Wiosną dwa lata temu, podczas freegańskiego wypadu znalazłem wyrzucone na śmietnik drzewko. Młody orzech włoski nie był chyba dość okazały, aby kogoś zaonteresować. A może po prostu kończył się już wtedy sezon na drzewka? Tak czy inaczej zgarnąłem badyl sterczący z worka i posadziłem jeszcze tego samego wieczoru.
Tak się złożyło, że dość blisko miałem wtedy na osiedle, na którym się wychowałem. Dom rodzinny to było też wtedy pierwsze miejsce, które przyszło mi do głowy przy poszukiwaniu narzędzi. Saperkę pożyczyłem od brata i udałem się na pusty trawnik nieopodal bloku. Zwróciłem tylko uwagę, aby było to miejsce, które nie pozostaje zbyt długo w cieniu.
Po paru tygodniach zobaczyłem, że drzewo się przyjęło. Dzielnie przetrwało też swoją pierwszą zimę, mimo, że ktoś ułamał czubek. Dopiero później przyszło mi do głowy, że mógł to być celowy zabieg pielęgnacyjny wykonany, aby drzewo miało okazję się rozrosnąć na boki. Czy tak się robi? Wskazówką był dla mnie patyk wbity tuż obok młodego pnia. Ewidentnie ktoś się nim zajął.
W ubiegłym roku orzech rzeczywiście pięknie się rozgałęził, a również dorobił się eleganckiego ogrodzenia.
Wczoraj odwiedziłem rodziców i tak się złożyło, że akurat przechodziłem z ojcem obok orzecha. W rozmowie dowiedziałem się, że poznał on ostatnio sąsiada, który zaopiekował się moim orzechem. A drzewo już wypuszcza nowe pąki na wiosnę!
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io