No to biegnę. Schodzę 3 stopnie z ganku i biegnę. Nie dlatego że lubię, ale dlatego że ktoś dzieci musi wychować. Zimno jest, i szaro. Czego się można spodziewać po końcówce listopada w Polsce? Opalającej bryzy z nad morza - no chyba nie.
Wieje. Wieje i to akurat w moją stronę. Chmury już się zbliżają, tylko czekać jak lunie. Ale ch*j, biegnę. Z dzieciakami ktoś w piłkę kopać będzie musiał, albo w chowanego się bawić. Za rowerkiem z kijem biegać. Biegnę więc i już po paru metrach wiem że to będzie słaby bieg. Jak z fotografią. Czasem weźmie człowiek aparat do ręki, no bo wziąć trzeba, zdjęć inaczej nie będzie i już po pierwszym zdjęciu wie że to słaba sesja będzie. Może się zdarzy jakaś perełka, ale to przypadek głównie.
To i ja biegnę, może z górki mi lepiej pójdzie albo z wiatrem.
O tym właśnie będzie ten blog, o życiu bo fotografia to tylko próba uchwycenia jego skrawków i zamknięcia emocji na obrazku.