"Jak raz sięgniesz po pieniądze podatników to wpadniesz do szamba, z którego ciężko się wydostać" - taką tezę stawia w swoim artykule pt. Niezależne (?) portale krytykujące rząd i branie socjalu złożyły wnioski o dotację. Czy faktycznie tak jest? Moim zdaniem nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego kto, na co i w jakim momencie bierze dotację.
Ja z grantami miałem do czynienia stosunkowo wcześnie. Swój pierwszy projekt napisałem tuż po skończeniu szkoły średniej. Potem wyjechałem na Łotwę (w sumie też była to jakaś forma grantu) a po powrocie do Polski pracowałem w jednym stowarzyszeniu i w zasadzie przez ponad rok z grantów żyłem. Było to jednak doświadczenie, które do dotacji mnie skutecznie zniechęciło. Zauważyłem bowiem wiele problemów, które wiążą się z obraniem takiej drogi przez organizację. Po pierwsze: biurokracja. Po drugie: ograniczenie odpowiedzialności czynnika społecznego (innymi słowy: ludzie się przyzwyczajają do tego, że pieniądze są i gdy zaczyna ich brakować to wszystko się sypie). Dlatego też tworząc w 2013 roku strategię rozwoju Fundacji Tradycji Miast i Wsi przyjąłem podstawową zasadę: ani złotówki z budżetu państwa. Wszystko musi działać w oparciu o darczyńców.
I cóż... przez 7 lat udawało się ten plan całkiem skutecznie realizować. Problemy pojawiły się w 2020 roku. Nałożyły się na to dwa czynniki: 1) nieplanowana przeprowadzka KBK do Krakowa i przeciągający się remont lokalu przy Biskupiej 18 oraz 2) pandemia. Prace, które pierwotnie miały potrwać góra trzy miesiące, ostatecznie zajęły ponad rok. Przez ten czas lokal nie działał a czynsz trzeba było płacić. W dodatku trzeba było kupować materiały budowlane. A wpływy były mniejsze niż spodziewane, bo podczas pandemii hojność spadła.
Dlatego też końcem 2020 roku postanowiłem złamać przyjętą zasadę i napisać projekt dotyczący promocji czytelnictwa. Nie przeszedł. Wiosną 2021 powtórzyłem próbę składając wniosek do Funduszu Patriotycznego. Ku memu zaskoczeniu (bo konkurencja była bardzo duża) został zaaprobowany. KBK otrzymało dofinansowanie.
Wydarzyło się to w momencie, w którym dziura budżetowa Królestwa była dość znaczna i lokal funkcjonował tylko dlatego, że na koncie FTMiW były jeszcze środki na inne działania. Te jednak w szybkim tempie się kurczyły. W tej sytuacji Fundusz Patriotyczny był niczym amerykańska kawaleria, która przychodzi z odsieczą w ostatniej chwili. Alternatywą było oczywiście pisanie błagalnych apeli o wsparcie. Czy przyniosłyby skutek? Może tak, może nie.
Ale dlaczego o tym piszę? Otóż dla trzeciego sektora nie są to łatwe czasy. Trudno oczekiwać, by lockdowny miały korzystny wpływ na ekonomiczną sytuację w kraju. Ludzie są biedniejsi, a więc mają mniej środków, by wspierać organizacje. Nie dziwi mnie więc, że część z nich zaczęła sięgać po środki publiczne. Pytanie zasadnicze brzmi: co potem?
Szambo, o którym pisze to przede wszystkim przyjęcie grantów jako stałego rozwiązania problemów. Jeśli organizacja weźmie raz dotację, podniesie swoje koszty i potem nie chcąc ich ciąć zacznie pisać kolejne wnioski to z pewnością wejdzie w system zależności. I nagle okaże się, że bez wsparcia państwa nie jest w stanie funkcjonować. Jeśli natomiast grant jest okazjonalny i nie jest on podstawą, bo istnieje alternatywny system finansowania działalności, to nie ma mowy o wpadaniu do szamba.
Oczywiście nie zmienia to mojego ogólnego (negatywnego) stosunku do dotacji. W przypadku Fundacji Tradycji Miast i Wsi kwestia niezależności nie ma większego znaczenia, bo większość jej działań nie nie ma nic wspólnego z polityką. Te zaś, które o nią zahaczały (vide: akcja German Death Camps) spotykały się z głosami poparcia z bardzo różnych stron. Oczywiście w przypadku mediów sprawa wygląda inaczej. Dla mnie jednak istotniejsze są inne kwestie. A mianowicie: biurokracja, presja czasu, ograniczona elastyczność i nieracjonalność wydatków. Cóż, trudno wszystko przewidzieć na etapie pisania wniosku. Zwłaszcza, że planuje się bez jakiejkolwiek gwarancji, że projekt przejdzie (w przypadku Funduszu Patriotycznego dofinansowanie otrzymało mniej niż 10% wniosków). Często więc jest to po prostu strata czasu.
Trwający projekt realizowany w potwierdził wiele moich obaw i w zasadzie utwierdził mnie w przekonaniu, że system grantowy to często źródło patologii w NGO. Ale o tym szerzej napiszę pewno w grudniu, jak przebrnę przez proces rozliczania. Na razie musimy się wyrobić z zaplanowanymi działaniami, a czas goni...
Post napisany w ramach Tematów Tygodnia #4 jako riposta do wspomnianego wpisu .