Trochę zwlekałam z przedstawieniem się na Steemit ponieważ nie jest to łatwe dla typowego introwertyka.
Dziś jednak chcę to zmienić ponieważ steemit.com w moich oczach z abstrakcyjnego portalu internetowego przeobraził się w realną grupę ludzi, którzy w trudnych sytuacjach niosą wsparcie i pomoc
Steemianie pomogli w ucieczce z KL!
Kilka dni temu, to Wy, Steemianie, pomogliście mi i @foodiniemu, z którym podróżuję, wyrwać się ze szponów Kuala Lumpur!
A w KL utknęliśmy nie dość, że w paskudnym miejscu, w China Town, gdzie w pokoju zamiast okien zainstalowany był permanentny grzyb, to jeszcze zostaliśmy bez pieniędzy.
Płacąc w ciemno za “pokój” z góry na 6 dni skazaliśmy się na malezyjskie tortury, których wcześniej nie bylibyśmy sobie w stanie nawet wyobrazić.
Przez kilka dni jedliśmy posiłek lub dwa, dzielony na naszą dwójkę, bo na więcej nie było nas po prostu stać.
Położenie się spać było tak obrzydliwą koniecznością, że dopiero wtedy, gdy organizm nie dawał już rady, padaliśmy na łóżko w śmierdzącym pokoju na 3 - 4 godziny, by skoro świt zerwać się, wybiec na korytarz i zaczerpnąć mniej cuchnącego powietrza.
Dlatego siódmego dnia nocleg na dworcu wydawał się rarytasem więc przenieśliśmy się na TBS (Terminal Bersepadu Selatan), by poczekać na poniedziałkowe, pierwsze transfery przychodzące. Przelewy jednak i tak nie pozwoliłyby nam na więcej niż przedostanie się do Ipoh miasta, do którego zmierzaliśmy.
Wtedy Wy, Steemianie, wsparliście nas i dzięki Wam zebraliśmy środki na jedzenie i dach nad głową w Ipoh, za co ogromnie Wam dziękuję! Bez Waszej pomocy mieszkalibyśmy na dworcu przez kilka następnych dni.
Właśnie dlatego chcę się odwdzięczyć tym, którzy tworzą tą społeczność i tylko z Wami dzielić się tym, co mam najlepszego - moją historią.
Podróże mam we krwi
Podróżuję ponieważ uwielbiam zmiany i nie boję się ryzyka. Prawdopodobnie zawdzięczam to częstym przeprowadzkom, a co za tym idzie zmianom otoczenia, jak i znajomych.
Lato w Republice Południowej Afryki trwa od listopada do marca.
Jestem jednak “białaską” ponieważ moi rodzice są polakami. Poznali się w RPA przez przypadek i tak ich przypiekło afrykańskie słońce, że postanowili wziąć ślub i trochę pomieszkać w Sasolburgu.
Były to czasy, gdy system apartheidu zaczął się powoli rozsypywać i jak się domyślacie nie był to dobry okres dla “białych”.
Z racji zmian politycznych rodzice podjęli decyzję o powrocie do Polski. Oprócz kilkuletniej mnie i kilkudziesięciu paczek przywieźli ze sobą wiele nagrań wideo i zdjęć dokumentujących tamte czasy.
Jako dziecko uwielbiałam je oglądać i szczerze mówiąc nie byłam zadowolona ze zmiany klimatu aż w końcu zapomniałam o tym, jak było “kiedyś”.
W wieku szkolnym odwiedzałam inne kraje tylko turystycznie. W niektórych byłam kilka razy, inne widziałam tylko raz. Myślałam wtedy o podróżowaniu, jako o sposobie na spędzenie wakacji, czy kilku wolnych dni.
Szara rzeczywistość
Od razu po maturze, rzuciłam się w wir pracy i utrzymywałam się sama. Przeprowadziłam się z małego miasteczka do Warszawy i mogłam liczyć tylko na siebie.
Zapomniałam o podróżach na 8 lat, za to “zaliczyłam” 10 przeprowadzek po Polsce.
Po 6 latach pracy w różnych korporacjach, założyłam własną firmę, która przynosiła zyski i satysfakcję.
Cieszyłam się z tego, że mogę w końcu korzystać z talentu plastycznego, przygotowując grafiki komercyjne oraz wykonując zdjęcia aranżacyjne produktów.
Czułam się świetnie planując i wdrażając strategie komunikacji marek i kreując ich wizerunek.
Wiedzę zdobywałam na szkoleniach, przez internet i z branżowych książek.
“Zaprzyjaźniłam się” z panem Tkaczykiem, który wymiata w sprawach PR-u. Dlatego, jeżeli sami planujecie założyć firmę, googlujcie od razu tego pana i rozglądajcie się za jego publikacjami.
Prowadząc biznes chciałam żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik więc przypłacałam to długimi godzinami ślęczenia nad komputerem.
Zdarzały się dni, że mimo pełnego portfela lodówka była pusta bo pracę kończyłam w godzinach, gdy sklepy były już zamknięte, a rano na nowo rzucałam się w wir obowiązków.
Po 2 latach ciężkiej, codziennej harówki przejrzałam na oczy, zawiesiłam działalność i odmłodniałam o kilka lat. :)
🕉 OM...
Stałam się minimalistką i tym samym jeszcze o tym nie wiedząc, zaczęłam przygotowywać się do podróży, w której jestem obecnie.
Nie będąc przywiązana do rzeczy i miejsc, chciałam spełnić swoje największe marzenie, jakim było wyruszenie w nieznane “gdzieś do ciepłych krajów”.
W końcu nadszedł czas w którym sprzedałam wszystkie swoje rzeczy, kupiłam bilet i nie było już odwrotu.
Tajlandia
Po miesiącu ruszyliśmy do Malezji, a dokładniej do jej stolicy - Kuala Lumpur. A teraz “dochodzimy do siebie” w bardzo przyjaznym Ipoh, mieście oddalonym od KL o 180 km.
Jaki będzie kolejny ruch? Zapewne George Town, a następnie wyspa Langkawi, która na zdjęciach jest po prostu przepiękna!
Chcę też wrócić do Tajlandii i odwiedzić Chiang Mai oraz Bangkok.
Później zapewne przyjdzie czas na Kambodżę i Laos. Jestem też bardzo ciekawa Ameryki Południowej i chciałabym również odwiedzić RPA, choć uważam, że to będzie odważna wyprawa.
Co mogę Wam zaoferować?
Dzięki temu możecie ocenić z bezpiecznej perspektywy, czy rzucenie wszystkiego, co znacie i ruszenie w nieznane jest tym, czego naprawdę chcecie.
Jeżeli jesteście zadowoleni z tego, co już macie i chcecie po prostu otworzyć się na “nowe” - klikajcie follow!
Obserwując mnie będziecie mogli przyjrzeć się innym kulturom, zwyczajom i rytuałom.
Zobaczycie też wspaniałe, jak i te mniej estetyczne miejsca na Ziemi.
Poznacie przesądy, legendy i codzienne życie ludzi na drugim końcu Świata.
Jeżeli tak jak mnie, odpręża Was głos Scully i Moldera, a dzieciństwo kojarzy się z muzyką z Archiwum X, mam dla Was dobrą wiadomość!
Zajrzymy też w miejsca, które wśród lokalnych mieszkańców uchodzą za “nawiedzone”. Może nie będę nocą biegać z noktowizorem i urządzać seansów spirytystycznych ale z chęcią poznam ich historie i opisze je dla Was na Steemit.