Nasza wspólna wielka zmiana zaczęła się na początku 2017 roku, gdy to wpadliśmy na siebie przypadkiem na najbardziej obciachowym polskim portalu randkowym. Brzmi to może banalnie, ale u nas pykło, trochę wywróciło wszystko do góry nogami i po krótkim okresie znajomości postanowiliśmy razem wyjechać w siną dal. Padło na Amerykę Centralną.
Suchy był dwa lata wcześniej w Ameryce Południowej, łowił piranie w Amazonce, widział więcej niż jedno zwierzę na Machu Picchu, w Boliwii zaliczył podróż autobusem przez najniebezpieczniejszą drogę na świecie, a w Brazylii przybił piątkę Jezusowi w Rio. Wiedział więc na co się szykuje.
Dla Moniki jest to zupełnie nowe doświadczenie, pierwszy raz za oceanem, wyższa temperatura i większa różnica godzin. Na szczęście na amatora nie trafiło – wciąż w ruchu, małe zwiedzanie co weekend, a dłuższe wycieczki gdzieś po Europie średnio raz na 3 miesiące. Przed wyprawą do Ameryki pojechała jeszcze na Kanary i do Hiszpanii, żeby za blado nie wyglądać. Bo przecież nikt z góry nie lubi być nazywany gringo.
Spragnieni słońca, wolności i dobrego jedzenia, rzucając wszystko, postanowiliśmy wyruszyć w podróż życia. Bo jak nie teraz to kiedy? 😉
Wyznajemy kilka zasad:
- brak zasad! ( podróżujemy jak chcemy, kiedy chcemy i czym chcemy)
- im tańszy nocleg tym lepszy (czasem śpimy u lokalnych przez co możemy podglądnąć ich codzienne życie)
- jesteśmy backpakersami (dużo do szczęścia nam nie potrzeba)
- im więcej ludzi tym smaczniej (często wybieramy lokalne budki z dużą ilością jedzących)
- karma wraca (człowiek, zwierzak – każdy zasługuje na szacunek, no chyba, że to komar)
- najlepsza atrakcja to darmowa atrakcja (staramy się omijać miejsca typowo turystyczne, pełne tzw. „januszerki”)
Posty będziemy publikować w miarę naszych możliwości i dostępu do sieci.