, jednak gdy zaczęły nadciągać ciemne chmury, trzeba było zacząć się zbierać do domku.
Żeby nie było nudno, wracaliśmy do domu inną trasą, nieco trudniejszą niż poprzednia.
Momentami nasz maluch zaczynał marudzić, że chce na ręce więc Sara mogła stworzyć z Alexem coś na kształt kuligu , ciągniętego przez mego silnego męża.
Oczywiście jazda w zaprzęgu nie była zbyt długa, no po chwili przytulania malec chciał z powrotem jechać swoim pojazdem, bo kto to widział, żeby siostra zajmowała jego miejsce.
W drodze powrotnej okazało się, że moje plany obiadowe, nie przypadły do gustu domownikom, więc było głosowanie i wybór padł na popularny fast food ( od czasu do czasu, można zjeść coś na mieście).
Podjechałam więc do restauracji i wzięłam zestawy na wynos.
Po obiedzie trzeba było się po kolei wykąpać po szaleństwach z placu zabaw.
W międzyczasie wrócił nasz najstarszy syn, streścił po krotce, przygody które przeżył w lesie na manewrach widać, że przygoda z harcerstwem przynosi mu dużo radości, że są tam ludzie do których pasuje i przy których może być sobą.
Niedługo po naszym powrocie do domu rozpadało się na całego, więc dobrze że zdecydowaliśmy się na szybszy powrót do domu, Oskar z manewrów wrócił przemoczony ale szczęśliwy.
Aby rodzinna niedziela minęła miło do końca, zrobiliśmy sobie jeszcze seans filmowy i wspólnie obejrzeliśmy Vaiane.
A jak wam minęła niedziela mam nadzieję, że równie miło jak nam.
Jutro wczesnie rano wstajemy do swoich obowiązków i z utęsknieniem czekamy na rodzinny czas.
ENGLISH
Today the weather in Wrocław was capricious, sometimes more autumn than spring.
Nevertheless, in the morning our scout went with his army to maneuver into the forest.
It was raining from the sky every now and then, it was a pity to spend a free Sunday at home, so we waited for the moment of clearing and with 3 kids we went for a walk towards the playground called Hobbits Village 😉.
For layettes we took 2 gravity rides with us, which did a great job on our leaky and crooked sidewalks.
The very way to the playground gave us a lot of joy, the kids were testing rides in the field for the first time.
They were given to them by a Christmas star, but unfortunately it was not possible to check them in action before.
We got to the playground quite quickly because the toddler did not walk on his feet, so there were no unnecessary stops, and my husband and I did not make a grab, carrying our little treasures.
Despite the bad weather, there were many children on the playground, big and small, with and without parents.
After arriving, Sara and Alex were happy to check all the equipment that was on the playground.
They visited all the houses, beams, climbing nets, slides and other nooks and crannies of the playground, especially those where you can squeeze through 😉.
As an interesting and less common element of the playground, I can mention mini trampolines, which are built into the rubber surface of the playground, the trampolines I have mentioned are eagerly used not only by children but also by adults, I can happily say that even I 4 months after the last knee surgery, I was tempted to try it, of course without much madness 😀.
When the kids started to get bored of independent play, they enlisted their daddy to play tag, I am proud to say that the honorable spouse is in better shape.
It was crazy and fooling around, the oldies and daddy were sweating so much that at home T-shirts could be wrung out 😂.
We were not afraid of having fun in light rain, but when dark clouds started to come, we had to start gathering for the house.
In order not to be boring, we returned home on a different route, a bit more difficult than the previous one.
At times our toddler started to complain that he wants to wear his arms, so Sara could create with Alex something like a sleigh ride, pulled by my strong husband.
Of course, the ride in the harness was not too long, well, after a moment of hugging the little one, he wanted to go back in his vehicle, because who saw it, if his sister would take his place.
On the way back, it turned out that my dinner plans did not suit the household members, so there was a vote and the choice fell on the popular fast food (from time to time, you can eat something in the city).
So I drove over to the restaurant and grabbed the takeout kits.
After lunch it was time to take a bath after the madness of the playground.
In the meantime, our eldest son returned, briefly summarized the adventures he experienced in the forest during maneuvers, you can see that the adventure with scouting brings him a lot of joy, that there are people he fits with and with whom he can be himself.
Soon after our return home it was falling apart, so it's good that we decided to return home faster, Oskar returned from the maneuvers, wet but happy.
To make family Sunday a nice end, we also had a movie screening and watched Vaiane together.
And how was your Sunday, I hope you are as happy as we were.
We get up early in the morning and look forward to our family time.