Dzisiaj rano szalał bardzo silny wiatr, Orkan Zdzichu (ja go tak żartobliwie nazwałem), czy inny ch... Rano zrobiłem mniej kroków niż zwykle, ponieważ zrobiłem bardzo krótką wersję wyjścia z psem na dwór. Akurat jak mieliśmy wyjść na dwór, to zaczęła się gwałtowna śnieżyca, na dodatek było słychać grzmoty. Jak wyszliśmy na dwór z psem, to wiatr wiał partiami. Wiało, potem chwila ciszy, potem znów wiało. Na dodatek padał ostry śnieg. Mieliśmy odpuścić wyjście na dwór, bo nam obojgu się nie chciało. Pies też niechętnie wyszedł i wcale mu się nie dziwię. To było błyskawiczne wyjście. Mogłem odpuscić to wyjście, ponieważ pies miałby z kim później wyjść na dwór. Rano tak piździało, że swojego "flyera" zamieniłem na zimową kurtkę. Nie dość, że mam bluzę z polarem i "flyera" na polarze, to przeszył mnie ten wiatr.
W robocie miałem trochę spokojniejszy dzień, stąd też mniej kroków. Po południu się wypogodziło i wiatr ucichł, ale nigdzie nie chciało mi się wychodzić.